Już po raz piąty ruszył w krakowskim
Kinie Pod Baranami festiwal filmów o tematyce LGBT pod hasłem
„O miłości między innymi”. Świetnie, że w samym sercu małopolski, regionu, który uchodzi za kolebkę społecznego i kulturowego konserwatyzmu, udaje się z powodzeniem po raz kolejny zorganizować przegląd kina mogącego uchodzić za kontrowersyjne, ale zarazem pozwalającego leczyć społeczne fobie i uprzedzenia. Festiwal wrasta nie tylko w historię krakowskich „Baranów”, ale także w kulturalny pejzaż miasta, uzupełnia go i wzbogaca.
Na otwarciu obejrzeliśmy komedię, serbsko-chorwacko-słoweński film
„Parada” opowiadający o organizacji tęczowego marszu w
Belgradzie. Był to bez dwóch zdań udany początek, który – miejmy nadzieję – zapowiada równie atrakcyjny ciąg dalszy w postaci kolejnych projekcji. Słowo o samym filmie.
Twórcom „Parady” należy się podziw już za samą odwagę. W kraju, w którym prawicowy paradygmat myślenia staje się, co potwierdzają zagraniczni obserwatorzy w Belgradzie, obowiązującym światopoglądem narodu, a organizacje faszystowskie nie nadążają z wyrabianiem nowych legitymacji członkowskich, raczej ryzykownym ruchem było podjęcie decyzji o realizacji filmu tak bezceremonialnie opowiadającego o jednej z najbardziej znienawidzonych mniejszości. Potrzebna była odwaga nie tyle artystyczna, co cywilna, i na szczęście autorom tej ostatniej nie zabrakło. To co nam może wydać się przykre, to fakt, że w polskim kinie wciąż trudno wyobrazić sobie podobnie zrealizowany film, w którym tematyka LGBT zostałaby podjęta w sposób tak bezpośredni, dosadny, komiczny, ale i zarazem stosownie zniuansowany. Nie narzekajmy jednak na nasze rodzime podwórko, tylko przyjrzyjmy się temu, z czym borykać się muszą serbscy homoseksualiści.
Fabuła nie jest skomplikowana, ale trzeba przyznać, że sprytnie wykorzystuje schematy obecne w kinie popularnym: konwencję społecznej farsy miesza chwilami mniej, chwilami bardziej zręcznie z kinem drogi, komedią obyczajową, nawet z dramatem. Główny bohater, Limun, mieszkający w Belgradzie były żołnierz i zarazem niegdysiejszy gangster, prowadzi spokojne, dostatnie życie w pełnym nowobogackiego przepychu domostwie u boku ekstrawertycznej narzeczonej. Kiedy jego ranny pies zostaje uratowany przez sympatycznego lekarza geja, losy obu mężczyzn splatają się. Limun staje przed koniecznością zorganizowania ochrony dla parady równości, organizowanej przez chłopaka Ramilo. Choć nie jest wolny od uprzedzeń względem gejów, za namową narzeczonej zgadza się podjąć wyzwanie. Nie znajdując w mieście nikogo, kto zgodziłby się ochraniać pridowy marsz, Limun i Ramilo wyruszają w podróż po krajach byłej Jugosławii, by z dawnych kolegów Limuna, z którymi walczył kiedyś po przeciwnych stronach barykady, uformować oddział zdolny udźwignąć trudne zadanie. Mężczyźni udają się do Chorwacji, Bośni, zahaczają o Kosowo, muszą przekonywać do swoich racji katolików, muzułmanów, prawosławnych, byłych ustaszy i gangsterów.
„Parada” jest filmem z całą pewnością udanym, lecz nie pozbawionym słabości. Język dialogów jest chwilami mocno deklaratywny; wydaje się, że twórcy chcieli włożyć w usta bohaterów możliwe najwięcej sloganów o tolerancji, które, niezależnie od tego, że są jak najsłuszniejsze, mogą w fabularnym filmie brzmieć banalnie. Ale przecież ostatecznie mamy do czynienia z filmem obywatelskim, kinem mocno zaangażowanym, nie powinno nas zatem dziwić, że „Parada” do pewnego stopnia realizuje cele agitacyjne. Ważne jest to, że komunikat autorów został oprawiony w konwencję ciepłej farsy, która bardzo ładnie równoważy dydaktyczny ciężar całości.
A więc film broni się humorem. Reżyserowi można pozazdrościć wyczucia tzw. komediowego „timingu”. Każdy żart, zabawny gest, komiczna sytuacja zostają w filmie wygrane w punkt, co przekłada się na szczery, gromki śmiech na widowni. Rubaszny, przaśny humor znad Sawy kupi nawet najbardziej zgorzkniały kinoman, bo jest w nim coś rozbrajająco naiwnego i to zdaje się być już wartością samą w sobie. Jest też tu miejsce na całkiem inteligentną wiwisekcję heteronormatywnych zachowań, gestów, upodobań, w których Dragojević odnajduje pierwiastki homoerotyczne. Wyczucie komizmu scenarzystów jest pokrewne temu, które znajdziemy choćby u współczesnych filmowców rosyjskich (w trakcie seansu nie raz przyszło mi do głowy porównanie do „Udając ofiarę” Kiryła Sierebriennikowa), ale temat i jego muzyczna oprawa już są rdzennie serbskie; opowiadana historia nie mogłaby zdarzyć się w żadnym innym kraju, bo tylko tutaj znajdziemy tak intensywne sprzeczności.
Jedyny w swoim rodzaju narodowy koloryt, tygiel kultur, religii i tożsamości. Oto była Jugosławia, dzisiaj podzielona, ale przecież związana wspólną historią, wspólną traumą niedawnej wojny. Dzisiaj to terytorium przeżywające szereg transformacji, a każda zmiana rodzi konflikty. Autorzy „Parady” pozwalają się swojemu widzowi śmiać z poczynań bohaterów, ale jednocześnie dają mu odczuć grozę stopniowo narastającego napięcia, które podskórnie toczy tamtejsze społeczeństwa. Dlatego film Dragojevića jest tak samo zabawny, jak przerażający („mocne” mogą być zwłaszcza fragmenty sugerujące, że serbska policja jest w istocie najbardziej faszystowską z organizacji). Nieważne, że problematyka została tutaj nieco przerysowana, ważne, że ludzka godność jest w Serbii autentycznie zagrożona i film mówi o tym bez żadnych eufemizmów.
Wspaniale, że festiwal otworzył film, który problem odmienności wpisuje w szeroki kontekst kulturowy i o różnorodności mówi nie tylko w związku z kwestią seksualnej orientacji, ale w odniesieniu do całego szeregu cech, które składają się na ludzką tożsamość. Ostatecznie przecież wszyscy jesteśmy inni, zdają się mówić twórcy. Niebezpieczni są ci, którzy karzą nam myśleć, że jest inaczej i przemocą usiłują udowadniać doniosła potrzebę zachowania społecznej jednorodności. Pogodna, przezabawna „Parada” ma rozbroić pokłady agresji drzemiące w społeczeństwach byłej Jugosławii. Czy jednemu filmowi może się to udać? Pewnie nie, ale nie zmienia to faktu, że przecież trzeba próbować i szczęśliwie Serbia ma u siebie filmowców, którzy nie boją się ryzykować.
(pp)
Festiwal "O miłości między innymi" potrwa w Kinie Pod Baranami do 20 maja.
Program festiwalu oraz opisy filmów dostępne są na
stronie kina.