„Zawieruszona”, bo przez całe wieki spychana na margines, wstydliwie pomijana lub fałszywie interpretowana. Archeolodzy wciąż znajdują wazy i malowidła przedstawiające mężczyzn i chłopców w czułych uściskach i prawdę mówiąc, nie wiadomo, co z nimi zrobić, najlepiej ukryć gdzieś w zakamarkach muzeum, by nie gorszyła się nimi młodzież.
Obraz nie byłby jednak pełny, gdybyśmy nie wspomnieli o „milczących ofiarach” takiego systemu, to jest o niewolnikach obu płci. Jak twierdzą znawcy tematu, zniewolenie w majestacie ówczesnego prawa oznaczało też w dużym stopniu podporządkowanie seksualne. Pozytywnie wartościowana była wyłącznie aktywność, gdyż dowodziła wyższości i władzy. Biernymi byli niewolnicy, a wykorzystywanie seksualne stanowiło regułę. Wolni obywatele mogli robić z niewolnikami, co tylko chcieli, sprawowali bowiem nad nimi prawie nieograniczoną władzę. Jak pisał Seneka Starszy: „Bierność jest w wypadku wolnego człowieka zbrodnią, dla niewolnika bezwzględnym obowiązkiem...” Niewolnicy, będąc własnością panów i przynależąc do domowego inwentarza, skazani byli na los obiektów seksualnych. W sytuacji całkowitego podporządkowania niewolnik zbliżał się do statusu kobiety, którą determinowała społeczna podrzędność. Jej pozycja społeczna i biologiczna nakazywała pasywność, lecz starożytni uważali, że nie jest to hańba ani wstyd, gdyż wynika to z jej natury, „niższej” i „gorszej” od mężczyzny.
Kultura grecko-rzymska definiowała męską osobowość w kategoriach władzy, ponieważ władza uważana była za część męskiej seksualności i moralności. W Grecji zakaz bycia pasywnym partnerem dotyczył wolnych mężczyzn od momentu pojawienia się na ich ciele zarostu. W ogóle status chłopca w roli seksualnego obiektu obwarowany był rozmaitymi konwenansami, ponieważ inicjacja wkraczającego w życie młodzika ze strony starszego mężczyzny stanowiła ważną część społecznego systemu edukacji.
Chłopiec, który znalazł starszego wielbiciela zazwyczaj, za zgodą ojca, odpowiadał pozytywnie na owe zaloty i mógł przyjmować od niego prezenty, w żadnym jednak wypadku pieniędzy, gdyż mogło to go narazić na zarzut uprawiania prostytucji, a zatem sprowadzałoby do rzędu płatnych męskich dziwek (zwykle będących niewolnikami), tzw.
pornos. Mogło to mieć dla młodzieńca bardzo niemiłe konsekwencje, włącznie z utratą praw obywatelskich, jak to się przydarzyło Tymarchosowi, urodziwemu kochankowi Demostenesa. Nie wypadało także zbyt często zmieniać partnerów, konwenans społeczny nakazywał również, by ulubieniec jak najdłużej odtrącał zaloty wielbiciela i w trakcie kontaktu płciowego udawał całkowitą obojętność. Tego właśnie aspektu uczepił się Kenneth J. Dover, przedstawiając w swym dziele kwestię pederastii jako nieomal spisek „zwyrodniałych gburów” dybiących na cnotę niewinnych – rzekomo – chłopców. Konstruując ową wizję bardziej chyba kierował się lękami i uprzedzeniami wszczepionymi przez purytańską, wiktoriańską wręcz edukację męskich brytyjskich uczelni, abstrahując przy tym od ateńskich realiów i starożytnej, „pogańskiej” mentalności. Tę oderwaną od historycznej rzeczywistości tezę zgrabnie ośmieszyła niemiecka uczona Carola Reinsberg: „Wręcz ciśnie się na usta pytanie" – ironizuje badaczka – "czy to możliwe, by np. 16-letni młodzieniec mógł pozostać całkowicie obojętny na rozmaite pieszczoty oraz sam stosunek udowy i nie odczuwać żadnego podniecenia... Zważywszy duże różnice wiekowe pomiędzy poszczególnymi chłopcami i różny stopień ich dojrzałości płciowej, można przypuszczać, iż w niektórych związkach młodzieńcy ci byli tylko chłodnymi oblubieńcami, a w innych ognistymi kochankami”. I komentuje dalej w duchu feministycznym: „Jeśli przypomnimy sobie z jaką łatwością mieszczańsko-chrześcijańska moralność XIX wieku ograbiła kobiety z ich własnej seksualności i uczyniła z nich oziębłe partnerki wypełniające posłusznie obowiązki małżeńskie, nie dziwi nas również tak silne oddziaływanie zasad etycznych w starożytności. Jednak takie opanowanie zmysłów wymagało całkowitego uduchowienia i przyswojenia sobie owych wzniosłych [platońskich – WJ] ideałów, by będąc młodym człowiekiem, zafascynowanym swoim starszym przyjacielem, bezgranicznie mu oddanym i związanym z nim żarliwą przyjaźnią (
philia), nie dać się w jego ramionach ponieść własnym uczuciom”.
Wspomniany wyżej problem stał się, w postaci wyolbrzymionej, jednym z głównych tematów rozdziałów „Historii seksualności” Foucaulta poświęconych „greckiej miłości” (zwłaszcza: „Honor chłopca”). Wybitnego badacza, (nb. wychowanka męskiego kolegium jezuickiego) niezwykle uwierał fakt, że według zasad społecznych panujących w Atenach w momencie osiągnięcia przez młodego ulubieńca znamion dorosłości, związek erotyczny tracił rację bytu i powinien był się zamienić w „czystą” przyjaźń (wspomniana już
philia) i lojalną współpracę na niwie polityki lub ekonomii. A co z chłopakami, którym odpowiadał taki układ i wcale nie chcieli go zrywać? Pytał dramatycznie uczony. Z pewnością dojrzały kochanek sam stawał się wtedy mistrzem dla młodszych ulubieńców, nie załatwiało to wszakże kwestii pasywnych upodobań. Faktycznie, młodzieniec o dziewczęcym wyglądzie i sposobie bycia nawet w Atenach nie miał lekkiego życia, chyba że dostał się do grona odtwórców kobiecych ról w Teatrze Dionizosa, którzy także cieszyli się odrębnym statusem. Zwykle jednak tak bywa, że obowiązujące zasady sobie, a życie sobie. Wystarczy trochę wysilić wyobraźnię i uwzględnić ówczesne realia: mężczyzna i młodzieniec będący początkowo w intymnym związku i tak spotykali się potem codziennie na agorze, w gimnazjonie i w łaźniach, nikt też praktycznie nie kontrolował, co robili ze sobą w czterech ścianach męskiej komnaty (
andron). Gdyby zbytnio się publicznie afiszowali z ową nieprzychylnie postrzeganą zażyłością i sprawa wyszłaby na jaw, z pewnością nie byliby w żaden sposób prześladowani ani też ukarani, co najwyżej staliby się obiektem niewybrednych dowcipów i może Arystofanes wykpiłby ich w kolejnej komedii. To zresztą wyjaśnia, dlaczego żadnej z takich par nie przyszło do głowy zamieszkanie pod jednym dachem. Po pierwsze, praktycznie nie było takiej potrzeby, po drugie, małżeństwo z kobietą było kompletnie odmienną kategorią społeczną, niż związek wielbiciela i ulubieńca. Były to zjawiska z dwóch różnych światów, męskiego i kobiecego, które, jak już powiedzieliśmy na wstępie, zazębiały się w małym stopniu. Tak więc
dzisiejsi zwolennicy gejowskich małżeństw nie powinni sięgać po wzorce do starożytnej Grecji, lecz raczej obrać swoim patronem cesarza Nerona, który z pełnym ceremoniałem ślubnym zawarł oficjalny związek z wyzwoleńcem Sporusem, nb. za pomocą kastracji zamienionym w „kobietę”. Nic nowego pod słońcem... chciałoby się powiedzieć. Stare, odwieczne problemy powracają dziś w nowym kostiumie i tak samo jak obecnie, różnie sobie z nimi radzono w różnych epokach i krajach.
A teraz, skoro już poznaliśmy fakty i ateńskie realia, możemy spokojnie zacząć zgłębiać w poszukiwaniu smakowitych szczegółów wnikliwą i kompetentną pracę Caroli Reinsberg „Obyczaje seksualne starożytnych Greków” (Gdańsk 1998), którą szczerze polecam.
Spytaj pewną sektę, dlaczego nazywają się Świadkowie Jehowy a nie inaczej... Oni są chętni do dyskusji to ci wytłumaczą i broszurkę dostaniesz.
Spytaj pewną sektę, dlaczego nazywają się Świadkowie Jehowy a nie inaczej... Oni są chętni do dyskusji to ci wytłumaczą i broszurkę dostaniesz.
Spytaj pewną sektę, dlaczego nazywają się Świadkowie Jehowy a nie inaczej... Oni są chętni do dyskusji to ci wytłumaczą i broszurkę dostaniesz.
Spytaj pewną sektę, dlaczego nazywają się Świadkowie Jehowy a nie inaczej... Oni są chętni do dyskusji to ci wytłumaczą i broszurkę dostaniesz.
Z tego co mi wiadomo imię Jehowa było stosowane przez chrześcijan jako zamiennik Jahwe juz dawno temu (tyle, że raczej to drugie raczej jest właściwe). Do dziś zachowało się w wielu tekstach i tłumaczeniach Starego Testamentu uznawanych przez katolików.
Spytaj pewną sektę, dlaczego nazywają się Świadkowie Jehowy a nie inaczej... Oni są chętni do dyskusji to ci wytłumaczą i broszurkę dostaniesz.
Cytat z Demostenesa jest zmyślony, w Mowie przeciw Neerze nie mówił nic o chłopcach ani miłości, a o konkubinach, które miały żyć z ateńczykami na co dzień.
Jaka jest różnica między ziemniakiem, kartoflem i pyrą? Hę?
jod, he, waw, he - hebr. יהוה
dzisiaj już nikt nie dojdzie tego, jakie samogłoski występowały między tymi czterema literami, więc może być zarówno Jahwe, jak i Jehowa.
Poza tym... świetny tekst!