Zupełnie niezauważona przeszła na początku tego roku 10. rocznica śmierci Edmunda Fettinga. On sam należy do aktorów niemal zapomnianych, choć w latach 60. i 70. nie mógł narzekać na brak popularności, dużo grał zarówno w teatrze, filmie, jak i telewizji. Unieśmiertelniły go także piosenki, to on wykonywał słynne „Deszcze niespokojne” z serialu „Czterej pancerni i pies”, a także balladę „Nim wstanie dzień” z muzyką Krzysztofa Komedy i słowami Agnieszki Osieckiej, która zabrzmiała w filmie „Prawo i pięść”. Ważnym aspektem jego biografii jest homoseksualizm, konsekwentnie przemilczany w tekstach mu poświęconych.
Zupełnie niezauważona przeszła na początku tego roku 10. rocznica śmierci Edmunda Fettinga. On sam należy do aktorów niemal zapomnianych, choć w latach 60. i 70. nie mógł narzekać na brak popularności, dużo grał zarówno w teatrze, filmie, jak i telewizji. Unieśmiertelniły go także piosenki, to on wykonywał słynne „Deszcze niespokojne” z serialu „Czterej pancerni i pies”, a także balladę „Nim wstanie dzień” z muzyką Krzysztofa Komedy i słowami Agnieszki Osieckiej, która zabrzmiała w filmie „Prawo i pięść”. Ważnym aspektem jego biografii jest homoseksualizm, konsekwentnie przemilczany w tekstach mu poświęconych.
Smutna twarz i brak talentu
Urodził się 10 listopada 1927 roku w Warszawie, ale początkowo stolica nie przyniosła mu szczęścia. Studiów aktorskich nie ukończył, bo uznano, że nie ma talentu. Sam Aleksander Zelwerowicz miał go uznać za zbyt... smutnego. Musiał więc sprawdzić się na scenie, od końca lat 40. grał w teatrach w Opolu, Kaliszu, Łodzi. Sukces przyszedł dziesięć lat później, gdy przeniósł się do Gdańska, tam w Teatrze Wybrzeże zagrał trzy szczególnie cenione role: Raskolnikowa w „Zbrodni i karze” (1958) w reżyserii Zygmunta Hübnera, a także Pola w „Kapeluszu pełnym deszczu” (1959) u boku Zbigniewa Cybulskiego i tytułowego Hamleta (1980) w przedstawieniu wyreżyserowanym przez Andrzeja Wajdę. Powodzenie zaowocowało kolejnymi propozycjami, w efekcie wrócił do Warszawy, gdzie związał się Teatrem Dramatycznym, potem Ateneum i Powszechnym. Ogromną sympatię publiczności zapewniła mu rola profesora Higginsa w musicalu „My Fair Lady” (1965) zagrana gościnnie w Teatrze Komedia.
Jednocześnie rozwijała się jego kariera filmowa. Zadebiutował w głośnej „Piątce z ulicy Barskiej” (1953), ale reżyser wykorzystał tylko jego głos obsadzając jako narratora. W kolejnych latach zagrał kilka epizodów, ale przełomem okazała się główna rola męska w „Zaduszkach” (1961) Tadeusza Konwickiego. Zaczął otrzymywać duże role w znanych, choć dziś już zapomnianych filmach: „Zbrodniarz i panna” (1963), „Życie raz jeszcze” (1964), „Głos ma prokurator” (1964), „Katastrofa” (1965). Dużo grał także w telewizji, zarówno w Teatrze Sensacji „Kobra”, jak i popularnych serialach,: „Stawka większa niż życie” (1968), „Doktor Ewa” (1970), „Podróż za jeden uśmiech” (1971), „Czarne chmury” (1973), „Wielka miłość Balzaka” (1973), „07 zgłoś się” (1976), „Królowa Bona” (1980). To on był także ojcem Nel w pierwszej ekranizacji „W pustyni i w puszczy” (1973), którą w kinach obejrzało ponad 20 milionów widzów.
Piękny, z monogramem...
Homoseksualizm Fettinga nie stanowił tajemnicy w środowisku artystycznym, on sam specjalnie się nie ukrywał. Oczywiście miał wielbicielki, jeszcze w Gdańsku przytrafiła mu się zabawna historia, którą opisała Gabriela Pewińska: „Kiedyś po sztuce 'Zabawa jak nigdy', w której grał główną rolę, przed teatrem czekała na niego jakaś dama z nożem. Gdy Fetting wyszedł z budynku, podbiegła doń i krzyknęła: 'Jeśli mnie pan nie zechce, zabiję się'... Fetting bez słowa wyjął jej nóż z ręki, przyjrzał mu się i powiedział: 'Piękny, z monogramem... Nie szkoda pani niszczyć tak cudownej zastawy stołowej?'”.
Nie ożenił się, przez długi czas mieszkał wspólnie ze swoim partnerem, tancerzem. Wizytę u Mundzia, jak nazywali go przyjaciele, na początku lat 70. opisał w swoich wspomnieniach Janusz Majewski: „Mundzio był bardzo lubiany przez panie, ale tak, jak panie lubią tych, którzy za paniami nie przepadają i sami wolą męskie towarzystwo. Kiedyś Mundzio zaprosił parę osób na kolację do swojej willi na Mokotowie, odziedziczonej po rodzicach. Rolę gospodarza odgrywał młody przyjaciel Mundzia, który z nim mieszkał. Było dziesięć osób: cztery małżeństwa i oni dwaj. Po kolacji panowie zostali w salonie przy koniaku i cygarach, a panie poszły na górę z przyjacielem Mundzia, który chciał im coś pokazać. Kiedy po dłuższej chwili tam zajrzałem, żeby wywołać po coś żonę, zastałem panie w sypialni urządzonej jak buduar kokoty, otaczające młodego człowieka, który rozszczebiotany z dumą wyciągał z szuflady komody i pokazywał im haftowaną pościel i koronkowe obrusy, kupione za drogie pieniądze, gdzieś w Belgii czy w Anglii. Okazał się nie gospodarzem, lecz gospodynią domu, której Mundzio zwoził ze świata te fatałaszki”.
Związek Fettinga z młodszym partnerem nie przetrwał próby czasu. Jak głoszą plotki tancerz w pewnym momencie wybrał emigrację, co bardzo przybiło aktora i było początkiem jego problemów z sercem. Lekarze zalecili mu więcej spokoju i mniej pracy. Zastosował się do tych wskazań, począwszy od końca lat 70. grał już sporadycznie. Po raz ostatni pojawił się na ekranie w serialu „Gdańsk '39” (1989) Zbigniewa Kuźmińskiego. Cztery lata później zagrał na scenie w „Letnikach” Gorkiego. Była to sztuka w której występował trzydzieści lat wcześniej, na deskach tego samego Teatru Dramatycznego.
Aseksualni bohaterowie
Znajomi zapamiętali Fettinga jako aktora bardzo pracowitego. Prywatnie był towarzyski, piekielnie skąpy, zawsze opanowany. Kiedy po latach niewidzenia padł na ulicy na kolana przez koleżanką z Teatru Wybrzeże, nie mogła w to uwierzyć, tak bardzo nie było to w jego stylu. Stanisław Michalski zapamiętał jego schludność: „Elegant był z niego! Podczas próby przebierał się z trzy razy. Zmieniał sweterki, spodnie, koszulę, skarpetki. Ale nie żeby pięknie wyglądać, tylko żeby było higienicznie”.
Homoseksualizm Fettinga miał też bez wątpienia wpływ na role mu proponowane. To nie przypadek, że jego bohaterów obserwujemy zazwyczaj jedynie w pracy, nic nie wiedząc o ich życiu prywatnym. Grał urzędników, prokuratorów, dziennikarzy, lekarzy, pastorów. Są oni zazwyczaj tylko obserwatorami tematu miłosnego, sami nie przejawiają uczuć. Nawet wyjątkowa w filmografii Fettinga postać Michała z „Zaduszek” potwierdza tę regułę. Bohater przyjeżdża bowiem ze swoją partnerką do małego moteliku na miłosny weekend, ale pamięć wojny sprawia, że oboje nie są zdolni do erotycznego zbliżenia. Także ojciec Nel z „W pustyni i w puszczy” choć ma dziecko jest samotny, jego żona zmarła.
Inny typ granych ról to bohaterowie negatywni, Fetting grał ich zazwyczaj z dystansem, a nawet pewną nutą ironii. Był szefem gangu w „Brylantach pani Zuzy” (1971) i serialu „Akwen Eldorado” (1988), a także demonicznym margrabią w „Czarnych chmurach” (1973). W „Zniczu olimpijskim” (1970) zagrał samego szefa Gestapo w Zakopanem.
Szczególną rolą w jego dorobku jest docent Willi von Fuchs z „Zazdrości i medycyny” (1973) Janusza Majewskiego, ekranizacji powieści Michała Choromańskiego. Fuchs to przyjaciel chirurga Tamtena (Andrzej Łapicki), który przyjeżdża do niego w odwiedziny, a przy okazji pomaga w operacji Rebeki, głównej bohaterki i kochanki chirurga. Jego homoseksualizm sugerują przede wszystkim poglądy na temat kobiet, które wygłasza w rozmowie z przyjacielem. Uważa, że rola kobiet jest tak wielka, że aż niebezpieczna i niezdrowa, postuluje jej ograniczenie. Jego samego kobiety nie interesują. W ten sposób jest przedstawicielem ówczesnego (akcja się w latach 30. XX wieku) typu homoseksualistów, którzy nie mogąc wyrazić wprost pociągu do mężczyzn, określają się poprzez negatywny stosunek do płci przeciwnej. O życiu prywatnym Fuchsa nic nie wiemy, być może kocha się skrycie w swoim przyjacielu, albo ma partnera w Wiedniu, skąd przyjechał na urlop. Co ciekawe, sposób w jaki opisywał Fettinga Janusz Majewski idealnie pasuje także do Fuchsa, jakby u reżysera nastąpiła ucieleśnienie aktora z graną przez niego postacią.
Fuchs to z jednej strony typowa, a z drugiej wyjątkowa rola w filmografii Fettinga. Przypomina zresztą sposób funkcjonowania aktora w przestrzeni publicznej. Przez całe lata on także pojawiał się jako osoba właściwie aseksualna. Zdeklarowanego geja nie dane mu było zagrać ani w życiu, ani na ekranie. Zmarł 30 stycznia 2001 roku w Warszawie. Pochowany jest na Cmentarzu Powązkowskim (kwatera 74-I-28).
Edmund Fetting – Nim wstanie dzień:
Pisząc tekst korzystałem z artykułu Macieja Maniewskiego „Śpiewa albo gra” („Film”, nr 1/2001), Gabrieli Pewińskiej „Ostrożnie, bo pognieciesz mi żabot...” („Polska. Dziennik Bałtycki”, nr 274/2007) oraz wspomnień Janusza Majewskiego „Ostatni klaps. Pamiętnik moich filmów”.
Nie był skąpy. Wręcz przeciwnie, radze poczytać wspomniania na teatry.art.pl
Ciekawi mnie nazwisko tancerza z którym był zwiazany, tego jednego nie wiem.
Oby więcej materiału do pracy.
Na polskim natomiast usłyszałem- to nie jest istotne, że ktoś był homo, to naprawdę nie ma wpływu na jego życie i twórczość...