Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, kiedy pierwszy raz usłyszałem głos Anny Laszuk. Wydaje mi się, że znałem go zawsze, a tak naprawdę to było jakieś dziewięć, dziesięć lat. Z pewnością prowadziła już komentarze w Tok Fm, kiedy zacząłem słuchać tego radia, po części dla niej. Jako jedna z pierwszych poruszała w swojej audycji takie tematy jak feminizm, homoseksualizm, ateizm, bez tego nieznośnego u wielu dziennikarzy poczucia, że mówią „o nich”; bez przekonania, że „obiektywizm” w mediach polega na poglądach takich jakie ma większość, co często oznacza jedynie powielanie stereotypów.
Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, kiedy pierwszy raz usłyszałem głos Anny Laszuk. Wydaje mi się, że znałem go zawsze, a tak naprawdę to było jakieś dziewięć, dziesięć lat. Z pewnością prowadziła już komentarze w Tok Fm, kiedy zacząłem słuchać tego radia, po części dla niej. Jako jedna z pierwszych poruszała w swojej audycji takie tematy jak feminizm, homoseksualizm, ateizm, bez tego nieznośnego u wielu dziennikarzy poczucia, że mówią „o nich”; bez przekonania, że „obiektywizm” w mediach polega na poglądach takich jakie ma większość, co często oznacza jedynie powielanie stereotypów.
Dziewczyna wyszła z szafy
Przez rok czy dwa przed „Dziewczynami...” było wiadomo, że Anna Laszuk pracuje nad zbiorem rozmów z polskimi lesbijkami. Jeszcze zanim książka się ukazała, udzieliła coming out'owego wywiadu Mariuszowi Kurcowi w którym mówiła m.in.: „Gdy miałam 17 lat, przemknęła mi jak błyskawica myśl: 'O! Jestem lesbijką!'. Pewnie powiem coś dziwnego, ale wydało mi się to... bardzo zabawne. Ucieszyło mnie to odkrycie, ale niespecjalnie się wtedy na nim skupiłam. Nie zdawałam sobie sprawy, ze właśnie odkryłam coś bardzo ważnego na swój temat”.
„Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!” ukazały się pod koniec 2006 roku. Wcześniej czegoś takiego nie było. Pomysł był prosty, ale trudny do zrealizowania, bo jak znaleźć i skłonić do mówienia ponad trzydzieści kobiet, których nic nie łączy oprócz orientacji seksualnej? Ance ta sztuka się udała. Pisałem wtedy na Innej Stronie: „powstała swoista antologia polskich lesbijek, która trochę nieoczekiwanie okazała się jedną z najciekawszych pozycji jaka ukazała się w ostatnim czasie na polskim rynku wydawniczym”.
To była książka przełomowa, ten motyw pojawia się w większości głosów na temat „Dziewczyn...”. Bożena Umińska w “Replice” uznała ją za kamień milowy “w opisie polskiej tożsamości lesbijek i w opisie polskiej rzeczywistości”. Także Kinga Dunin zwracała uwagę, że warto potraktować tę książkę właśnie jak diagnozę życia w Polsce pokazaną z mniejszościowej perspektywy – kobiet i lesbijek.
„Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!” zostały niemal zupełnie przemilczane w tzw. głównym nurcie, recenzje nie ukazały się w żadnym mainstreamowym tytule, a jednak bardzo szybko książka zyskała sobie status ważnej, kultowej. Ania mówiła mi, że jeszcze cztery lata później dostała maile od czytelniczek, zachęty do pisania kontynuacji, powrotu do swoich bohaterek, ale nie była tym zainteresowana. „To jest bardziej ich ciekawość niż moja potrzeba” - podsumowała. W 2010 r. ukazała się jej „Mała książka o homofobii”, ale chciała spróbować czegoś nowego, myślała o literaturze pięknej, zaczęła pisać opowiadania.
Z pozytywną furią
Świadomość braku lesbijek w przestrzeni publicznej, która była impulsem do napisania „Dziewczyn...” i coming outu zaowocowała także wydawaną od końca 2009 r. „Furią”, nieregularnikiem lesbijsko-feministycznym, którego Ania była redaktorką naczelną. To kolejna próba aktywizacji kobiet nieheteronormatywnych, oddania im głosu, stworzenia przestrzeni wymiany myśli, diagnozy sytuacji. Sama Laszuk w pierwszym numerze pisała o „queer po polsku”, który zbyt często przemienia się w rodzaj szafy: „Co do osób publicznych, wychodzenie z szafy nie zrobiło kariery zupełnie, a już na pewno nie wśród kobiet. Polityczki, aktorki, dziennikarki, kobiety biznesu, artystki, naukowczynie... - Halo, czy są tam jakieś lesbijki? Biseksualistki? Cisza. Nieoczekiwanie, mimo że ujawniania się na masową skalę nie było, już tu i ówdzie jest ono passe. I nie mam na myśli środowisk, gdzie wszystko, co nie jest hetero, pozostaje passe, ale wewnątrz ruchu LGBT (a dokładnie chodzi mi tak o niektóre działaczki, jak studentki lesbian i gender studies, czy młode dziewczyny z tak zwanej 'branży'. Zjawisko dotyczy również mężczyzn). Dziś lepiej być 'queer' - cokolwiek to znaczy”.
„Furia” była w ostatnim okresie jej ukochanym „dzieckiem”. Pamiętam kilka spotkań, kiedy już zmęczona i trochę znudzona, ożywiała się nagle mówiąc o planach i pracy nad kolejnym numerem. Za jej życia ukazało się ich pięć, ostatni niewiele ponad tydzień przed śmiercią. Marta Konarzewska, przyjaciółka i zastępczyni naczelnej w „Furii” zapewnia, że na pewno ukaże się przynajmniej jeszcze jeden numer, poświęcony właśnie Ani, jej pasjom i zainteresowaniom.
Wielka strata
Chociaż znałem Anię ładnych kilka lat nie mogę powiedzieć, że się przyjaźniliśmy. Była dla mnie koleżanką, którą z przyjemnością widywałem przy różnych okazjach, raz na jakiś czas. Z chęcią chodziłem też do jej audycji, pamiętam szczególnie jedną, kiedy rozmawialiśmy o powieści „Margot” Michała Witkowskiego. Książka nam się nie podobała, mówiliśmy na antenie dlaczego i w efekcie żaden słuchacz nie zadzwonił po egzemplarze, które mieliśmy do rozdania. Śmialiśmy się wtedy, że chyba zbyt daleko zabrnęliśmy w krytyce.
W momencie coming outu była świadoma, że może stać się „etatową lesbijką” i nie broniła się przed tym; zdawała sobie sprawę jak bardzo społeczność LGBT potrzebuje takiej osoby. Kiedy w „Replice” w związku z mniejszą ilością materiałów o dziewczynach, pojawił się pomysł zamieszczania felietonów publicznie znanej lesbijki, zwróciliśmy się oczywiście do Ani. Zgodziła się od razu, chociaż kierowała już „Furią” i była jeszcze przed napisaniem „Małej książki o homofobii”. Podczas tej współpracy poznałem jej inną twarz – niezwykłej perfekcjonistki. Potrafiła w przeciągu paru godzin dosłać drugą, trzecią, czwartą wersję tekstu, który ciągle ulepszała.
Chętnie prowadziła też spotkania, nawet w sytuacji skrajnie niesprzyjającej. Pamiętam jakąś debatę o strategiach ruchu gejowsko-lesbijskiego, Ania była wtedy po skomplikowanym złamaniu nogi, ledwie się poruszała, ale eskortowana przez swoją ówczesną dziewczynę, nie tylko dotarła do siedziby Kampanii Przeciw Homofobii, ale jeszcze wcześniej wzięła udział w pikiecie na rzecz liberalizacji ustawy antyaborcyjnej.
Wiedziałem, że od kilku miesięcy chorowała, że wygląda to bardzo poważnie, że to rak, ale oczywiście miałem nadzieję, że jakoś uda się jej wywinąć śmierci. Nie udało się. Wielka strata.
Na stronie radia Tok Fm zamieszczono archiwalne audycje Anny Laszuk:
http://www.tok.fm/TOKFM/0,129328.html
----------
Śmierć Ani Laszuk poruszyła naszych czytelników i czytelniczki. Wybraliśmy kilka Waszych komentarzy:
Jedna z najsmutniejszych wieści tego roku. Twardo stąpam po ziemi, ale w to aż nie dowierzam. To cios dla środowiska LGBT jak i dla wszystkich zwolenników praw człowieka. "Żyj tak ażeby kiedy będziesz miał umrzeć i przyjdzie do Ciebie Śmierć, powiedziała Ci: Nienawidzę tej roboty, szczególnie wtedy kiedy przychodzi mi zabierać takich ludzi jak Ty".
Po prostu nie wierzę. Od 8 lat słuchałem jej prawie codziennie. Jak niewiele tak merytorycznie dobrych dziennikarzy, sympatycznych osób, otwartych umysłów. Nie mogę w to uwierzyć. Wielki żal! Ogromna strata!
Szkoda, że tacy ludzie tak szybko odchodzą... Będzie mi brakowało jej mądrości. Wielka strata.
Wspaniała dziennikarka, super osobowość, wielka strata...
Wiadomość ta zaskoczyła mnie z samego rana... Nie myślę o Pani Annie jako o propagatorce tolerancji wobec środowiska queer, czy też dziennikarce, ale jako o młodej kobiecie, przed którą był szmat życia ... A wszystko to zniszczyła choroba, wiążące się z nią cierpienie i ostatecznie śmierć. Kondolencje dla bliskich P. Anny Laszuk.
Nie mogę w to uwierzyć, byłaś wzorem do naśladowania, będzie nam Ciebie brakować.
Tak bardzo będzie brakować tego głosu... Ogromna strata.
No I ona byla homo, przez co jej smierc czujemy jako bliska nam.....
Natomiast nie budzila sympatii, nie byla to kobieta ktora da sie lubic, byla lekko chamska I gruboskorna. Jakby nie wiedziala co to uczucia.....ale lubilem jej audycje bo gadala o homo no i byla we tok fm od lat, przyzwyczailem sie do niej....
Teraz bedzie 1 listopada wiec czas do refleksji nad smiercia....
Korzystajmy z zycia, ale po Kantosku, czyli madrze! I robmy badania. To sa wnioski po jej smierci.