Hołownia kontra "Homo-Wystawa"
Zapewne z okazji Święta Narodowego obudził się kolejny bulwersant, przerażony reinterpretowaniem Kultury i zawłaszczaniem jej przez homosiów (tu ukłon w stronę Janusza K. M.). Kto jeszcze nie wie, przypominamy: Muzeum Narodowe w Warszawie zamierza rękoma dr. Pawła Leszkowicza przeczesać swoje zbiory i latem przyszłego roku powyciągać na światło dzienne dzieła o potencjale homoseksualnym. Wszelkie egzemplifikacje, podteksty, motywy oraz motywacje - mile widziane, zwłaszcza około Europarady 2010 - marketingowo ruch iście imponujący.
Hołownia strzela na oślep, przeciwstawiając nadmiernie skupionym na swej seksualności gejom ludzi poczciwych, którzy nie mieli czasu na zgłębianie pederastycznych obsesji, bo zajęci byli studiowaniem Matejki i Caravaggia - nie wiadomo w czym to się wyklucza, a przykład Caravaggia jest akurat więcej niż chybiony :D
O wiele zabawniej robi się, gdy w zacytowanym fragmencie zestawia gejów - a jakże - z nekrofilami. Jak widać, jedna koza wiosny nie czyni. Co ma na myśli pisząc o "akcie lesbijskim w temprze jajecznej" - doprawdy, trudno zgadnąć. Dalej jednak pojawia się troska prawdziwa, że oto:
(...) nie da się toczyć debaty, bo jak, na Boga, mam toczyć debatę z kimś, kto przekonuje mnie, że Tycjan i Rubens, malując portrety świętych, oczami duszy widzieli homoseksualne orgie?! A jeśli nie oni je widzieli, tylko muzealnik, dlaczego mam śledzić jego aposterioryczne rojenia w murach narodowej instytucji? Dlaczego nie mogę po swojemu, ze swoją sancta simplicitas i instrumentarium prostaczka, po prostu kontemplować sacrum sztuki? Dlaczego ktoś chce mi wbić do głowy, że nie jestem w pełni praw i obycia człowiekiem, dopóki nie uznam za również mój "gejowskiego punktu widzenia"?
No cóż, pytanie można by odwrócić. I jeszcze dorzucić jedno: czy Szymona Hołownię ktoś siłą ciągnie na tę wystawę i pod groźbą kary penetracji analnej każe uznać interpretację szaleńca Leszkowicza za jedyną wykładnię interpretacyjną? Przecież skoro nie chce się patrzeć na psią kupę w parku, w zupełności wystarczy unieść wzrok na pięknej urody bez czy inną różę, który na niej wyrasta.
Wiemy co mówimy: życie wśród jedynych prawdziwych prawd i paradygmatów, budzących nasz bolesny sprzeciw, opanowany mamy od stuleci do perfekcji. W końcu w ramach państwowego systemu szkolnictwa od dekad i niezależnie od systemu wbija się nam do głowy uświęcone bzdury o niejednym narodowym wieszczu czy bohaterze, co to pan Hołownia nie chciałby nawet usłyszeć, z kim i w jakich konfiguracjach się zadawał. Do prawdy ludzkiej i historycznej ma się to nijak, ale przynajmniej nie zawiera obsesyjnie nawracającego słowa 'penetracja', nie wiedzieć czemu strasznie niepatriotycznego.
Zostawmy to jednak i nie mieszajmy w prostej głowie nadmiernie. W tym konkretnym przypadku zalecalibyśmy dla umysłowej odtrutki kontemplację rzeczonego Matejki (póki co nazwisko bezpieczne), może być też Kossak i wszelkie dostępne pejzaże; w stanach histerycznych oraz ze względu na pogodę, radzilibyśmy z kolei pozostanie w domu i rodzinny seans Popiełuszki. Już na DVD. Chociaż nie, akurat plakat do tego filmu uznano za granicą za niezłą kampową (pan Hołownia czyta: pedalską) parodię Jamesa Bonda. Teraz to już normalnie wszystko wszystkim się kojarzy...
akt lesbijski w temperze jajecznej (używana do malowania ikon) - a nie jak w tekście "w temperaturze jajecznej" - błagam o poprawkę
także żeby za chwile nie bylo jakiejs katolickiej nadinterpretacji. Tempery jajecznej nie używa sie tylko do pisania ikon. Była powszechna także w świeckim malarstwie np leonardo.
Tempra to taki samochód, Fiat Tempra.
akt lesbijski w temperze jajecznej (używana do malowania ikon) - a nie jak w tekście "w temperaturze jajecznej" - błagam o poprawkę
No a jaka masz propozycję rozwiązania sprawy, poza wyrażeniem współczucia poniewieranemu Chińczykowi?