Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Czwartek, 29.10.2009 00:00

To nie był raj dla homoseksualistów

Podziel się Tweetnij Skomentuj (24)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (24)

Krótka historia prześladowań z okazji rocznicy urodzin Władysława III

W Krakowie już po raz drugi obchodzone będą urodziny króla Władysława III - władcy, którego "skłonność do rozkoszy męskich" była tajemnicą poliszynela. W tym roku powodów do radości mamy więcej - organizatorzy sugerują, że "Rzeczpospolita Polska jest jedynym krajem na świecie który nigdy nie karał w swoim świeckim prawie karnym za homoseksualizm. (...) Zanim powstało słowo gej czy homoseksualista polscy mężołówcy cieszyli się tolerancją, która dotykała też inne mniejszości społeczne" - czytam i wierzyć mi się nie chce...

- -

W Krakowie już po raz drugi obchodzone będą urodziny króla Władysława III - władcy, którego "skłonność do rozkoszy męskich" była tajemnicą poliszynela. W tym roku powodów do radości mamy więcej - organizatorzy sugerują, że "Rzeczpospolita Polska jest jedynym krajem na świecie który nigdy nie karał w swoim świeckim prawie karnym za homoseksualizm. (...) Zanim powstało słowo gej czy homoseksualista polscy mężołówcy cieszyli się tolerancją,  która dotykała też inne mniejszości społeczne" - czytam i wierzyć mi się nie chce...

"To nie ma nic wspólnego z nauką" - komentuje dr Piotr Oczko,  zajmujący się homoseksualnością w dawnej Rzeczypospolitej. "Kary śmierci za homoseksualność istniały jeszcze wieku XVII i XVIII.  Depenalizacja pojawiła się dopiero w tzw. kodeksie napoleońskim. Jeżeli w Polsce było nieco łagodnej, to nie przez bardziej liberalne przepisy, ale przez powszechnie panujący w Rzeczypospolitej bałagan i brak poszanowania prawa oraz małą gorliwość w jego egzekwowaniu. Zachowały się jednak przerażające narzędzia tortur przeznaczone dla homoseksualistów, metalowe gruszki, które włożone do odbytu rozrywały ciało" - tłumaczy ekspert.

Dr Piotr Oczko jest autorem artykułu "Dlaczego nie chcę pisać o staropolskich samcołożnikach? (Przyczynek do archeologii gay studies w Polsce)", który ukazał się w zeszłym roku na łamach dwumiesięcznika "Teksty Drugie". Znajdziemy tu m. in. historię Wojciecha z Poznania, który w roku 1561 stanął przed sądem kazimierskim. "W Krakowie wziął ślub z Sebastianem Słodownikiem i mieszkał z nim dwa lata w Poznaniu. Tam zezwolił Sebastianowi na posiadanie niewiasty, sam również żył z kobietą. Gdy powrócił do Krakowa, ponownie wziął na Kazimierzy ślub, tym razem z Wawrzyńcem Włoszkiem. W opinii publicznej uchodził za kobietę. Za wykroczenia przeciw naturze spalony został". "Dla osób homoseksualnych prawo magdeburskie było bezlitosne" - pisze Oczko i przytacza odpowiedni fragment: "Gdzie by kto takowy naleziony był, żeby albo z bydlęciem, albo chłop z chłopem przeciw przyrodzeniu sprawę miał, takowi mają na gardle być skarani, a według obyczaju ogniem mają być spaleni,  bez wszelkiego zmiłowania, ponieważ to haniebny i sromotny grzech jest i ma być karan".

Komentując euforycznie sformułowaną informację prasową organizatorów Marszu Tęczowej Tradycji i Kultury, należałoby także poświęcić trochę miejsca sprawcy tego całego zamieszania - Władysławowi Warneńczykowi. "O homoseksualnych Królach nadal pisze się niewiele, ale tradycję tą zapoczątkował katolicki duchowny - Jan Długosz sugerując homoseksualizm Króla Władysława III (zachowano oryginalną pisownie)" - dowiadujemy się z "prasówki". Nie dowiadujemy się jednak, w jakim kontekście Długosz pisał o homoseksualności polskiego króla. Otóż znany kronikarz twierdził, że śmierć króla pod Warną była karą za "grzech sodomski". Władysław III "skłonny do rozkoszy męskich, ani w czasie pierwszej wyprawy przeciw Turkom, ani w czasie tej drugiej, którą wtedy prowadził, gdy szalała wojna, gdy naokoło panował strach i było mnóstwo wrogów przy garstce jego wojska, kiedy należało przebłagać miłosierdzie Boże i pozyskać je sobie, on, nie zważając zupełnie na własne niebezpieczeństwo i na zagrożenie całego wojska, nie porzucał swych, przeciwnych czystości, wstrętnych rozkoszy" - oburzał się Długosz (J. Długosz, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Warszawa 1981 r.).

W okresie powojennym polskie prawo karne było wyjątkowo liberalne w kwestiach związanych z obyczajowością, na co także zwracają uwagę organizatorzy krakowskiego święta tolerancji. Faktycznie - nawet w PRL-u nie karano za stosunki seksualne między mężczyznami. To niestety jedyny powód do radości a w dodatku niewielki, gdyż osoby homoseksualne były narażone na prześladowania przez służby bezpieczeństwa oraz milicję. Klasyczny przykład przytacza Krzysztof Tomasik w artykule "Homoseksualizm w PRL-u", opublikowanym przez "Krytykę Polityczną". Tomasik cytuje w nim fragment pamiętnika Grzegorza Musiała: "[Józio] opowiada o swym znajomym z Gdańska, lekarzu czy adwokacie, bardzo pięknym, o którym bezpieka wiedziała, że jest 'taki'. Przesłuchiwano go przez parę dni, po kilkanaście godzin dziennie - chcieli mieć przez niego 'wejście w środowisko'. Nic nie powiedział, nic nie podpisał, w nagrodę dali go do celi recydywistów, gdzie pięciu drabów gwałciło go jeden po drugim. Józio widział się z nim niedawno. Mówi: 'To już jest zupełnie zrujnowany człowiek'". Czy to faktycznie tradycja, do której powinniśmy się odwoływać?

Nie chcę psuć zabawy uczestnikom krakowskiego święta ani zniechęcać organizatorów, bo ich zamiary były z pewnością słuszne. Trudno jednak nie komentować tez o polskiej tradycji tolerancji wobec osób homoseksualnych. Takich tradycji niestety nie mamy. Nie sposób też nie odnieść się do półprawd i błędów, którymi naszpikowane są informacje publikowane nie tylko przez media LGBT. Mam nadzieję, że przyszłym roku ponownie spotkamy się w Krakowie i tym razem nie będziemy namawiani do radowania się z polskiej tradycji mordowania i torturowania samcołożników.
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (121)
candyboy rota anhesek1984 zolza breslauer annabogna yomawaru lubietwojekalesony invisible18 vifon
Nie podoba mi się (7)
denikina lugal ano-nim silesia28
Komentarze (24)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
danny80
21.10.2010 17:49 danny80 (46) Kraków
Z prawie rocznym dystansem do dyskusji uważam, że merytorycznie rację miał lugal a nie p. Oliwa a zamieszczony tekst jest rzeczywiście słaby. Szkoda, że o wypowiedź nie poproszono kogoś jeszcze. Myślę, że dr Paweł Fijałkowski mógłby się ciekawie do tego tematu odnieść.
cytuj zgłoś 2 0
basta
11.11.2009 16:02 basta (42) Poznań
Pragnę jedynie dodać, że "homoseksualista" jako podmiot o tożsamości homoseksualnej w średniowieczu nie istniał. Nie znano jeszcze psychoseksualności i związanych z nią kategorii autoidentyfikacji homo, bi i heteroseksualnej. Istniały akty homoseksualne, które tak jak inne, którym ludzie poddawali się poza związkiem małżeńskim, napiętnowane były jako akty nierządu i teoretycznie zakazane. "Homoseksualistę" jako oddzielną kategorię stworzono w nowożytności, w XIX w. o ile się nie mylę. Związane to było z wykreowaniem nowego wzoru rodziny, tzw "rodziny nuklearnej". Stanowiła ona, i częściowo nadal stanowi, podstawową jednostkę organizacji w strukturze systemu wolnorynkowego. Aby system ten mógł działać, potrzebny był facet pracujący poza domem w tzw sferze publicznej, facet przyczyniający się do wzrostu ekonomicznego, działający na rynku. Możliwe stało się to dzięki temu, że kobietom narzucono rolę matki, kury domowej, która zajmowała się przestrzenią "prywatną" - wychowaniem dzieci i innymi pracami, które na rynku nie liczyły się, nie były opłacane, nie dawały żadnych możliwości zaistnienia w sferze publicznej. Aby mógł istnieć podmiot ekonomiczny na wolnym rynku - facet, musiała istnieć jednostka podmiotowości w tym systemie pozbawiona, która organizowała jedynie zaplecze dla "działalności" publicznej podmiotu ekonomicznego - kobieta. To stanowiło tło dla skonstruowania kategorii homoseksualnej w celu jej późniejszej patologizacji, wykluczenia. Homoseksualista miał nie spełniać w systemie wolnorynkowym podstawowej roli "męskiej" jako żywiciela rodziny nuklearnej i twardej jednostki funkcjonującej na agresywnym rynku. Nie mieścił się w normach fundamentalnych dla działania industrialnego kapitalizmu, zatem go wykluczono, a patologizację tę uzasadniano naukowo, jako zaburzenie. Dzisiaj mamy częściowo do czynienia z korozją rodziny nuklearnej, również pozycja homoseksualistów w strukturze ulega zmianie, a to poprzez mechanizmy globalizacji i zmiany w strukturze światowego podziału pracy. Czyli mówiąc krócej, w średniowieczu nikt taki jak "homoseksualista" nie istniał.
Nawiązując do tak krytycznych opinii o wikipedii - nie wszystko w niej umieszczone jest chłamem. Jeżeli artykuł posiada fachowo sporządzone przypisy (w tym do prac naukowych) i zawarte w nim informacje są weryfikowalne, nie rozumiem aby uznawać taki artykuł za szajs. Z mojej strony wielkie uznanie dla przedsięwzięcia jakim jest wikipedia, która daje możliwość sporej społeczności ingerowania w kreowanie wiedzy, weryfikacji zawartych w niej informacji, ale przede wszystkim informacje te są dostępne dla rzeszy ludzi bez dodatkowych opłat. Zatem dostęp do wiedzy i jej tworzenie nie ograniczają się do zamkniętej elity naukowej, ale są udziałem wielu ludzi, którzy nie mieli możliwości pójść ścieżką scjentystyczną. Z wikipedii korzystają masy ludzi, więc może lepiej starać się przyczynić do rozwoju tego źródła wiedzy, aby było ono dobre, a nie skreślać je na całej linii kwestionując jego wartość.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.11.2009 12:51 krakowiaczek
Jakkolwiek dane mi jest znac osobiscie zarowno p. Janusza, Radka, jak i dr Oczko tym niemniej musze zgodzic sie z opinia lugala - artykul jest slaby i nierzetelny. A biorac pod uwage to, ze pan Piotr nie jest prawiczkiem jesli chodzi o pozbawione sensu wypowiedzi (vide artykul o krakowskich gejach w GW, gdzie wystepuje pod pseudonimem "Miss Polonistyki"), byle tylko zwrocic na siebie uwage (a propos trollingu), ciezko traktowac go jako autorytet w jakiejkolwiek dziedzinie, nawet tej w ktorej uzyskal doktorat. I tu pozwole sobie przytoczyc zdanie zamykajace jeden z artykulow p. Janusza na IS - "punkt widzenia zalezy od miejsca siedzenia". A czesto rowniez od znajomosci dramatis personae.
cytuj zgłoś 2 0
alek.redakcja
03.11.2009 0:13 anoah (37) Kraków
nie no, kochani... nie kłóćmy się o pojęcia wyjęte z wikipedii, która jak każdy wie, ma znikomą wartość naukową. spójrzmy prawdzie w oczy. ludzie na świecie mają różne zdania. trzeba je akceptować, albo chociaż tolerować. można z nimi polemizować, a nie atakować i bawić się w trolling z wikipedii... błagam was... brak merytoryki w tej debacie... szanujemy zdanie innych i kulturalnie wydajemy opinie. a nie bluzgamy kogoś trywialnie jak troglodyci XXI wieku. jestem rozczarowany poziomem konwersacji. bezsens.
cytuj zgłoś 0 0
radek
02.11.2009 13:11 radek (51) Kraków
lugal:
Starałem zanegować niektóre tezy z artykułu jakiegoś dr z Krakowa


To proszę bardzo - zacytuj (zacytuj - nie wymyślaj własnych, niewypowiedzianych) jedną tezę (http://pl.wikipedia.org/wiki/Teza), z którą się tak bardzo nie zgadzasz :)
cytuj zgłoś 0 1
lugal
02.11.2009 11:58 lugal (37) Katowice
Starałem zanegować niektóre tezy z artykułu jakiegoś dr z Krakowa. Byłem raczej kulturalny i starałem się nie odbiegać od jego treści. W odpowiedzi kolejnej osoby z tego samego miasta, dowiedziałem się, że jestem bezczelny, mam tupet, brakuje mi kultury, jestem pyszny i zarozumiały(to nie ja skupiam uwagę na kimś, tylko na odwrót-poczytajcie o tym trollingu). Potem wlatuje na forum administrator , (możliwe, że to nawet on wrzucił tu ten artykuł) i dowiaduję się, że jestem trollem i nie należy odpowiadać na moje prowokacje. (o dziwota! admin też z Krakowa, nie znasz przypadkiem autora teksu, albo Janusza?) Skoro nie boli was dyskusja i krytyka, to po co tu to wrzucaliście? Liczycie na same oklaski? Gdzie jakiś elementarny obiektywizm? Skoro "mądrością życiową" są obelgi i towarzystwo wzajemnej adoracji, to ja jej nie chcę. Wciąż czekam na jakieś zdana potwierdzające/obalające tezy z artykułu. Ewentualnie odnoszące się do mojego zdania (nie osoby, ZDANIA). Ja tylko chcę, żeby ktoś się ze mną zgodził albo nie. Temat jest w kręgu moich zainteresowań i chcę zobaczyć zdanie innch. Jak się jakieś pojawi, to chętnie porozmawiam, na kolejne i wyimaginowane zarzuty nie będę odpowiadał.
cytuj zgłoś 2 2
radek
02.11.2009 10:05 radek (51) Kraków
Myślę, że na zaczepki kolegi lugala lepiej nie odpowiadać: http://pl.wikipedia.org/wiki/Trollowanie
cytuj zgłoś 1 2
lugal
02.11.2009 0:07 lugal (37) Katowice
Nie jesteśmy na pogrzebie, ani na audiencji u papieża. Widzę tutaj typową postawę roszczeniową względem młodych ludz typu : "gnoju szanuj i ustępuj miejsca", jeszcze tylko "huligana" w epitetach brakuje. Reaguję żywiołowo na coś, co mi się nie podoba i myślę, że w moim wieku mam do tego prawo. Jak mawiają indianie w mojej wiosce "makaronizmy i cytaty w obcym języku nie są fajne". Moja krytyka chyba nie jest aż tak wulgarna, a co najważniejsze, to odnosi się raczej do treści, nie do osoby. Niestety niektórzy organizują sobie osobiste wycieczki i w sumie zagadką jest dla mnie, na jakiej podstawie. Sam zaznaczyłem, że nie mam dorobku i jestem młody, a od plucia jadem w moją stronę jadem, to raczej mi tej sławnej "mądrości życiowej" nie przybędzie.
cytuj zgłoś 2 2
janusz
01.11.2009 23:18 janusz (78) Kraków
lugal:
Jakiś argument? Nie mam dorobku naukowego, nie wydałem książki, nie mam 61 lat, ale na moich studiach profesorowie nauczyli mnie jednego-krytyki. Jako osoba pracująca na tekście, źródle i informacji, powinienem je umieć posortować, wybrać najbardziej prawdopodobne i kierować się logiką, istniejącym dorobkiem itd. Autor owego artykułu nie posiada wiedzy fachowej. Niema na tym świecie profesora, który byłby znawcą prawa, historii społeczeństwa, historyko-polonistą i Bóg wie czym jeszcze 3 epok, szczególnie, że autor jeszcze nie ma 40, a jego dorobek w zakresie historii praktycznie nie istnieje. Dlaczego krytykuję? Bo krytyka to najlepsze narzędzie nauki. Odrzuca nieprawdę, uderza w słabe punkty i ksztłtuje wiedzę bardziej obiektywną. Dlaczego jeszcze? Bo 90% IS już uwierzyło w to co jest w nim napisane, a na pierwszy rzut oka widać, że to nie informacja naukowa, jakiś fakt, tylko coś a'la subiektywny referat. Najpierw patrzymy krytycznym okiem, potem wierzymy. Nigdy nie na odwrót. Jeżeli poniższa wypowiedź to wszystkie pana argumenty, to dziękuję, ale z dalszeh rozmowy nie skorzystam....


Szkoda tylko, że przy całej pewności siebie i elokwencji nie rozumiesz co znaczy kultura krytyki.. I jak rozumiem, twoi profesorowie jeszcze cie jej nie nauczyli. A może uczyli, tylko nie uważałeś na lekcjach. Jak powiadają Anglicy - "the tone makes the music". Mnie również nie zależy na dyskusji z tobą. Nie lubię pyszałków i arogantów.
cytuj zgłoś 2 2
lugal
01.11.2009 22:48 lugal (37) Katowice
Jakiś argument? Nie mam dorobku naukowego, nie wydałem książki, nie mam 61 lat, ale na moich studiach profesorowie nauczyli mnie jednego-krytyki. Jako osoba pracująca na tekście, źródle i informacji, powinienem je umieć posortować, wybrać najbardziej prawdopodobne i kierować się logiką, istniejącym dorobkiem itd. Autor owego artykułu nie posiada wiedzy fachowej. Niema na tym świecie profesora, który byłby znawcą prawa, historii społeczeństwa, historyko-polonistą i Bóg wie czym jeszcze 3 epok, szczególnie, że autor jeszcze nie ma 40, a jego dorobek w zakresie historii praktycznie nie istnieje. Dlaczego krytykuję? Bo krytyka to najlepsze narzędzie nauki. Odrzuca nieprawdę, uderza w słabe punkty i ksztłtuje wiedzę bardziej obiektywną. Dlaczego jeszcze? Bo 90% IS już uwierzyło w to co jest w nim napisane, a na pierwszy rzut oka widać, że to nie informacja naukowa, jakiś fakt, tylko coś a'la subiektywny referat. Najpierw patrzymy krytycznym okiem, potem wierzymy. Nigdy nie na odwrót. Jeżeli poniższa wypowiedź to wszystkie pana argumenty, to dziękuję, ale z dalszeh rozmowy nie skorzystam....
cytuj zgłoś 2 2
  • 1
  • 2
  • 3
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
historia Historia Historia homoseksualności w Polsce Jan Długosz Kraków Krytyka Polityczna Krzysztof Tomasik Kultura literatura Piotr Oczko Polska Poznań prawo magdeburskie PRL prześladowania publicystyka Społeczeństwo Władysław Warneńczyk
Powiązane
Obraz Czwartek, 12.06.2008 Kraków: Homoseksualizm w PRL-u Obraz Środa, 23.04.2008 Festiwal KdT startuje już w czwartek! Obraz Czwartek, 10.04.2008 Homobiografie: Tęczowe historie słynnych polskich pisarzy Obraz Poniedziałek, 25.06.2012 Gejerel Obraz Czwartek, 25.09.2008 zBOOKi - Felietony o książkach (10)
Inne tematy
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się