Chodząca legenda polskiej muzyki rozrywkowej, od ponad 30 lat na scenie. Wraz z Maanamem wydała kilkanaście płyt i zagrała setki koncertów, ale ma też na swoim koncie projekty solowe. Najnowszy z nich to stworzony wraz z grupą 5th Element album "Metamorfozy", na którym znajdą się zarówno premierowe piosenki, jak i nowe, elektroniczne wersje największych przebojów Maanamu. Płyta ukaże się we wrześniu, a "Replika" z tej okazji postanowiła zapytać Korę o jej stosunek do gejów i lesbijek...
Chodząca legenda polskiej muzyki rozrywkowej, od ponad 30 lat na scenie. Wraz z Maanamem wydała kilkanaście płyt i zagrała setki koncertów, ale ma też na swoim koncie projekty solowe. Najnowszy z nich to stworzony wraz z grupą 5th Element album "Metamorfozy", na którym znajdą się zarówno premierowe piosenki, jak i nowe, elektroniczne wersje największych przebojów Maanamu. Płyta ukaże się we wrześniu, a "Replika" z tej okazji postanowiła zapytać Korę o jej stosunek do gejów i lesbijek.
Michał Muskała: Od wielu lat uczestniczysz w kampaniach na rzecz tolerancji i równości. Na początku lat 90. było to wsparcie dla chorych na AIDS, obecnie są to akcje w rodzaju "Nie toleruję nietolerancji" czy "T-shirt dla wolności", gdzie nosiłaś koszulkę z hasłem "Mam dwóch tatusiów". Czy podobne zaangażowanie jest dla ciebie czymś naturalnym?
Kora: Oczywiście, w końcu jestem laureatką Tęczowego Lauru. Akcje, w których bierzemy udział z Kamilem [Sipowiczem - dop. red.], wynikają z tego, że wszystko wygląda jak wygląda, dyskryminacja jest powszechna. Poza tym mamy wśród przyjaciół gejów i lesbijki, w naszym środowisku homoerotyka jest niemal czymś powszechnym. Wszyscy mężczyźni ze świata mody, z którymi się przyjaźnimy, są gejami.
Wydaje się jednak, że kiedyś bardziej zdecydowanie zabierałaś głos w sprawach publicznych.
Przez długą część młodego życia było we mnie bardzo dużo gniewu i agresji, których nie byłam w stanie powściągnąć. Oczywiście teraz tego już nie ma, ale wciąż mam w sobie odwagę i siłę na przełamywanie lęków, bo przede wszystkim osłabia nas lęk i wstyd. Dziś nikt mnie już nie atakuje w tak brutalny sposób jak kiedyś, bo stoi za mną ogromne doświadczenie i własne przekonania. Poza tym zmieniam się, nawet jeśli pewnych rzeczy sobie nie uświadamiam, to czytam, oglądam, coś się odmyka, okazuje się, że zrobiłam następny krok.
Jak myślisz, dlaczego mimo iż tak wielu gejów i lesbijek jest w środowisku artystycznym nieliczni zdobyli się na ujawnienie? Świetnie widać, jak to działa, nawet na przykładzie Hollywood.
Decydujące są chyba pieniądze i strach przed zaszufladkowaniem, więcej jest jednak ról heteroseksualnych mężczyzn i kobiet. Wydaje się, że takiej aktorce jak Jodie Foster, która zawsze grała mocne, niezależne postacie, coming out nie zaszkodzi, a jednak zdobyła się na niego dopiero teraz. Za to Rupert Everett ciągle gra nieszablonowe postacie. Na szczęście wszystko się zmienia, także jeśli chodzi o pokazywanie homoseksualizmu na ekranie, czego świadectwem choćby gigantyczny sukces "Tajemnicy Brokeback Mountain".
Myślisz, że na ukrywających się homoseksualistach powinna być wywierania presja, żeby się ujawnili?
Nikogo nie można do niczego zmusić, choć zrozumiałe jest oczekiwanie jasnej deklaracji od osób opiniotwórczych czy gwiazd. Środowisko gejowsko-lesbijskie uważa, że takie coming outy są dobre dla dyskryminowanej mniejszości. To prawda, trzeba się jednak jeszcze zastanowić, co ma do powiedzenia w tej kwestii zainteresowana osoba, czy ma warunki do ujawnienia się, czy jest na to gotowa.
Tak jak w przypadku Tomasza Raczka?
Dokładnie. Tomek jest teraz niezależny, ma własne wydawnictwo, przeprowadził się, przebywa często za granicą. Myślę, że z jednej strony przyniosło mu to ulgę, ale też mógł sobie na to pozwolić. W jego przypadku znaczenie miał zapewne także związek z Marcinem Szczygielskim, w przypadku relacji, która trwa kilkanaście lat, tajemnica może ciążyć. Wiemy, jak było u Jerzego Waldorffa, który dopiero w autobiografii ["Taniec życia ze śmiercią" - dop. red.] dał znak o swojej seksualności, a mówię tutaj o kilkudziesięcioletnim związku.
W przypadku osób ze starszego pokolenia trzeba też pamiętać o uwarunkowaniach historycznych, w końcu przez wiele lat żyliśmy w bardzo zakłamanym czasie. Za komuny wszędzie panowała purytańska moralność. Nikomu nawet się nie śniła możliwość publicznej deklaracji preferencji seksualnych, było to źle postrzegane przez wszystkie środowiska, zwłaszcza oficjalne.
A kto twoim zdaniem ma dziś największy wpływ na podtrzymywanie uprzedzeń wobec osób homoseksualnych?
Nasza kultura, katolicki światopogląd. Kościół ma ogromną władzę, wkracza w sposób niedopuszczalny w najbardziej intymne sfery życia. Jest to dla mnie sytuacja karygodna. Jednocześnie największe afery seksualne wychodzą ze środowisk związanych z kościołem, tych, gdzie teoretycznie jest celibat.
Często działa owczy pęd, przypadek tłumu kierowanego przez "autorytety". Społeczeństwo jest niedowartościowane, zawsze szuka chłopca do bicia, kogoś, na kim można się wyżyć. Duże znaczenie ma też język. Osoby heteroseksualne często nawet nie słyszą albo nie skupiają się na tym, jak wulgarny jest język używany wobec mniejszości. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni, a występuje cała masa określeń osób homoseksualnych, które są potwornie dyskryminujące, brutalne i brzydkie.
Te określenia rzadziej dotyczą lesbijek. One są mniej dyskryminowane?
Wydaje się, że jest to zupełnie inna historia. Lesbijek się nie widzi, zaobserwowałam to nawet w rodzinach ze mną zaprzyjaźnionych. Szybko został tam rozpoznany homoseksualizm chłopców, natomiast długo rodzice nie wiedzieli o lesbijstwie swojej córki. Tak było zresztą zawsze, chłopiec w parze z chłopakiem zwraca uwagę, dziewczyna z dziewczyną nie. Nigdy nie było problemu z tym, że dziewczyny całują się, chodzą za rękę, śpią w jednym łóżku.
Czym tłumaczyłabyś w takim razie te różnice?
Powszechnie uważa się, że między dziewczyną a dziewczyną seks jest - upraszczając - ładny, mężczyźni heteroseksualni lubią na to patrzeć, to ich podnieca. U heteroseksualistów nawet mowy nie ma o wyobrażaniu sobie seksu pomiędzy mężczyznami.
Ale nie chodzi przecież tylko o seks.
Oczywiście. Sprowadzanie wszystkiego do sfery seksu jest okropnym uproszczeniem. Występują związki pomiędzy kobietami i mężczyznami, które są zupełnie pozbawione seksu i to nic nie znaczy, mogą to być bardzo wysublimowane relacje. Ja w ogóle uważam, że człowiek nie jest prosty i nie ma czegoś takiego jak stuprocentowy heteryk i heteryczka, jesteśmy bardzo złożeni. Sama nie lubię jednoznacznych zachowań, bo jestem niejednoznaczna. Gdy byłam dzieckiem, chciałam być cudną dziewczynką i jednocześnie chłopcem, w tak samo intensywnym stopniu. Największym dla mnie komplementem było, gdy jechałam tramwajem i inni pasażerowie mówili do mnie "chłopczyku przesuń się". Byłam w dziesiątym niebie. Z drugiej strony śniły mi się staniczki.
W pewnym momencie jednak wybrałaś, na coś się zdecydowałaś.
Wolę być z mężczyzną, bo ta energia mi odpowiada. Jestem w stanie zrozumieć, że kobieta będzie się dobrze czuła z kobietą czy mężczyźni w parze, bo w moim przekonaniu najdziwniejszy i najtrudniejszy jest właśnie związek kobiety z mężczyzną.
Rozmawiał: Michał Muskała, współpraca: Krzysztof Tomasik.

Wywiad ukazał się w 13. numerze wydawanego przez KPH magazynu "Replika". Pismo dostępne jest za darmo w klubach gej&les na terenie całej polski oraz w prenumeracie.
Prenumerata (6 numerów) kosztuje tylko 48 zł. Co dwa miesiące otrzymasz "Replikę" prosto do domu. Wpłat na prenumeratę należy dokonywać na: Kampania Przeciw Homofobii, numer konta: 35 2130 0004 2001 0344 2274 0001, z dopiskiem: Replika - prenumerata (darowizna) oraz podaniem dokładnego adresu do przesyłania magazynu.
Redakcja portalu innastrona.pl dziękuje za udostępnienie materiału.
http://pl.youtube.com/watch?v=mVCGJC1zpC4 - link do kawałka z nowej płyty, dla mnie świetne.
Pytanie jest: co możemy z tym zrobić? Jestem pewien, że bardziej lub mniej łagodne prośby typu "Nie nazywajcie nas pedałami, to obraźliwe" przynoszą wyłącznie przeciwny skutek: Skoro boli cię, jak wołam na ciebie pedał, to właśnie tak cię będę nazywał!
O wiele skuteczniejszą metodą jest obniżanie znaczenia "słów obraźliwych". Na "ty, pedale" odpowiedzieć: "Ależ owszem, pedał, i to jaki!" Wyśmiejmy te przezwiska, pokażmy, że one na nas nie działają, że sami się z nich śmiejemy!
Poza tym ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego, co mówią. A mówią to, czego powiedzieć by naprawdę nie chcieli. Pamiętam jak jeszcze przed moim coming outem niektórzy znajomi wyśmiewali się przy mnie z gejów. Mnie to bardzo bolało i blokowało przed powiedzeniem im prawdy. Skoro śmieją się z gejów, to jak im powiem, żem je gej, to będą się śmiać ze mnie - myślałem. To nieprawda. Jak już im powiedziałem o sobie, okazali mi dużo wsparcia.
Smutne to, choć prawdziwe co powiedział Kora, że język nasz codzienny przeładowany jest nienawiścią do inności. Jednak spoglądając na tę sprawę bardziej optymistycznie, zauważymy, że te często niemiłe dla naszych pedalskich uszu zwroty są tak popularne, że właściwie ludzie używają ich mechanicznie, bez zastanowienia - dzięki czemu nie mają one dla nich większego znaczenia. Niech nie mają tez dla nas.
Trochę gej, nieco pedał, z lekka ciota
Aż Łukasz
Wszyscy bija brawo KOrze, a ja wciaz uwazam, ze powiedziala za malo. Kto jak kto, ale ona moglaby byc w koncu bardziej personalna...
Niemniej, cudownie, ze na starosc nie wycofuje sie zupelnie w tym temacie. Slowem- tak, biojmy brawo, madra KOra. Chyba za duzo oczekuje.