Najsłabszy z projektów ustawy o związkach partnerskich został negatywnie zaopiniowany przez Sąd Najwyższy jako potencjalnie niekonstytucyjny. Społeczność LGBT nie wykazuje zainteresowania sprawą a Robert Biedroń - symbol zmian w polityce LGBT - rozpoczyna karierę celebryty. Mogło być gorzej? Nie.
Najsłabszy z projektów ustawy o związkach partnerskich został negatywnie zaopiniowany przez Sąd Najwyższy jako potencjalnie niekonstytucyjny. Społeczność LGBT nie wykazuje zainteresowania sprawą a Robert Biedroń - symbol zmian w polityce LGBT - rozpoczyna na karierę celebryty. Mogło być gorzej? Nie.
Solidarność podjęła walkę z tzw. umowami śmieciowymi, zwracając uwagę na fakt, że umowy zlecenie i o dzieło w niedostatecznym stopniu chronią pracowników. Kiedy czytałem opinię Sądu Najwyższego dotyczącą projektu ustawy o umowie związku partnerskiego hasło "śmieciowych umów" było moim pierwszym skojarzeniem. Podobna asocjacja pojawiła się zresztą podczas lektury samego projektu.
Dla przypomnienia: kilka miesięcy temu poseł PO Artur Dunin zaprezentował projekt ustawy o umowie związku partnerskiego. "Ustawa Dunina" to wersja "light" przedstawianych wcześniej już projektów wywodzących się z prac Grupy Inicjatywnej ds. Zwiazków Partnerskich oraz grupy Miłość nie wyklucza.
Nikt nie chce Dunina
Projekt posła PO nie zwalnia partnerów z podatku od spadków i darowizn, nie reguluje też związków partnerskich z cudzoziemcami. Prace nad projektem Dunina odbyły się wewnątrz klubu Platformy z wyłączeniem strony społecznej, co spotkało się z ostrą krytyką NGOsów. "Ustawa Dunina" to okrojony do symbolicznego uznania związków pozamałżeńskich projekt, który przedstawiał już Robert Biedroń. Dla większości komentatorów i działaczy związki partnerskie wg Platformy Obywatelskiej to projekt nie do przyjęcia. Jako osoba zainteresowana zgadzam się z tym poglądem i uważam, że brak regulacji jest lepszy niż regulacje powierzchowne i symboliczne.
Projekt Dunina nie spodobał się także Sądowi Najwyższemu, choć z zupełnie innych powodów. W komentarzu SN czytamy, że ustawa o umowie związku partnerskiego jest zbyt zbliżona do chronionego konstytucją małżeństwa. Tekst jest silnie zabarwiony ideologicznie a to sygnał, że SN w obecnym składzie nie zgodzi się na jakiekolwiek sensowne rozwiązanie.
Co mamy? Koalicję, którą wizja uregulowania związków jednopłciowych najwyraźniej przeraża i paraliżuje. Mamy Sąd Najwyższy, który będzie stał na straży małżeństwa - instytucji coraz mniej adekwatnej do potrzeb nowoczesnego społeczeństwa.
To jest nasz projekt!
Wreszcie mamy "naszego" posła, który miał "pociągnąć" ustawę o związkach partnerskich. Tu niestety pojawiają się kolejne rozczarowania. W pierwszym odruchu Robert Biedroń nie skrytykował ewidentnych braków projektu PO lecz podobieństwo do propozycji przedstawionych wcześniej przez Ruch Palikota, zarzucając Duninowi plagiat, ten natomiast bronił się słowami "Stary, to jest mój projekt". Przez chwilę związki partnerskie zeszły na dalszy plan, a na pierwszy pojawiły się "prawa autorskie". Odniosłem wrażenie, że Robert i Dunin pomylili tworzenie prawa z tworzeniem literatury. Większości z nas nie interesują "prawa autorskie" ustaw, które regulują nasze życie. Chodzi nam raczej o to, żeby te ustawy były dobre. Obaj panowie powinni sobie na osobności wyjaśnić kwestie związane z tworzeniem tekstu projektu ustawy, nie robiąc z siebie oraz samego projektu pośmiewiska.
Jak się bawicie?
Sami zainteresowani stracili... zainteresowanie. Na liczne demonstracje przed Sejmem RP przychodziło kilkadziesiąt osób - zawsze te same twarze. Mam zresztą wrażenie, że mało kto potrafi się jeszcze połapać w mnogości projektów i politycznych intryg.
Wiarę stracił chyba także Robert Biedroń, bo coraz intensywniej pracuje nad alternatywną karierą jako osoby znanej z bycia znaną i dobrze się bawiącej. Każdy ma oczywiście prawo do budowania takiej kariery, ale ja nie chciałbym powierzać celebrycie sprawy tak ważnej, jaką jest ta ustawa.
A co do Biedronia... Niestety NIC nie tłumaczy występu w tak gó****nym programie.
Wy nie mialyscie. X innych osob tez nie. Y osob mialo. Z moich wiadomosci wynika ze Y jest wiecej. Nie mam pojecia czy "probka" z ktora sie zetknelam jest "reprezentatywna" (przypuszczam ze tak, dyskutowac w tej chwili nie mam czasu), ale chocby takich przypadkow bylo przyslowiowe 2, to to i tak o 2 za duzo.
"Poza tym - jeśli ktoś ma problem z respektowaniem pełnomocnictw, to będzie miał taki sam, nawet gdy zastąpią je akty ślubu"
Nie. O wiele mniej z "problemowiczow" bedzie sie stawiac, tak jak o wiele mniej stawiaja sie kiedy ma sie na miejscu wsparcie "tescia".
"Należy więc walczyć o to, by prawa, które już teraz mamy, były już teraz przestrzegane, a nie czekać na "mocniejszy" papier."
Gdzie ja mowie o czekaniu? Nalezy walczyc i o to i o to, teraz.
" Również w ten sposób buduje się świadomość społeczną i przygotowuje grunt nie tylko pod pełną równość, ale też pod jej respektowanie"
Przepraszam ale w tej chwili okreslen "swiadomosc spoleczna" i "respektowanie (prawa)" nie jestem w stanie komentowac bez silnego przeplatania wulgaryzmami w szesciu jezykach.
Poza tym - jeśli ktoś ma problem z respektowaniem pełnomocnictw, to będzie miał taki sam, nawet gdy zastąpią je akty ślubu. Należy więc walczyć o to, by prawa, które już teraz mamy, były już teraz przestrzegane, a nie czekać na "mocniejszy" papier. Również w ten sposób buduje się świadomość społeczną i przygotowuje grunt nie tylko pod pełną równość, ale też pod jej respektowanie.
Pozostałe kwestie być może rzeczywiście da się załatwić, podpisując odpowiednie pełnomocnictwa i spisując testament. Tych - a w wielu przypadkach są kluczowe - nie.
Jest tylko jeden "maly" problem. Te "pelnomocnictwa" nie sa wiazace, moga byc i czesto sa ignorowane.
No to akurat nie jest prawda. Pełnomocnictwa notarialne są wiążące. I nie spotkałam się z przypadkiem, by którakolwiek instytucja je zignorowała, a posługuję się nimi bardzo często.
Mowimy o teorii czy praktyce? Tuzin razy Ci sie uda, za trzynastym trafisz na gnoja "nie bo ja tak mowie i co mi zrobisz?" ktory potem zmysli jakis "ladny" "medyczny" "powod" odmowy odwiedzin.
Pozostałe kwestie być może rzeczywiście da się załatwić, podpisując odpowiednie pełnomocnictwa i spisując testament. Tych - a w wielu przypadkach są kluczowe - nie.
Jest tylko jeden "maly" problem. Te "pelnomocnictwa" nie sa wiazace, moga byc i czesto sa ignorowane.
No to akurat nie jest prawda. Pełnomocnictwa notarialne są wiążące. I nie spotkałam się z przypadkiem, by którakolwiek instytucja je zignorowała, a posługuję się nimi bardzo często.
W tej chwili jest wlasciwie tylko jedna metoda o wysokiej skutecznosci - spisac papier _i_ przyjsc wspolnie z czlonkiem biologicznej rodziny partnera (najlepiej rodzicem lub rodzenstwem) gotowym awanturowac sie w Twoim imieniu.
Nawet nie chce mi sie zgadywac jak niski % osob lgbt w Polsce jest nie tylko wyoutowanych przed tesciami ale jeszcze zyje z nimi w wystarczajaco dobrych stosunkach zeby to bylo wykonalne.
Pozostałe kwestie być może rzeczywiście da się załatwić, podpisując odpowiednie pełnomocnictwa i spisując testament. Tych - a w wielu przypadkach są kluczowe - nie.
Jest tylko jeden "maly" problem. Te "pelnomocnictwa" nie sa wiazace, moga byc i czesto sa ignorowane.