Rozumiem, że pani redaktor, jako mniejszość seksualna, nie ma najmniejszych szans zostać kiedykolwiek radną, ale to nie powód, aby wylewać osobiste żale na osoby, które pracują niezależnie od dziennikarskiej oceny na rzecz miasta...
Agnieszka Łuczak, dziennikarka "Tomaszowskiego Informatora Tygodniowego" została wyoutowana przez tomaszowskiego radnego Platformy Obywatelskiej Tadeusza Adamusa. Po tym, jak 28 stycznia br. skrytykowała pomysł napisu na sztandarze Rady Miejskiej ("Bogu, ojczyźnie, społeczeństwu") słowami: "Niektórzy noszą wciąż głębokie przekonanie, że z Bogiem na ustach w naszym kraju dużo łatwiej robi się karierę polityczną", radny Adamus opublikował na portalu Nasz Tomaszów artykuł, w którym napisał m.in. "Rozumiem, że pani redaktor, jako mniejszość seksualna, nie ma najmniejszych szans zostać kiedykolwiek radną, ale to nie powód, aby wylewać osobiste żale na osoby, które pracują niezależnie od dziennikarskiej oceny na rzecz miasta." Sprawa odbiła się szerokim echem wśród działaczy PO również za sprawą słów Adamusa: "Wspomniany artykuł przekonuje mnie do jeszcze jednej rzeczy. Parytety to porażka, trzeba myśleć głową, a nie jajnikami".
Janusz Palikot: "Tacy ludzie jak radny Adamus nie powinni funkcjonować w Platformie i powtarzać takich głupstw"
Wiceprezydent i przewodniczący lokalnej PO Grzegorz Haraśny: "Nie ma chyba nikogo, kto by się w tej sytuacji z nim solidaryzował"
Sama zainteresowana komentowała: " Nie wstydzę się i nie wyprę się swojej orientacji seksualnej, ale to jest wyraz homofobii, ksenofobii i seksizmu. I takie rzeczy mówi członek partii uważającej się za nowoczesną i europejską"
2 lutego br. Adamus, radny PO i wiceprzewodniczący rady miasta w Tomaszowie Mazowieckim złożył rezygnację z członkostwa w Platformie Obywatelskiej. "Wnioski wyciągnąłem, że lobby mniejszości seksualnych w Tomaszowie Mazowieckim i w całej Polsce jest bardzo silne. Długa walka o to, żeby przywrócić normalność. Moja partia poszła za poprawnością polityczną, z góry założono, że zostanę wykreślony, więc po co miałem się z końmi kopać?"
Jak się Pani dowiedziała o outingu, który zrobił Pani radny PO Tadeusz Adamus?
O tym, co zrobił Adamus dowiedziałam się... w gabinecie prezydenta miasta. Byłam z nim umówiona na rozmowę. Zakłopotany prezydent rozpoczął spotkanie od przeprosin. Zanim dotarłam do domu i przeczytałam list radnego zamieszczony na portalu, odebrałam kilka telefonów. To byli tomaszowscy członkowie Platformy Obywatelskiej, którzy przepraszali mnie za zachowanie kolegi.
Jaka była pierwsza reakcja?
Pomyślałam, że człowiek, który zamiast argumentów używa obelg, który brak kompetencji maskuje histerią, dotykając przy tym prywatnej sfery życia, której nie wolno mu naruszać - musi przestać być reprezentantem mojego miasta. I tego trzymam się dalej. Poza tym czułam, że ten moment kiedyś nastąpi. Od prawie 20 lat pracuję w lokalnym tygodniku. Najbardziej w życiu cenię swoją niezależność. I tak też piszę. Zdaję więc sobie sprawę, że jestem osobą popularną, ale nie zawsze lubianą. Przypuszczałam, że kiedyś komuś nerwy puszczą, a rozum odmówi posłuszeństwa. I tak się właśnie stało.
O jakich obelgach Pani mówi?
Stwierdzenie "Trzeba myśleć głową nie jajnikami. Parytety to porażka" jest według mnie obelgą. I to miałam na myśli. Gdyby jakiemuś politykowi powiedzieć, że myśli ch...., to nie byłaby wielka obraza?
Jak zareagowało najbliższe otoczenie, chodzi mi przede wszystkim o współpracowników.
Poza szambem, które przelewa się w takich sytuacjach przez portal, na którym opublikowano list radnego, wszyscy, których spotykałam, okazywali życzliwość, współczucie, poparcie dla mojej osoby i dezaprobatę dla tego człowieka. W pracy wszyscy wiedzą o mojej orientacji. Nie eksponuję jej, ale stanowimy kilkunastoosobowe, zgrane grono i trudno w takiej sytuacji udawać, że się nie mieszka pod jednym dachem z kobietą. Zresztą życie w kłamstwie jest bardzo trudne i wyczerpujące. Jak można tego unikać, to unikajmy.
Jak ocenia Pani reakcję Platformy Obywatelskiej na zachowanie radnego Adamusa?
Reakcja Platformy była błyskawiczna, zdecydowana i właściwa. Jestem - można rzec - usatysfakcjonowana. Z drugiej strony, nie mam złudzeń, że gdyby nie zainteresowanie mediów, również ogólnopolskich, skandalicznym zachowaniem radnego z Tomaszowa i jednoznaczny głos polityków z pierwszego szeregu PO: Palikota, Radziszewskiej, sprawa by się rozmyła. Chłopcy (każda partia to głównie chłopcy), trochę by pogadali na ten temat, uznali, że przecież nic się nie stało, może ktoś pogroziłby mu palcem i to wszystko.
Okropna jest świadomość tego, że wielu w tej i innych partiach tak właśnie myśli, że nic się nie stało, że pyskatej dziennikarce można po prostu dowalić, gdy pisze nie po myśli tego czy owego działacza. Lepper kiedyś powiedział, że w sejmie Wersal się skończył i większość tak naprawdę tego się właśnie trzyma. Leppera już nie ma i nie będzie, ale obyczaje już się raczej nie zmienią.
Co Pani myśli o wywodzie radnego Adamusa, z którego wynika, że jego zdaniem wyborcy głosując kierują się orientacją seksualną kandydatów i kandydatek - i "właściwa" orientacja jest heteroseksualna.
Oczywiście korci mnie, by wystartować w wyborach i zdobyć mandat radnej największą w mieście liczbą głosów. Myślę, że po 20 latach rzetelnej pracy stać mnie na to. Ale nie zrobię tego. Nie chce mi się być radną miejską, choć mam ku temu stosowną wiedzę, kwalifikacje i sądzę, że umiejętności. Po pierwsze, za bardzo cenię swoją niezależność, o której była już mowa. Po drugie, zapewne musiałabym współpracować z jakimiś osobami pokroju Adamusa, a na to mój organizm nie jest przygotowany.
I jeszcze jedno. Gdyby w szeregach PO byli rzeczywiście sprawni analitycy od PR, jak się powszechnie ocenia tę partię, to sami przyszliby do mnie i poprosili, bym startowała z ich list, niekoniecznie w wyborach samorządowych.
Większość gejów i lesbijek, którzy decydują się na publiczne ujawnienie orientacji seksualnej, żyje w dużych miastach. Pani mieszka i pracuje w mniejszym mieście - w Tomaszowie Mazowieckim. Czy ma Pani jakieś sygnały, że sprawa odbiła się echem wśród mieszkańców Tomaszowa?
To było wydarzenie medialne na jeden dzień. Następnego dnia media mełły już inny temat. Poza tym, każdy ma swoje sprawy, swoje problemy. Ci co mnie lubili, lubią mnie nadal. Ci co chcieli, bym płonęła na stosie ustawionym w centrum miasta nadal o tym śnią, ale póki co, stosy są zakazane.
Czy sprawa będzie miała jakiś dalszy ciąg?
Początkowo deklarowałam, że nie pójdę do sądu. Jednak buta radnego Adamusa, jego stwierdzenie, że nie żałuje użytych słów, brak refleksji nad tym, jaką krzywdę mi wyrządził, sprawiły, że zmieniłam zdanie. Przez moment bałam się, jak zniosą ten szum moi rodzice. To są już starsi ludzie. Na szczęście wszystko było OK. W każdym razie, jeśli radny nie zrozumiał, że powinien był mnie zwyczajnie, po ludzku przeprosić, to niech mu to uświadomi sąd. Smaczku sprawie dodaje i to, że ten człowiek sam jest... biegłym sądowym.
O co zamierza go Pani oskarżyć?
O naruszenie mojej prywatności, o narażenie mnie na oszczerstwa i podważenie mojego autorytetu jako dziennikarki.
Stała się Pani ofiarą publicznego outingu, ale przyjęła go Pani z otwartą przyłbicą słowami: "nie wstydzę się ani się nie wyprę swojej orientacji seksualnej". Czy miałaby Pani jakieś rady dla gejów i lesbijek pracujących w takich zawodach, w których potencjalnie możliwe jest to, co Panią spotkało (politycy, aktorzy, dziennikarze itd.)?
Gdy Adamus ujawnił na portalu moje nazwisko, nie miałam wyjścia. Zgodziłam się na pokazanie twarzy w TV. Musiałam bronić mojej godności i protestować przeciwko chamstwu i prostactwu osoby, która pełni publiczne funkcje. Rada jest jedna. Trzeba żyć uczciwie, normalnie i robić jak najlepiej to, co się robi.
Jeśli żyjemy w zgodzie z sobą, to publiczne ujawnienie naszej orientacji nie powinno stanowić dla nas problemu. Problem mają ci, którzy tego za nas dokonują.
Jak większość ludzi heteroseksualnych i homoseksualnych nie mam mojej orientacji wypisanej na twarzy. To nie jest ani moja zasługa, ani wina. To jest moje prywatne życie, które nigdy nie miało wpływu na pracę zawodową. Jednak, jak się w 70-tysięcznym miasteczku przez 16 lat mieszka z jedną i tą samą osobą (w bloku), to wielu ludzi wie lub domyśla się, że ta pani z tą panią to nie są tylko koleżanki. Tylko co im ta wiedza daje? Chyba nic. Może w pierwszej chwili trochę sensacji, a potem się oswajają, bo mijamy się na ulicy, w sklepie.
Czy uważa Pani outing - ujawnienie czyjejś (homoseksualnej) orientacji seksualnej bez jego/jej wiedzy i zgody, a często WBREW zainteresowanemu/-zainteresowanej, za zawsze niemoralny, czy też są przypadki, w których outing byłby stosowny? W USA działają organizacje LGBT outujące polityków, którzy ukrywają swój homoseksualizm, a jednocześnie publicznie popierają homofobię (np. głosując za ustawami dyskryminującymi gejów i lesbijki).
Ujawnianie orientacji seksualnej powinno być wyłącznie indywidualną sprawą. Podejmujemy takie decyzje w okolicznościach i wobec osób, gdy uznajemy, że z jakiś powodów tego chcemy lub potrzebujemy.
Natomiast publiczne ujawnianie czyjejś orientacji może mieć głęboki sens w przypadku obłudników, którzy chcą w naszym imieniu narzucać normy i reguły postępowania. Nakazy i zakazy. Czyli, gdy głoszą jedno, a robią drugie. Gdyby np. okazało się, że poseł Pięta chadza do gejowskich klubów to... suchej nitki. Ale może on akurat jest po prostu niedouczonym homofobem.
Pani funkcjonowanie jako dziennikarki w Tomaszowie zmieniło się po sprawie z radnym Adamusem?
Zupełnie nic się nie zmieniło. Pracuję jak pracowałam, piszę, jak pisałam. Mam wrażenie, że ludzie częściej się do mnie uśmiechają, ale może mi się tylko zdaje.
Rozmawiał: Mariusz Kurc
- Radziszewskiej?? Czy mnie oczy mylą?:P
Orientacja seksualna pani Agnieszki została publicznie ujawniona w lokalnej telewizji już kilka lat temu. Osoby, która to zrobiła nie ominęła oczywiście zemsta "dziennikarki".
Podobnie jest i tym razem, radny zaprotestował przeciwko "mowie nienawiści", którą od lat posługuje się ona w swoich artykułach, kierując się uprzedzeniami i często wręcz nienawiścią, której nawet na co dzień nie stara się ukrywać.
Tak naprawdę media ogólnopolskie nie zainteresowały się prywatną wendettą pani Ł. poza dziennikarką radia TOK FM, panią Anną Laszuk, która wcześniej napisała książkę pt. Dziewczyny wyjdźcie z szafy. Czy to przypadek, że bohaterką jednego z rozdziałów była pani Łuczak? Pytanie oczywiście retoryczne.
Jak widać ujawnienie orientacji seksualnej to fikcja. Tym bardziej, jeśli ktoś od lat na forach internetowych dla gejów i lesbijek wypowiada się pod własnym nazwiskiem.
Sformułowanie radnego dotyczące szans wyborczych jest jak najbardziej na miejscu. Żyjąc w małomiasteczkowym środowisku osoby o odmiennych orientacjach seksualnych nie mają żadnych szans wyborczych taka jest prawda. I moim zdaniem właśnie dlatego pani Łuczak nie podda się weryfikacji wyborczej. Z tego tez powodu PO nie wpuści jej na listy wyborcze, bo przyniosłaby im więcej strat niż pożytku, łącznie z tym, ze mogłyby być kłopoty z wypełnieniem listy. Więc przechwałki o najlepszym wyniku są po prostu wyssane z palca.
Co do reakcji Platformy Obywatelskiej to tez należy wiedzieć, że nie wzięła się ona z przekonania o słuszności obrony AŁ a jedynie ze zwykłej przedwyborczej kalkulacji. Panowie i panie politycy po prostu nie chcą się narażać, by nie rozpętać przeciwko sobie nagonki, tak jak to było przy okazji poprzednich wyborów. Jednak najważniejsze jest to, że szef lokalnego PO Grzegorz Haraśny bez skrupułów brutalnie i w sposób powiedziałbym barbarzyński wykorzystał konflikt na linii dziennikarka - radny, by wyeliminować swojego oponenta w szeregach partii. Dostał gościa na tacy na miesiąc przed wyborami władz tomaszowskiej Platformy.
O pani Agnieszce można wiele napisać o jej interesowności, różnego rodzaju naciskach tylko po co. Niech ktoś inny o niej książki pisze. Dla mnie to bohaterka negatywna. Dla osób, które od dłuższego czasu czytają jej teksty w gazecie, która w dużej mierze żyje z pieniędzy pompowanych w nią przez lokalne samorządy jest to oczywiste. Próby wybielania się nic nie dadzą. Warto jednak spojrzeć na sprawę z szerszej perspektywy a nie tylko z punktu widzenia homofobicznych zachowań, których wbrew pozorom przedstawicielem nie jest radny Adamus, który moim zdaniem przesadził tylko pisząc o "jajnikach".
Z całej sprawy jest jednak jedna krótkotrwała korzyść. Artykuły pani Łuczak od dwóch tygodni stały się mniej napastliwe, zniknęły z nich inwektywy, chociaż pozostały błędy merytoryczne. Myślę jednak, że ta "normalność" nie będzie trwała zbyt długo.
Jedyne co jest "dobre" w całej aferze jest złożenie rezygnacji przez T. Adamusa. Po co komu polityk który będąc adwersarzem używa inwektyw i ciosów poniżej pasa atakując tak delikatne i prywatne sfery życia jak orientacja seksualna? Do tego jego (anachroniczne, żeby nie powiedzieć prymitywne) przekonanie, że "pani redaktor jako mniejszość seksualna nie ma najmniejszych szans zostać kiedykolwiek radną"... Gdzie europejski postęp i pluralizm?
Naprawdę, nie takich polityków nam trzeba.
Serdecznie pozdrawiam panią Agnieszkę, bo to dzięki takim ludziom, jak Ona, jestem dumny, że jestem homo i mieszkam w małym mieście... (: