W Krakowie już po raz drugi obchodzone będą
urodziny króla Władysława III - władcy, którego "skłonność do rozkoszy męskich" była tajemnicą poliszynela. W tym roku powodów do radości mamy więcej - organizatorzy sugerują, że
"Rzeczpospolita Polska jest jedynym krajem na świecie który nigdy nie karał w swoim świeckim prawie karnym za homoseksualizm. (...) Zanim powstało słowo gej czy homoseksualista polscy mężołówcy cieszyli się tolerancją, która dotykała też inne mniejszości społeczne" - czytam i wierzyć mi się nie chce...
"To nie ma nic wspólnego z nauką" - komentuje
dr Piotr Oczko, zajmujący się homoseksualnością w dawnej Rzeczypospolitej.
"Kary śmierci za homoseksualność istniały jeszcze wieku XVII i XVIII. Depenalizacja pojawiła się dopiero w tzw. kodeksie napoleońskim. Jeżeli w Polsce było nieco łagodnej, to nie przez bardziej liberalne przepisy, ale przez powszechnie panujący w Rzeczypospolitej bałagan i brak poszanowania prawa oraz małą gorliwość w jego egzekwowaniu. Zachowały się jednak przerażające narzędzia tortur przeznaczone dla homoseksualistów, metalowe gruszki, które włożone do odbytu rozrywały ciało" - tłumaczy ekspert.
Dr Piotr Oczko jest autorem artykułu
"Dlaczego nie chcę pisać o staropolskich samcołożnikach? (Przyczynek do archeologii gay studies w Polsce)", który ukazał się w zeszłym roku na łamach dwumiesięcznika
"Teksty Drugie". Znajdziemy tu m. in. historię Wojciecha z Poznania, który w roku 1561 stanął przed sądem kazimierskim.
"W Krakowie wziął ślub z Sebastianem Słodownikiem i mieszkał z nim dwa lata w Poznaniu. Tam zezwolił Sebastianowi na posiadanie niewiasty, sam również żył z kobietą. Gdy powrócił do Krakowa, ponownie wziął na Kazimierzy ślub, tym razem z Wawrzyńcem Włoszkiem. W opinii publicznej uchodził za kobietę. Za wykroczenia przeciw naturze spalony został". "Dla osób homoseksualnych prawo magdeburskie było bezlitosne" - pisze Oczko i przytacza odpowiedni fragment:
"Gdzie by kto takowy naleziony był, żeby albo z bydlęciem, albo chłop z chłopem przeciw przyrodzeniu sprawę miał, takowi mają na gardle być skarani, a według obyczaju ogniem mają być spaleni, bez wszelkiego zmiłowania, ponieważ to haniebny i sromotny grzech jest i ma być karan".Komentując euforycznie sformułowaną informację prasową organizatorów Marszu Tęczowej Tradycji i Kultury, należałoby także poświęcić trochę miejsca sprawcy tego całego zamieszania - Władysławowi Warneńczykowi.
"O homoseksualnych Królach nadal pisze się niewiele, ale tradycję tą zapoczątkował katolicki duchowny - Jan Długosz sugerując homoseksualizm Króla Władysława III (zachowano oryginalną pisownie)" - dowiadujemy się z "prasówki". Nie dowiadujemy się jednak, w jakim kontekście Długosz pisał o homoseksualności polskiego króla. Otóż znany kronikarz twierdził, że śmierć króla pod Warną była karą za "grzech sodomski". Władysław III
"skłonny do rozkoszy męskich, ani w czasie pierwszej wyprawy przeciw Turkom, ani w czasie tej drugiej, którą wtedy prowadził, gdy szalała wojna, gdy naokoło panował strach i było mnóstwo wrogów przy garstce jego wojska, kiedy należało przebłagać miłosierdzie Boże i pozyskać je sobie, on, nie zważając zupełnie na własne niebezpieczeństwo i na zagrożenie całego wojska, nie porzucał swych, przeciwnych czystości, wstrętnych rozkoszy" - oburzał się Długosz (J. Długosz, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Warszawa 1981 r.).
W okresie powojennym polskie prawo karne było wyjątkowo liberalne w kwestiach związanych z obyczajowością, na co także zwracają uwagę organizatorzy krakowskiego święta tolerancji. Faktycznie - nawet w PRL-u nie karano za stosunki seksualne między mężczyznami. To niestety jedyny powód do radości a w dodatku niewielki, gdyż osoby homoseksualne były narażone na prześladowania przez służby bezpieczeństwa oraz milicję. Klasyczny przykład przytacza
Krzysztof Tomasik w artykule "Homoseksualizm w PRL-u", opublikowanym przez "Krytykę Polityczną". Tomasik cytuje w nim fragment pamiętnika
Grzegorza Musiała: "[Józio] opowiada o swym znajomym z Gdańska, lekarzu czy adwokacie, bardzo pięknym, o którym bezpieka wiedziała, że jest 'taki'. Przesłuchiwano go przez parę dni, po kilkanaście godzin dziennie - chcieli mieć przez niego 'wejście w środowisko'. Nic nie powiedział, nic nie podpisał, w nagrodę dali go do celi recydywistów, gdzie pięciu drabów gwałciło go jeden po drugim. Józio widział się z nim niedawno. Mówi: 'To już jest zupełnie zrujnowany człowiek'". Czy to faktycznie tradycja, do której powinniśmy się odwoływać?
Nie chcę psuć zabawy uczestnikom krakowskiego święta ani zniechęcać organizatorów, bo ich zamiary były z pewnością słuszne. Trudno jednak nie komentować tez o polskiej tradycji tolerancji wobec osób homoseksualnych. Takich tradycji niestety nie mamy. Nie sposób też nie odnieść się do półprawd i błędów, którymi naszpikowane są informacje publikowane nie tylko przez media LGBT. Mam nadzieję, że przyszłym roku ponownie spotkamy się w Krakowie i tym razem nie będziemy namawiani do radowania się z polskiej tradycji mordowania i torturowania
samcołożników.
Nawiązując do tak krytycznych opinii o wikipedii - nie wszystko w niej umieszczone jest chłamem. Jeżeli artykuł posiada fachowo sporządzone przypisy (w tym do prac naukowych) i zawarte w nim informacje są weryfikowalne, nie rozumiem aby uznawać taki artykuł za szajs. Z mojej strony wielkie uznanie dla przedsięwzięcia jakim jest wikipedia, która daje możliwość sporej społeczności ingerowania w kreowanie wiedzy, weryfikacji zawartych w niej informacji, ale przede wszystkim informacje te są dostępne dla rzeszy ludzi bez dodatkowych opłat. Zatem dostęp do wiedzy i jej tworzenie nie ograniczają się do zamkniętej elity naukowej, ale są udziałem wielu ludzi, którzy nie mieli możliwości pójść ścieżką scjentystyczną. Z wikipedii korzystają masy ludzi, więc może lepiej starać się przyczynić do rozwoju tego źródła wiedzy, aby było ono dobre, a nie skreślać je na całej linii kwestionując jego wartość.
To proszę bardzo - zacytuj (zacytuj - nie wymyślaj własnych, niewypowiedzianych) jedną tezę (http://pl.wikipedia.org/wiki/Teza), z którą się tak bardzo nie zgadzasz :)
Szkoda tylko, że przy całej pewności siebie i elokwencji nie rozumiesz co znaczy kultura krytyki.. I jak rozumiem, twoi profesorowie jeszcze cie jej nie nauczyli. A może uczyli, tylko nie uważałeś na lekcjach. Jak powiadają Anglicy - "the tone makes the music". Mnie również nie zależy na dyskusji z tobą. Nie lubię pyszałków i arogantów.