O gniewie biskupów, masach zakochanych w komedyjkach i dewocjonaliach, wpływie popcornu na inteligencję widza, zachodzeniu kultury "od tyłu" i gejowskich malowidłach Mariuszowi Rajkiewicz opowiada Bartosz Żurawiecki. Po raz kolejny za pretekst do rozmowy służy antologia "Wolałbym nie" wydana w serii linia krytyczna przez krakowskie wydawnictwo ha!art.
Mariusz Rajkiewicz: W zamieszczonym w antologii "Wolałbym nie" fragmencie twojego opowiadania "Mam w ramionach świat" nie zostawiasz suchej nitki na politykach pochodzących ze środowisk tradycyjno-katolicko-prawicowych. Wszyscy twoi bohaterowie borykają się z problemem smrodu - śmierdzą fizycznie, próbują rozpaczliwie dociec powodu swojej niedoskonałości, nie zauważając, że tak naprawdę cuchną ich poglądy- siermiężne, zamknięte w betonowej, hermetycznej kapsule, pozbawione dopływu świeżego powietrza. Czy na polskiej scenie politycznej znajdujesz osoby pokrewne światopoglądowo? Jaki jest twój ideał polityka i jakie zmiany musiałyby nastąpić żebyśmy żyli w sympatyczniejszym kraju? I jeszcze jedno. Politycy są z ludu -czy to społeczeństwo tak śmierdzi kołtunem czy polityków wyjaławia poczucie władzy? Bartosz Żurawiecki: Nie, na polskiej scenie politycznej nie ma nikogo, kto budziłby moje zaufanie. Czuję sympatię do działaczy związanych na przykład z Partią Zielonych, ale jest to, niestety, cały czas margines naszej polityki. Ideału polityka nie tworzę, bo mam do polityki stosunek trzeźwy i racjonalny. Chciałbym, żeby na przykład w polskim sejmie pojawili się politycznie tylko bliscy mi światopoglądowo, ale też tacy, którzy skutecznie potrafią walczyć o prawa mniejszości. Tacy, którzy nie robią pod siebie ze strachu przed gniewem biskupów i doskonale wiedzą, na czym naprawdę polega rozdział Kościoła od państwa i jakie standardy obowiązują w nowoczesnych państwach europejskich- zarówno w dziedzinie prawa, jak i obyczajów. A co do twojego ostatniego pytania to odpowiem po prostu: jakie społeczeństwo tacy politycy.
Przeciwko czemu buntuje się Bartosz Żurawiecki? Czy warto się buntować w sytuacji gdy nawet nonkonformizm jest dość sprawnie wchłaniany przez machinę popkulturalną przerabiającą każdą formę niezgody na mniej lub bardziej ugrzeczniony trend? Bartosz Żurawiecki nieodmiennie buntuje się przeciwko głupocie, nieuczciwości, ksenofobii, kołtuństwu, manipulacjom i oportunizmowi. Wątpię, by cokolwiek miało to wspólnego z popkulturą. To jest kwestia uczciwości wobec samego siebie, a nie takich czy innych "tryndów".
Jako krytyk filmowy jesteś na bieżąco z kondycją polskiego kina. Wyobraź sobie, że zostajesz koordynatorem filmowego odpowiednika "Wolałbym nie". Jakim rodzimym twórcom powierzyłbyś realizację tematu? Nie czytałem wszystkich opowiadań zamieszczonych w tomie, więc trudno mi na to pytanie teraz odpowiedzieć. Jakiś czas temu pewnie powiedziałbym, że nie dałbym ich żadnemu polskiemu twórcy. Ostatnio jestem nieco większym optymistą, ale dopiero po przeczytaniu całej książki puszczę wodze fantazji.
Myślisz, że kino znajdujące dystrybutorów na polskim rynku potrafi się jeszcze skutecznie przeciwstawić estetyce popcornowego chłamu zalewającego nas na co dzień? Czy widz ambitny skazany jest na filmowe festiwale, ewentualnie śliskie prawnie przeszukiwanie zasobów Internetu? Nie demonizowałbym, bo -między innymi dzięki mechanizmom wspierającym dystrybucję tzw. ambitniejszych filmów, jak i działaniom kilku zapaleńców- repertuar kinowy mamy zupełnie przyzwoity. Owszem, masy oglądają głównie komedyjki i dewocjonalia, ale, powiedzmy sobie szczerze, zawsze tak było i będzie. Niepokoi mnie raczej rozdźwięk między wynikami tzw. hitów a malejącą widownią rzeczy mniej "przebojowych". Może faktycznie głupiejemy z każdym zjedzonym kartonem popcornu? Inna sprawa, że tych filmów na naszych ekranach jest naprawdę dużo, coraz więcej. Nawet człowiek zajmujący się zawodowo kinem - taki jak ja - już wszystkiego nie jest w stanie ogarnąć. Coraz więcej jest też kanałów, przez które filmy do nas docierają. Mnie osobiście smuci raczej, że np. niszowe kino gejowsko-lesbijskie omija nasz rynek, zarówno kinowy, jak i DVD. Bo wciąż nie ma odważnych, którzy by te filmy tu sprowadzili.
Jesteś jedną z (wciąż nielicznych) postaci na polskiej scenie medialnej nie ukrywającej swojego homoseksualizmu. Ciekawi mnie jak przebiegała twoja homo-edukacja artystyczna? Jak wygląda mini przewodnik po sztuce gejowskiej wg Bartosza Żurawieckiego? Jeśli się edukujesz artystycznie, to musisz w pewnym momencie zapoznać się z tematyką "homo", bo ona przecież istnieje w sztuce od wieków, a ostatnimi czasy jest wyraźnie zauważalna. Stykasz się więc z nazwiskami Wilde'a, Geneta, Pasoliniego, Jarmana, Jockeya... To "jazda obowiązkowa" każdego, kto chce mieć jako takie pojęcie o sztuce. Nie da się ich wykastrować z historii kultury.
Tworzysz literaturę gejowską w stylu pop. To raczej wyważona literatura, nieobliczona na skandale, takie, w dobrym znaczeniu, czytadła dla klasy średniej. Jaki jest twój stosunek do twórczości protoplastów dwudziestowiecznej literatury gejowskiej kreującej wulgarny, kryminogenny, pełnokrwisty wizerunek geja jak Jean Geneta, czy z polskiego podwórka Jerzego Nasierowskiego? Wątpię, bym tworzył "czytadła dla klasy średniej", bo jakoś nie zauważyłem, żeby klasa średnia zaczytywała się moimi książkami. Ale nie do mnie w tym wypadku należy etykietowanie. Geneta bardzo cenię, gdyż jego twórczość, szalenie seksualna i podniecająca, jest jednocześnie fascynującą rozprawą z kulturą europejską- jej mitami, hierarchiami, jej hipokryzją. Książki Nasierowskiego znam słabo, ale dobrze, że ktoś taki istnieje. Polska kultura jest tak sztywna, nadęta, upozowana, bigoteryjna i ustawiona wyłącznie "frontem" do narodu, że aż się prosi żeby ją zajść "od tyłu".
Czy obserwujesz polskie kino offowe? Ciekawi mnie czy znasz twórczość białostockich rozmówców Piotra Mareckiego ("Kino niezależne w Polsce 1989-2009. Historia mówiona") Wojciecha Koronkiewicza, Piotra Krzywca czy Kobasa Laksę? A z drugiej strony czy do warszawskich mediów dociera współczesna twórczość białostockich offowców skupionych pod szyldem Filmowe Podlasie Atakuje? Nie znam twórczości offowej zbyt dobrze, bo te filmy nie przebijają się do szerszego obiegu. Wiem natomiast, że Białystok to prawdziwe zagłębie twórców niezależnych. O ile faktycznie są niezależni- intelektualnie i artystycznie.
Korespondowałem ostatnio z Jerzym Nasierowskim bezskutecznie namawiając go na dłuższy wywiad mający na celu wypełnienie pewnej luki w życiorysie autora i zweryfikowanie go z Jego medialnym wizerunkiem. Swoją odmowę Nasierowski tłumaczył brakiem potrzeby grzebania w swoim dotychczasowym życiu, wyraźnie sugerując, że narzucona mu(?) przez media łatka prapedała, kryminalisty i antychrysta polskiej literatury wyraźnie już mu nie służy, a może wręcz ciąży. Twój status jest zupełnie inny, zastanawia mnie jednak czy etykietka pisarza gejowskiego czasami nie bywa zbędnym balastem uniemożliwiającym wyrwanie się z określonego schematu interpretacyjnego? Pisaniem beletrystyki zajmuję się rzadko, wyłącznie wtedy, kiedy chcę nadać fabularny kształt swoim doświadczeniom i spostrzeżeniom. Etykietki nie są dla mnie balastem, choć niewątpliwie tzw. "polska myśl krytyczna" jest zaklinowana w schematach ocen i interpretacji. Ale na oceny i interpretacje innych naprawdę nie mam wpływu.
Jak zawodowy krytyk filmowy znosi krytykę własnej twórczości? Jak się czuje człowiek kreujący trendy filmowe, sugerujący tropy interpretacyjne, wystawiając swoje autorskie dzieło pod osąd publiczny? Znoszę z godnością. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Jesteś współzałożycielem Kampanii Przeciwko Homofobii. Jak zaargumentujesz sens istnienia Kampanii ludziom twierdzącym, że preferencje seksualne współplemieńców to zbyt intymna sfera ludzkiego życia żeby się nią afiszować na różnego rodzaju paradach i "sztandarach". I że prywatne nie powinno przedostawać się do sfery publicznej? Co Ci daje działanie w Kampanii? Nie działam już w Kampanii, co najwyżej z nią sympatyzuję. Nie mam temperamentu działacza, nad czym zresztą boleję. KPH nie powstała po to, by publicznie kupczyć i dupczyć, ale by walczyć z przejawami dyskryminacji i nienawiści wobec osób LGBT*, by edukować, by domagać się zmiany prawa, itd., itp. A prywatne już dawno temu przeniknęło do strefy publicznej. Na przykład, niemal każdy polityk obnosi się z tym, że ma żonę, dzieci, psa oraz, że w każdą niedzielę uczestniczy we mszy świętej. Opowiada, gdzie spędza wakacje, jakie kobiety mu się podobają i jakie uczucia wzbudzają w nim homoseksualiści. W porównaniu z tym, co wygadują w mediach nasze "elity", polscy geje są naprawdę bardzo wstrzemięźliwi i dyskretni.
Na koniec poproszę o zdradzenie planów twórczych... Nie mam planów. Co będzie to będzie.
Rozmawiał Mariusz Rajkiewicz