W niedzielę zakończyła się kolejna odsłona OFF Festival. I chociaż jechałam do Katowic z poczuciem, że zeszłorocznego line-upu nic nie pobije, jak zwykle wróciłam zachwycona i muzycznie zainspirowana.
Oczywiście nie zabrakło i muzycznych odkryć. Piękny koncert dała
Chelsea Wolfe. W muzyce tej amerykańskiej artystki odnalazłam trochę PJ Harvey, trochę Cat Power, były pokręcone gitary, był folk, był gotycki wręcz klimat. Album Wolfe z 2011 roku ma tytuł "Apokalypsis", zeszłoroczny – "Pain Is Beauty": pomyślałam sobie, że tytuły te doskonale oddają muzykę artystki z Los Angeles.
Piękny koncert (w strugach deszczu na zewnątrz namiotu eksperymentalnego) dał
Evan Ziporyn. Profesor na prestiżowym Massachusetts Institute of Technology, klarnecista, kompozytor, jeden z ważniejszych awangardowych muzyków ostatnich lat, który współpracował m.in. z Brianem Eno. Ambientowo-minimalistyczny występ, podczas którego Ziporyn grał na klarnecie basowym na długo zostanie mi w pamięci.
(oprac. md)