Od początku planowaliście nagłośnienie waszej uroczystości?Marek: Była taka myśl, były różne warianty. Powód był jednak bardzo altruistyczny: dla nas to co się wydarzyło - to już było, przeżyliśmy to z naszymi bliskimi. To co się dzieje teraz, co się wiąże z opowiadaniem o tej historii, o naszej historii, jest działaniem na rzecz innych, żeby inni mieli więcej odwagi. My ze swoim związkiem i wychodzeniem z ukrycia mieliśmy wiele przygód, w naszych głowach musiało się dokonać przewartościowanie. Brak tego przewartościowania niszczy ludzi o odmiennej orientacji. Widzimy to po naszych znajomych, zwłaszcza młodszych.
Jędrzej: Zastanawialiśmy się nad nagłośnieniem wcześniej, ale nie chcieliśmy krępować obecnością dziennikarzy naszych gości weselnych i bliskich, którzy na ślubie dopisali. Doszliśmy też do wniosku, że to jest jednak nasza uroczystość i powinniśmy się skupić na sobie. I tak dla nas to było ogromne przeżycie.
Dlatego zdecydowaliśmy, że po uroczystości ujawnimy to co będziemy chcieli ujawnić, a prawda jest taka, że ujawniamy prawie wszystko.
Marek: To była jednak intymna uroczystość. Zastanawialiśmy się też nad zaproszeniem działaczy, polityków, osób publicznych, które dużo robią w sprawie LGBT. Ale doszliśmy do wniosku, że także i obecność osób znanych może zadziałać krępująco na naszych gości i impreza się nie uda.
Skoro intymna to skąd decyzja o nagłośnieniu?Jędrzej: Uważamy, że nasz przykład jest pozytywny, uważamy, że inni ludzie mogą się nami zainspirować, ale najważniejsze jest to, że chcemy dodać otuchy, pokazać, że można. I tym walczącym, ale też tym z problemami.
Marek: W Polsce kierunek debaty na temat praw mniejszości seksualnych wiąże się z walką o prawa tych mniejszości, o związki partnerskie np. Ale nikt do tej pory nie pokazał jak to będzie, gdy już walkę wygramy. Nie chodzi przecież o to, żeby przekonać polityków, sądy, władze, tu chodzi o to, żeby przekonać zwykłych ludzi, a jak ci ludzie mają utożsamiać się z czymś, co jest dla nich zupełnie nieznane? Nasi goście weselni to też są zwykli ludzie, którzy z tym zjawiskiem z różnych powodów nie są obyci. I zapewne zapytani na ulicy czy popierają małżeństwa jednopłciowe powiedzieliby, że nie. A mając nasz przykład, uczestnicząc w naszej uroczystości, wzruszając się na niej, myślę, że dziś podpisaliby się pod postulatem równości małżeńskiej.
Jędrzej: To jest taki problem, że ludzie nie umieją sobie wyobrazić jak będzie wyglądała para jednopłciowa w strojach ślubnych. Dwie suknie ślubne, dwa garnitury? Na torcie oczywiście figurka z osobami tej samej płci? My chcieliśmy pokazać - na naszym przykładzie, że to wygląda dobrze. Stroje, w których wystąpiliśmy podczas ślubu sami zaprojektowaliśmy, były szyte na zamówienie. Z tego co do nas dociera – wiemy, że ludziom się podobały.
Skoro już o strojach mowa – powiedzcie coś więcej, skąd pomysł?Marek: Ze strojami to było tak, że ciągle zastanawialiśmy się w którą konwencję iść. Obawialiśmy się, że dwóch mężczyzn, w dwóch garniturach może zniknąć w tłumie. Dwa takie same fraki? Ale znowu ludzie nieobyci z tematem mogą się zastanawiać: no ale gdzie ta panna młoda? Uznaliśmy, że nawiążemy do strojów historycznych, trochę inspirując się historycznymi mundurami. Dwóch facetów w mundurach? Przecież to normalne, że faceci chodzą parami w mundurach!
(śmiech) Nie chcieliśmy nic ukryć, chcieliśmy pomóc ludziom odnaleźć się w pewnej symbolice, dać im znane im skojarzenia, które ułatwią im zaakceptowanie nowej dla nich sytuacji.
Jędrzej: Podobnie było z tortem. Uciekaliśmy od takich pomysłów, jak dwie figurki na torcie, chcieliśmy to zrobić harmonijnie. Niczego nie ukrywać, ale też żeby też dla wszystkich było zrozumiałe i łatwe do zaakceptowania.
Marek: I żeby nie było gorszą kopią, nazwijmy to – „tradycyjnego” ślubu. Na naszej uroczystości w tle było mnóstwo pięknej muzyki klasycznej i ani jeden utwór kojarzący się z symboliką typowo ślubną.
W takim razie jak wyglądał tort?Jędrzej: Był bardzo prosty: białe trzy kręgi przyozdobione czerwonymi różami. I w sumie wszystko takie było: proste, żeby ułatwić odbiór, nie tworzyć niepotrzebnych krępacji.
Marek: Musimy opowiedzieć jeszcze o zaproszeniach. W Polsce ciężko znaleźć „wzorzec” zaproszenia na gejowski ślub. Patrzyliśmy też na przykłady ze świata i wszystkie były strasznie poważne i wręcz napuszone. Postawiliśmy więc na estetykę Bolka i Lolka (z kwiatami) i wiemy, że bardzo się spodobało i wysoka frekwencja naszych bliskich i znajomych na ślubie była też spowodowana tym, że ujęło ich zaproszenie. Bardziej nieprzekonani mogli pomyśleć sobie: czyli to taka przyjaźń jak Bolka i Lolka, ale jeszcze się kochają!
(śmiech)Mam takie obserwacje, że geje są śmiertelnie poważni, zwłaszcza gdy się coś manifestuje, ale nawet wystarczy porozglądać się w gejowskich knajpach, na gejowskich imprezach. Wszyscy mają tak poważne miny. Czy to wewnętrzne przełamywanie lęku? Krępacji?
Chcieliśmy iść własną drogą. Wiadomo, że w pewnych konstruktach prawnych czy obyczajowych trzeba było zrobić analogię, ale tam gdzie nie trzeba było – staraliśmy się wytyczyć własny ceremoniał, symbolikę.
Czyli mamy już tort, stroje, muzykę, a sama ceremonia? Jak się do niej przygotowywaliście?Jędrzej: Jak szukaliśmy kształtu dla ceremonii to oglądaliśmy w internecie ceremonie jednopłciowe z zachodu. Często jest tak, że bohaterowie tych filmików są w trakcie ceremonii bardzo zapłakani. To jest słodkie, ale pomyślałem sobie, że trochę nie przystoi, żeby dorośli faceci przez dużą część ceremonii byli tacy obślimaczeni i pomarszczeni na twarzach.
Marek: Mogę być gejem, ale to nie znaczy, że mam przestać być mężczyzną!
(śmiech)Jędrzej: Układaliśmy scenariusz ceremonii, bardzo szczegółowy, robiliśmy też próby – w tym czytania umowy partnerskiej. I zdarzyło nam się tak, że siedzieliśmy w zaciszu naszego domu a łzy się lały. Baliśmy się jak to będzie, ale powiedzieliśmy sobie, że będziemy trzymać fason! Udało się, były wzruszenia, ale nie było po nas widać. Dopiero po ślubie usiedliśmy na spokojnie, zaczęliśmy wspominać i płakaliśmy przez godzinę.
Były obrączki?Jędrzej: Nie. Doszliśmy do wniosku, że nie chcemy wszystkich skojarzeń i schematów wykorzystać. Wierzymy, że związki partnerskie będą możliwe w Polsce i co nam zostanie? Wesela drugiego nie zrobimy, więc stwierdziliśmy, że jak już związki będą to tego samego dnia „update’ujemy” nasz związek
(śmiech). Jak wejdzie równość małżeńska? Pewnie podobnie. Chcemy sobie zostawić coś na później.
Marek: na początku w ogóle nie nazywaliśmy naszego ślubu ślubem. Mówiliśmy uroczystość, aż w końcu sami nasi znajomi hetero zwrócili uwagę, że to przecież ślub. No tak, ślub to ślub. My chyba sami, także jako społeczność, mamy w sobie więcej krępacji, oporów.
Rozumiem, że szukając miejsca na ślub, załatwiając wszelkie rzeczy z nim związane – mówiliście wszędzie o jakie wydarzenie chodzi?Jędrzej: Absolutnie. Wesele odbyło się w zacnych wnętrzach krakowskiego Grand Hotelu. Wymyśliliśmy sobie, że wesele będzie bardzo krakowskie. Był pomysł, by o północy puścić nagranie hejnału, ale po co nagranie, skoro może być trębacz? A sala miała balkoniki. Dla gości była to bardzo fajna niespodzianka. Tydzień przed weselem zacząłem szukać trębacza, wygooglowałem, wyszukałem, zadzwoniłem, wytłumaczyłem, jak się dogadaliśmy, to powiedziałem mu, że to ślub mój i mojego partnera, więc proszę nie szukać panny młodej, bo jej pan tam nie znajdzie. Reakcja: Aha, ok. I tyle.
Marek: I taka reakcja była zawsze i ze wszystkim. Zanim wybraliśmy Grand Hotel wysłaliśmy zapytania do wielu miejsc. We wszystkich miejscach reakcja była albo nad wyraz pozytywna, albo taka, na jakiej najbardziej nam zależy – czyli zupełnie normalna. Na nikim nie robiło to wrażenia. Muszę tu dodać, że jednak odpowiednio wcześniej wszystko przewartościowaliśmy w sobie i powiedzieliśmy, że absolutnie nie będziemy się niczym krępować. Nie będziemy też oczywiście ostentacyjni. Szliśmy tam gdzie nam się podobało i graliśmy w otwarte karty. Przyznam się, że dzięki temu zapomniałem, że nasza uroczystość jest w jakiś sposób wyjątkowa. Była wyjątkowa, bo nasi bliscy się świetnie bawili, była wyjątkowa, bo nasza, a nie dlatego, że to był ślub gejowski.
Jędrzej: Gdy po wszystkim robiliśmy sobie jeszcze w hotelu zdjęcia, jedna z pań z obsługi podbiegła do nas i powiedziała nam, że bardzo się cieszy, że widziała uroczystość, że świetnie się bawiliśmy i oby takich uroczystości więcej. A nie miała już interesu w tym, by być dla nas miłą.
Gratulacje, wytrwałości i dużo szczęścia!!! :)
Jedynie nie podobało mi się, że powiedzieli, że oni się już tacy urodzili i nie mieli prawa wyboru. Zabrzmiało to, jakby chcieli zmienić orientację, jakby było to moźliwe.
Pewnie czuje się troche.. skrępowany XDDD
Bardzo piękny i wartościowy artykuł na Queer! Wywiad z Markiem i Jędrzejem skłania do refleksji.