Po trudnym dla nas emocjonalnie tygodniu nie jest łatwo przyglądać się sytuacji pobitewnej na zimno, konkretnie i pomijając zranione uczucia. Ale emocje zawsze są złymi doradcami. Jeżeli naprawdę zależy nam na skutecznym wprowadzeniu związków partnerskich do polskiego systemu prawnego, musimy zrozumieć w pełni naszą sytuację i wiedzieć, jakich błędów unikać.
- Adam Jarecki - W ciągu tych kilku dni przeprowadziłem wiele rozmów z różnymi ludźmi – w tym, nie ukrywam, zdecydowanymi przeciwnikami związków partnerskich i prawa antydyskryminacyjnego. Wyłonił się z nich obraz dość przykry, z którym jednak musimy się zmierzyć. Zacznijmy od początku.
Krajobraz przed bitwąJeszcze półtora roku temu tak naprawdę nie wiedzieliśmy czego chcemy. Większość z nas czuła przez skórę, że związki partnerskie są po prostu prawem nas jako ludzi, jednak określenie to interpretowaliśmy na różne sposoby. Skutkiem było powstanie trzech projektów ustaw, z których każdy inaczej definiował nasz cel. W mediach były one przedstawiane prawie równorzędnie i tak je traktowaliśmy w codziennych rozmowach. Tymczasem już w samych fundamentach objawiły się najważniejsze różnice.
Pierwszy projekt, wypracowany przez organizacje pozarządowe, złożony przez Ruch Palikota i SLD, zakładał mocne podstawy prawne związku partnerskiego. Prezentował katalog praw i obowiązków wynikających bezpośrednio z ustawy i nie dawał partnerom prawa do ingerencji w ten zakres. Jeżeli decydujesz się na związek partnerski, musisz wypełniać obowiązki i już. Nie ma przebacz.
Drugi, opracowany przez Grupę Inicjatywną (również złożony przez SLD i Ruch Palikota), oddawał zakres praw i obowiązków w ręce samych partnerów. To oni mieliby określać w formie aktu notarialnego w jaki sposób chcą określić prawne ramy swojego związku. Projekt ten usuwa państwo i społeczeństwo z procesu decyzyjnego.
Trzeci projekt, autorstwa Artura Dunina (nigdy nie był to projekt Platformy Obywatelskiej!) tworzył niezbyt szeroki katalog praw i obowiązków ustawowych oraz parę „pól wyboru”. Ograniczał jednak w znacznym stopniu wsparcie związków partnerskich przez społeczeństwo i jego prawodawstwo. Nie mieliśmy praktycznie żadnego wpływu na kształt tego projektu.
A potem popełniliśmy błąd i wysłaliśmy w świat słynną
internetową kolorową tabelkę, w którą wpisano różne prawa i obowiązki, ale nie zaznaczono wyraźnie fundamentalnych różnic ideowych. Czyli tych, które mówią albo o narzuceniu katalogu praw i obowiązków, albo o ich swobodniejszym lub mniej swobodnym wyborze. Dla kształtu przyszłych związków ma to ogromne znaczenie. Katalog narzucony powoduje bowiem, że do decyzji o zawarciu związku trzeba podejść bardzo poważnie. W efekcie świadomość istnienia tych różnic miało łącznie pewnie kilkanaście osób w całym kraju a cała reszta zajęła się… podatkiem od spadków. W tabeli nie widać bowiem sensownych różnic pomiędzy projektami organizacji pozarządowych a Grupy Inicjatywnej. Skoro sami nie wiedzieliśmy czego chcemy, więc jakim cudem miało to wiedzieć społeczeństwo i posłowie?
Tusk ratował co się daJuż w czwartek (w zasadzie o wiele wcześniej, ale nie czepiajmy się szczegółów) Donald Tusk miał pełną świadomość, że wszystkie projekty zostaną odrzucone. Większość społeczności LGBTQ jak dzieci dała się nabrać na „tweeta od biednego, chorego premiera”. Tymczasem on już tylko ratował image partii; złudzenia pozostawił nam. Cała reszta nie miała już znaczenia: niewielka liczba wystąpień „za” ze strony posłów PO w debacie oznaczała wycofanie się tej partii z bieżącej dyskusji. Platforma wiedziała bowiem doskonale, że najlepszym źródłem ratowania wizerunku PO jest PiS i Solidarna Polska. Wiedzieli, że zajadła nienawiść lejąca się z ust, oczu i gestów spowoduje, że „gejmingi”* znowu dadzą się przekonać, że ich partia to jedyny ratunek przed czarnym koszmarem.
Pawłowicz utrzyma poparcie „gejmingów” dla POKrystyna Pawłowicz stała się najlepszym możliwym narzędziem PR-owym Platformy Obywatelskiej. Za każdym razem, gdy ktoś odtwarza na YouTube jej wystąpienie z Sejmu lub któregoś z programów publicystycznych, kolejny leming czy „gejming” utwierdza się w przekonaniu, że znowu trzeba ratować Polskę popierając PO. Delikatne wsparcie w osiągnięciu tego celu dają jej inni politycy Platformy. A to Artur Dunin rozpaczliwie wołający „nie opuszczajcie nas” a to wiceprezydent Łodzi Agnieszka Nowak zarejtanizuje na swoim blogu (PO ma świadomość konieczności realizacji działań public-relations także na poziomie lokalnym) a to popularny medialnie platformiany restaurator uroni łzę w kolejnym wywiadzie. Przekaz jest spójny i doskonale przemyślany: to złe PiS uwaliło ustawę a my, ta dobra, liberalna frakcja w Platformie, chcieliśmy dobrze, tylko mieliśmy za mało głosów – dajcie nam ich więcej. Z konserwą potem sobie poradzimy.
Tymczasem Platforma Obywatelska nie zamierza niczego robić ze swoją frakcją konserwatywną. Ani teraz, gdy jest niezbędna do utrzymania stołków tych 50 tysięcy działaczy w całym kraju, ani też przed wyborami, kiedy to będzie próbowała uszczknąć co nieco z elektoratu radiomaryjnej prawicy. Po następnych wyborach nadal jedna piąta lub jedna czwarta to będą te wszystkie Godsony, Żalki, Gowiny i tym podobne postaci. Wejdą do Sejmu na plecach liberałów, bo taki jest projekt i plan polityczny Donalda Tuska. I znowu będziemy mogli na Facebooku pozałamywać ręce, że ta dobra, mądra część Platformy nie może niczego zrobić a ta druga jest taka „be”. Równie bezskutecznie jak dzisiaj.
Przedstawmy jeden projektCo powinniśmy teraz zrobić? Otóż naszym celem powinno być odzieranie PR-u Platformy z hipokryzji. A to oznacza konieczność składania kolejnych projektów. Następną próbę powinniśmy podjąć za rok, jeszcze następną za dwa lata – na pół roku przed wyborami. Powinniśmy bowiem skupić się na przekonaniu „gejmingów”, że Platforma NIGDY się nie zmieni, bo spory ideowe służą jej tylko do utrzymania realnej władzy gospodarczej. Tymczasem żyjemy w świecie, w którym news sprzed tygodnia jest już zapomniany, nie mówiąc już o roku.
Tym razem powinniśmy być mądrzejsi i w następnych próbach zgłaszać po jednym i tylko jednym projekcie, w którym będziemy zmieniać na przykład tylko jeden, jak najmniej znaczący podpunkt. Przykład? Proszę bardzo:
- luty 2014 r. – projekt ustawy (NGOs, w słynnej tabeli występujący jako „bez umowy”) z dodaniem PRAWA do zmiany nazwiska.
- luty 2015 r. – projekt tej samej ustawy z dodaniem OBOWIĄZKU zmiany nazwiska.
I już. Proste, prawda? W tym drugim przypadku możemy promować projekt głosząc konieczność wyraźnego „zaznaczania” nazwiskiem po kresce, że dana osoba ma partnera. To jest ważne na przykład przy tępieniu korupcji, nepotyzmu politycznego czy gospodarczego. Jest łatwe w „sprzedaży” medialnej, sensowne z punktu widzenia zasad współżycia społecznego, pokazuje naszą odpowiedzialność za rugowanie z życia publicznego działań potępianych moralnie.
Kim to robić?Każdy projekt polityczny musi mieć wsparcie ludzi. W niedzielę 27 stycznia pod Sejmem pojawiła się grupa ok. 150 osób, z których większość nigdy nie brała udziału w spotkaniach i pracach organizacji LGBTQ. Jeśli już, to przychodzili na Paradę. Zarówno „Partnerstwo dla Związków”, „Miłość Nie Wyklucza” jak i inne organizacje muszą zrobić wszystko, aby do tych osób dotrzeć (póki mamy z nimi kontakt na wydarzeniu na Facebooku), przekonać do dalszego działania i utrzymać. Zrobili pierwszy ważny krok: wyszli na ulicę w piętnastostopniowym mrozie, czyli jednak im zależy. Skojarzenie z demonstracjami przeciwko ACTA, również odbywającymi się w trzaskającym mrozie, jest jak najbardziej uprawnione. Ale „dzieci ACTA” pojawiły się i zniknęły. Nasi sprzymierzeńcy po prostu nie mogą zniknąć, nie stać nas na to.
Osobom bardziej zainteresowanym problemami prawnymi związanymi z ustawami o związkach polecam lekturę
tekstu mec. Marcina Górskiego, opublikowanego na łamach „Liberte!”.
*gejming – żartobliwy sposób określenia osób LGBTQ stanowiących elektorat Platformy Obywatelskiej. Wywodzi się od słowa „leming”, używanego początkowo przez prawicowych przeciwników PO, którego odbiór udało się zmienić na pozytywny.
Ale Palikot ma problem bo PO zagłosuje przeciwko odwołaniu Nowickiej, a ona sama nie odejdzie. Palikot sam przegrywa chcąc manipulować ludźmi tasując marszałkinie tak jak mu się podoba. A tu wtopa, może się nie udać, więc Tusk zaciera rączki na skutek pazerności Palikota. Bo przecież jasnym jest, że Palikot chce zdobyć nowy elektorat dysygnując Grodzką na marszałkinię.
Grupa "Lesbian"
Wiesz, bycie antyklerykałem nie wyklucza wiary w Boga, tak tylko uzupełniam. Polityka kościoła ma od dawna bardzo mało wspólnego z wiarą, nadzieją i miłością.
Anna Grodzka wicemarszałkinią - TAK
Związki Partnerskie - TAK
Ruch Palikota partią rządzącą - NIE
Nie przekracza się progu wyborczego dzięki jednej ustawie. Społeczeństwo LGBT nie jest "kozłem ofiarnym" dzięki któremu można lobbować swój image.
Artykuły anty PO, PIS, SLD są zbyt czytelne by zaufać autorowi co do czystych intencji przekazu medialnego w kontekście walki i starań o Związki Partnerskie.
Co do wiary? A co trudnego w zrozumieniu? Ja wirze w Boga, ale now wierze, ze jest takim sk*****lem by wysyłać do piekła za bycie sobą i chciał by jego ukochane dzieci jak mawia kościół, pokazywały mu swoja miłość przez umartwianie się, ascezę, odmawianie sobie prawa do miłości etc. Easy as fuq.
A przyjaciele LGBT? I sprzymierzeńcy w walce z homofobią? (F,A) Mogą mieć tu profile czy nie?
Nigdzie nie piszę o tym, czy ktoś może/nie może mieć tu profili. Albo nie czytasz tego, co piszę, bo nie zakładam, że robisz to celowo.
Ja pytam o Twoje zdanie.
A przyjaciele LGBT? I sprzymierzeńcy w walce z homofobią? (F,A) Mogą mieć tu profile czy nie?
Nigdzie nie piszę o tym, czy ktoś może/nie może mieć tu profili. Albo nie czytasz tego, co piszę, bo nie zakładam, że robisz to celowo.