Nie mogę się otrząsnąć z przekonania, że tej tragedii można było uniknąć. Nie mogę zatrzymać się w myśleniu, że może zdarzyła się po coś…W katastrofie samolotu do Smoleńska Polska straciła wiele z najważniejszych osób w państwie. Marszałek Komorowski musi się podjąć nowych obowiązków, wynikających z Konstytucji RP, jest zobligowany też do ogłoszenia przyspieszonych wyborów prezydenckich, ponieważ w ciągu jednej chwili życie stracili prezydent RP oraz prawie 100 osób. Wśród nich – wybitne osobistości z życia politycznego i społecznego, decydujące na co dzień o losach Polski. Ludzie, którzy byli bliscy bliskim, a ich działania były ważne dla wielu. Pojawiły się już liczne kondolencje, strategie i licytacje, czego można było uniknąć, czemu zapobiec, jak rozłożyć ryzyko, by w jednym samolocie nie znaleźli się liczni ważni dla Polski itd. Niestety dzieje się tak zazwyczaj po tragedii, jak np. ta niepojęta historia, okupiona życiem tych, którzy na co dzień oddawali się własnym ideom i wdrażali je poprzez swoje działania.
Dziś nie jestem nawet przekonana, czy znalezienie osoby odpowiedzialnej za katastrofę jest najwłaściwszym rozwiązaniem. Może lepiej byłoby skupić się na opracowaniu procedur i ścisłym ich przestrzeganiu, by podobna nigdy się już nie wydarzyła.
W kościołach w całej Polsce trwa ciąg mszy, ważnych dla wiernych różnych wyznań, wszyscy modlą się za ofiary Smoleńska, a każdy rozsądny człowiek, jeśli nie potrafi powiedzieć czegoś dobrego o zmarłych, to zachowuje milczenie.
W mediach zaproszeni goście roztrząsają okoliczności tragedii, trwa dopytywanie, kto nie zdążył wsiąść do fatalnego rejsu, kto pojawił się w nim w ostatniej chwili itd.
Do samolotu nie wsiadła Ewa Junczyk-Ziomecka (ponieważ w lutym przestała pełnić funkcję Szefowej Kancelarii Prezydenta RP, a od 1 marca jest konsulem generalnym w Nowym Jorku). W wywiadzie stwierdziła, że czuje się tak jakby dostała drugie życie. Doskonale Ją rozumiem.
Niedawno miałam wypadek. Kiedy zatrzymywałam się przed przejściem dla pieszych widziałam we wstecznym lusterku zbliżający się duży samochód, który mógł być poważnym zagrożeniem dla mojego zdrowia lub życia. Mogłam przejechać pasy i w ten sposób uratować się przed zderzeniem, ale nie wiedziałam, czy nie uderzę w pieszych, którzy na pewno doznaliby poważniejszych uszkodzeń. Wiedząc, że zderzenie jest nieuchronne, czekałam na nie, nie ryzykując bezpieczeństwa pieszych. To były ułamki sekund, w których nie przewinął mi się film z dotychczasowego życia, a myślałam tylko o tym, że bardzo chciałabym jeszcze żyć i dzielić teraźniejszość z ukochaną osobą.
Ocalałam. Od czasu tego wypadku jestem jeszcze bardziej wyrozumiała dla ludzi, jeszcze bardziej im serdeczna, otwieram się na rozwój duchowy i jeszcze bardziej pragnę przemiany w ludzkich sercach i umysłach, by również otworzyli się na innych i byli dla siebie bardziej ludzcy.
W samolocie, odwołując się na przytaczane przez naukowców dane statystyczne dotyczące populacji osób homoseksualnych, na pewno zginęło około czterech lub pięciu gejów czy lesbijek, a jeśli nie pozostawili testamentów, to opłakujący ich partnerzy nie będą mogli po nich dziedziczyć, mogą mieć problem z uczestnictwem w uroczystościach pogrzebowych i na pewno – bez względu na posiadany lub nie testament – będą niesprawiedliwie potraktowani przy opłatach spadkowych.
Zastanawia mnie też, czy otrzymają obiecane od rządu 40 tys. zł., jakie dostanie każda oficjalna wdowa i wdowiec tragicznie zmarłych w katastrofie.
Ja wiem konkretnie o dwóch osobach homoseksualnych, ofiarach tragicznej podróży do Smoleńska. Nie podam jednak ich nazwisk. Skoro nie zdecydowali się na
coming out za życia, nie czuję się upoważniona do ujawniania ich po śmierci.
Ryzykuję pisząc ten tekst: mogą się pojawić głosy, że ja w obliczu takiej tragedii czynię hipotezy na okoliczność braku elementarnych praw obywatelskich dla osób homoseksualnych. Ale podejmuję się tego, żeby Państwu uzmysłowić, iż w przypadku śmierci partnera homoseksualnego jego nieformalny mąż czy jej nieformalna żona nie mają prawa pochować swoich partnerów. Nie mają oni też praw dokonania oględzin zwłok. Ma do tego prawo bliska i bardzo daleka rodzina.
Zwróćcie Państwo uwagę na to, że matka prezydenta nie była jeszcze poinformowana o tragedii, jaka spotkała Jej ukochanego syna. Oszczędza się Jej tej wiedzy ze względu na stan zdrowia. Jest to absolutnie zrozumiałe.
Niemniej jednak w przypadku identyfikacji tragicznie zmarłych osób homoseksualnych proszono by właśnie taką matkę, być może schorowaną staruszkę, aby stwierdziła tożsamość zmarłej/ego, bo partner w świetle obecnych przepisów nie ma tego prawa. To jest bezduszne prawo, a wręcz bezprawie.
Pragnę także zwrócić uwagę, jak ważna jest dla zachowania zdrowia i równowagi psychicznej możliwość przeżycia żałoby. Zauważacie przecież nieustające nekrologi, wpisy do ksiąg kondolencyjnych, pochodzące od obcych często osób. Do radia dzwonią słuchacze, żeby podzielić się swoim smutkiem i bólem. To są emocje, jakie się pojawiły po tragedii, absolutnie zrozumiałe, ale dotyczące obcych osób. Słyszałam już opowieści o wdowach i wdowcach po spalonych w katastrofie. To jest ból, który z oczywistych względów powinien być jak najgłośniej i jak najszerzej komentowany. Jednak czy usłyszeliście Państwo wspomnienie wdowca po partnerze? Albo wdowy po partnerce? Nie. A oni podobnie przeżywają rozpacz po stracie najbliższej dla nich osoby.
To jest też dodatkowa, o znaczeniu emocjonalnym, różnica w sformułowaniach: żałoba po „żonie” wobec żałoby po „przyjaciółce, z którą razem mieszkały”.
Dostrzega się także jakże różny odbiór wydarzeń, jakich doświadczyliśmy. Z jednej strony jest zachęcanie do nienawiści i ostrzeganie, „że teraz to już sobie wszystkie eutanazje powprowadzają”, a z innej apele o łączenie się narodu.
W tej drugiej grupie znalazł się Marszałek Komorowski apelujący o to, by zapomnieć teraz o przynależności do „prawej” lub „lewej” strony politycznej. Ja się do tego apelu dołączam, prosząc dodatkowo o to, abyśmy – chociaż przez pamięć i szacunek dla osób, które zginęły w tej katastrofie – uczynili wszystko dla wprowadzenia ustaw, związanych z obszarami działania, jakimi Oni się zajmowali. Ze względu na pamięć dla Ich aktywnych działań oraz powszechnie deklarowany wobec nich szacunek, głęboko wierzę, że wszystkie bite kobiety doczekają się ustawy antyprzemocowej, bite dzieci – oficjalnego zakazu, podobnie jak doczekały się tego już zwierzęta. Wierzę, że niezależnie od poglądów poszczególnych jego przedstawicieli, Parlament pozwoli kobietom dokonywać aborcji, aby nie rodziły się niechciane dzieci lub poród nie następował z narażeniem życia czy zdrowia rodzącej, a także pozwoli tym, które się o nie bezskutecznie starają, skorzystać z nowoczesnych metod
in vitro.
Wyrażam głęboką nadzieję, że zsolidaryzujemy się w działaniu przeciw rosnącemu ubóstwu, bo nie może być tak, by Polacy i Polki w XXI w. żyli poniżej minimum socjalnego lub popełniali samobójstwa z powodu swojej biedy.
Jestem pewna, że Ministerstwo Edukacji Narodowej podejmie działania wyeliminowania z podręczników treści, które nie są zgodne z aktualną wiedzą, informujących np. że z homoseksualności można się wyleczyć, a Polskie Towarzystwo Psychologiczne wyda w tej kwestii stosowne oświadczenie, zabraniające terapeutom prowadzenie terapii „leczących” z homoseksualności.
Ufam, że dla każdego polityka, który tak głośno wyrażał żałobę po zmarłych tragicznie pod Smoleńskiem, w tym także będących w samolocie osób homoseksualnych, konieczność wprowadzenia związków partnerskich stanie się „oczywistą oczywistością”, by już żadna lesbijka, ani żaden gej w Polsce nie czuli się obywatelami drugiej kategorii.
Szanowni Państwo, jesteśmy teraz zjednoczeni w przeżywaniu ogromnej tragedii, jaka dotknęła nasz kraj. Jako zwyczajni ludzie mamy teraz szansę zatrzymać się w naszych krytykach, wyciszyć w oskarżeniach, dać przestrzeń dla wymiany poglądów odmiennych od naszych, stworzyć prawo, które każdemu z nas pozwoli dokonywać wyborów i żyć godnie w naszym kraju, w Polsce, według naszych indywidualnych wartości i wyznawanego światopoglądu. Życzę nam, by ten czas spokoju i wyciszenia, kulturalnych wypowiedzi w mediach trwał w nas jak najdłużej. Aż chciałoby się napisać „do końca świata i jeden dzień dłużej”.
Pamiętajmy też, że naprawdę łatwo być dla innych „człowiekiem”, czego sobie i wszystkim – w szczególności decydentom – życzę.
Z pewnością wielu z Was doświadczyło w swoim życiu przekonania, że „darowano Wam drugie życie”. Zastanówcie się, czy nie stało się to również dlatego, żebyście przyczynili się do uratowania innym życia lub przynajmniej ułatwienia go im.
Serdecznie Państwa pozdrawiam.
Anna Zawadzka / Anka ZetAnka Zet - kobieta ceniąca wartości rodzinne, jakie we własnym podwórku od przeszło 14 lat ze swoją - nadal nieślubną - żoną uprawia. Niestrudzona edukatorka, wierząca, że dzięki ustawicznej pracy dojdziemy do wielkich zmian. Potyka się czasami o przeszkody, ale strzepuje pył i podąża z uśmiechem i hełmem na głowie wśród bardziej lub mniej zawiłych korytarzy życia.
www.ankazet.com
O zmarłych nie wypada mówić źle w czasie żałoby, zgoda.Można powiedzieć o byłym prezydencie, że był dobrym człowiekiem, czy koniecznie trzeba mówić, że był dobrym prezydentem, wspaniałym patriotą, ojcem narodu?
Dziennikarka GW zadała Agnieszce Holland następujące pytanie: "Kiedy to, co piękne w przeżywaniu żałoby, zmienia się w kicz?"
Pada odpowiedź: "Gdy to, co było oceną człowieka, pod wpływem szantażu żałobnego zmienia się w oceny tej przeciwieństwo".
I na koniec, autorka tekstu, przepraszam za słowo naiwnie wierzy, że z całej tej tragedii wyniknie coś dobrego.Zastanawia mnie skąd takie przekonanie?Jak na razie, moim zdaniem wypływa tylko to co najgorsze.
tylko na is jest prawie 25tyś użytkowników(chyba, ze ktoś posiada więcej niż jedno konto)
podpis na stronie złożyło nieco ponad 14tys osób. (pewnie sa osoby które złożyły podpis więcej niż jeden raz)
doliczając osoby które nie mają konta na is wychodzi, że całkiem mało osób chce związków partnerskich lub nie mają ochoty podpisywać się na stronie, bo nie wierzę, że chodzi o trudną procedurę;)
Jeśli natomiast chodzi o naukowców to wg ich statystyk na pokładzie znajdowała się jedna osoba homoseksualna, no maksymalnie dwie.
Uważam, ze argument o tych dwóch homoseksualnych osobach byłby bardzo dobry w walce o związki partnerskie.
To dosyć nonszalanckie podejście do statystyki... A jeśli chodzi o te dwie osoby homo na pokładzie, które wspominasz, to skoro żyły w ukryciu, to rozumiem, że nie miały partnerów.
Pewnie niezamierzenie, ale powyższe gdybanie, pomimo swojego kontekstu, budzi dosyć zabawne skojarzenia: a co, jeśli matka siedzi z tyłu?
Ogólnie rzecz biorąc, nie widzę najmniejszego powodu, dla którego ta katastrofa miałaby stanowić jakiś impuls dla walki o uznanie związków partnerskich.
Nadzieja tylko w naszych, zwykłych szaraków, działaniach :)