Niemcy mają swoją aferę lodziarską. O lodziarni Dolce Freddo, położonej przy Maassenstraße w samym centrum gejowskiego trójkąta w berlińskiej dzielnicy Schöneberg i proteście jaki miał tam miejsce w minioną sobotę 9 maja rozpisuje się prasa bulwarowa i poważne tygodniki...
Niemcy mają swoją aferę lodziarską. O lodziarni Dolce Freddo, położonej przy Maassenstraße w samym centrum gejowskiego trójkąta w berlińskiej dzielnicy Schöneberg i proteście jaki miał tam miejsce w minioną sobotę 9 maja rozpisuje się prasa bulwarowa i poważne tygodniki. O lodziarni głośno zrobiło się jakiś czas temu, kiedy gazeta Tagesspiegel opisała jak jej właściciel, Paolo Savaris traktuje klientów. Paolo jest klasycznym, niereformowalnym homofobem. Już kilkakrotnie zwrócił na siebie uwagę wygłaszając obraźliwe opinie o gejach a nawet wyrzucając klientów z lokalu. Gejów i lesbijek w okolicy są całe tłumy. Corocznie, na Maassenstraße odbywa się kolorowy gejowski festyn i oczywiste jest, że geje i lesbijki tłoczą się, by kupić mrożone smakołyki Paola. Zamiast się cieszyć - właściciel nie posiada się z oburzenia.
Kilka dni temu, miarka się przebrała. Do Dolce Freddo przyszła para lesbijek. Dziewczyny umówiły się tam ze znajomymi, a czas oczekiwania w ulicznym ogródku skracały sobie pocałunkami. Rozsierdzony Paolo wypadł na zewnątrz i złorzecząc oznajmił żeby się wynosiły, a dlaczego - to same wiedzą. Zrugał też innych gości, którzy stanęli w obronie dziewczyn, dopytując czy przypadkiem nie są pedałami. W samym środku tej kanonady wyzwisk zjawiła się policja.
Na pytanie reportera Tagesspiegel, właściciel lodziarni oznajmił, że lokal i ogródek to teren prywatny i może na nim robić co chce. A na pewno nie chce by dwie kobiety obściskiwały się publicznie, bo to demoralizuje dzieci i przeszkadza sąsiadom wyznania mahometańskiego. Na forum pod artykułem zaroiło się od opisów różnych wybryków i zaczepek jakich w przeszłości dopuścił się Paolo.
Zaledwie w minioną środę, działająca na portalu Facebook grupa Queere Berliner wezwała do akcji protestacyjnej pod lodziarnia przy Maassenstraße. Miał to być klasyczny happening w formie całowania się i wymiany pieszczot.
Około godziny 14.00 przed lodziarnią zjawiło się około dwóch tysięcy osób! Agresywny Homofob Paolo najpierw sądził że nadchodzi definitywny koniec heteroseksualnego świata, potem kazał zamknąć salon. Zza kordonu policji niczym w koszmarnym śnie obserwował tłum gejów i lesbijek, transwestytów i drag queen kłębiący się, transparenty i flagi na jego "prywatnym terenie". Ludzie wołali: "Przeproś nas!", "Wynoś się tam skąd przyszedłeś", "My tu jesteśmy od stu lat". Jakiś włoski gej krzyczał "Wstydzę się za ciebie". Po jakimś czasie, osłaniany przez policję wyszedł na zewnątrz i zaczął tłumaczyć, że to wszystko nieporozumienie, że wcale nic nie ma przeciwko gejom i lesbijkom. Wreszcie - wydusił z siebie: "Przepraszam".
Janusz Marchwiński
i zamówie Duuużą porcję lodów z truskawkową polewą :D
A jednak przeprosił :D
Przepraszam za ironie... ale gdzie sa granice? Czy ktos moze odmowic obslugi, jesli calujesz sie w jego lokalu? Czy ktos moze odmowic Ci sprzedazy mleka w sklepie, bo wszedles do niego pod reke z chlopakiem? czy ktos moze nie sprzedac Ci gazety, bo masz przypinke z gejowskim symbolem?
hohenzollern przez samo
chuj przez ch
itd :)
Ale tu stało się o wiele więcej. Po pierwsze - wszystkich należy traktować równo i nie jest to żadne widzimisię, tylko obowiązujące prawo. Z tego co piszą niemieckie media, dziewczyny faktycznie tylko się obściskiwały (myślę, że chcąc komentować jakiś artykuł, należy wyjść z założenia, że jego treść jest prawdziwa, lub znaleźć źródło, które twierdzi coś innego - inaczej dyskusja przybiera charakteru czytania z fusów). Reakcja Berlińczyków nie była też wcale przesadzona. Niemcy mają już swoje doświadczenia, związane z nieobsługiwaniem różnych grup, więc to dobrze, że są przeczuleni. Pozytywne jest też to, że sprawa nie została rozwiązana przed sądem, lecz przez społeczeństwo, które z pełnym poszanowaniem prawa (nie było potłuczonych szyb czy innego uszkodzenia mienia). Nam może wydawać się to trochę dziwne, bo w Polsce społeczeństwo obywatelskie jest w powijakach i strony konfliktu straszą się sądami lub nie reagują wcale. Dojrzałe społeczeństwa tak właśnie rozwiązują problemy. Tak więc można się pośmiać trochę z tej historyjki, ale można się też chyba wiele nauczyć.