Ledwie opadł kurz po wielotysięcznej, roztańczonej i rozśpiewanej demonstracji, a już uczestników Marszu czekała kolejna, finałowa atrakcja: Koncert Galowy wieńczący Dni Równości. Koncert rozpoczął się ostatecznie się dopiero około godziny dziewiątej i niejako na żądanie zgromadzonych, na szczęście w pełni rekompensowała oczekiwanie. Imprezę moderował w tym roku - dosyć zgrabnie - dziennikarski duet Anna Laszuk/Mariusz Szczygieł...
- Marcin Pietras -
Ledwie opadł kurz po wielotysięcznej, roztańczonej i rozśpiewanej demonstracji, a już uczestników Marszu czekała kolejna, finałowa atrakcja: Koncert Galowy wieńczący Dni Równości.
Przyjazd na początek imprezy o godzinie 19.00 okazał się jednak nadgorliwością o takim jednakże pozytywnym skutku, że z czasem zabrakło miejsc siedzących. Z drugiej strony trudno powiedzieć, aby sala Skarpy pękała w szwach: mimo wystarczającej ilości czasu, pozwalającej dotrzeć największym ociągaczom, oczekiwania organizatorów na zapełnienie także górnego poziomu klubu spaliły na panewce. Być może znów psychologiczną barierą nie do pokonania okazała się cena biletu zestawiona z kosztami standardowego weekendowego wjazdu do klubu. Złudna, zważywszy na produkt i atrakcje, które za tę kwotę zaoferowała Fundacja.
Koncert rozpoczął się ostatecznie się dopiero około godziny dziewiątej i niejako na żądanie zgromadzonych, na szczęście w pełni rekompensowała oczekiwanie. Imprezę moderował w tym roku - dosyć zgrabnie - dziennikarski duet Anna Laszuk/Mariusz Szczygieł. Część oficjalna obfitowała w znane nazwiska, głównie na okoliczność wręczenia po raz pierwszy nagrody "Hiacynta", nazwą nawiązującej do niesławnej akcji rejestrowania homoseksualistów w późnym Peerelu. Ale "Hiacynt" to także wdzięczny kwiatek, który wręczano osobom według Fundacji szczególnie zasłużonej dla sprawy Równości.
Wśród osób przekazujących wyróżnienie pojawili się Kazimiera Szczuka i Tomasz Raczek, a odebrali je m.in. scenarzysta Magdy M. (za postać Sebastiana), przedstawiciele koncernu Coca-Cola (za kampanię Burna), Tadeusz Bartoś (za ekumenizm oświecony) oraz Katarzyna Bielas (za dziennikarstwo człowiecze). Od biznesu do duchowości - ze sceny padały wyrazy sympatii, wsparcia i mądre słowa. Owację na stojąco zebrała bossska Krystyna Janda, która przyznanie jej "Hiacynta" (za queerowy repertuar po-le-madame) przyjęła rzeczowym 'spośród wielu nagród, ta jest dla mnie najważniejsza', oraz zielona eurodeputowana Claudia Roth, której porywająca mowa w obronie indywidualizmu i różnorodności poderwała publiczność z miejsc.
Strzałem w dziesiątkę okazały się tegoroczne występy artystyczne. Polskie ulubienice sprawdziły się na scenie o wiele skuteczniej, niż ubiegłoroczny występ dinozaurowatego Jimmiego Sommervilla. Reni Jusis w skórzanym emploi (które w trakcie występu konsekwentnie dekonstruowała) zaprezentowała rzetelny zestaw swoich największych przebojów, już w połowie pierwszego zapełniając szczelnie parkiet pod sceną. Doskonała forma i nastrój, wciągnięcie (dosłowne) publiczności do zabawy, profesjonalna oprawa sceniczna z projekcjami w tle i zaskakująco dobra realizacja dźwięku - wszystko to ostatecznie rozgrzało atmosferę.
Zwieńczeniem wieczoru stał się recital Kayah, profesjonalnej w każdym calu. Wokalistka po raz kolejny pokazała swoją wszechstronność, rozpoczynając występ klubowym medleyem 'Córeczki' oraz 'Anioł wiedział'. Potem już było bardziej tradycyjnie, ale w repertuarze artystki nigdy nie brakło przecież kawałków, do których do woli można się wyskakać. Co niżej podpisany przećwiczył bardzo konsekwentnie.
Podsumowując: koncert mimo swej podniosłości i taneczności kameralny, za to na pewno udany i dużo profesjonalniejszy od ubiegłorocznego, uderzający dopracowaną oprawą sceniczną, jakiej nie powstydziłby się niejeden event.
Strach pomyśleć, jak wyglądać będzie warszawska gala za kilka lat, na którą warto chyba z góry w ciemno serdecznie zaprosić.