Marcel od kuchni
Tego jeszcze na Queer.pl nie było! Lubicie gotować? Zapraszamy do naszego kuchennego cyklu. Dziś propozycja obiadowa Marcela. Zapraszamy Was do dzielenia się z nami Waszymi ulubionymi - sprawdzonymi przepisami!
Dziwactwo o smaku wszystkiego, ale wielbicielom makaronów i włoskiej kuchni na pewno posmakuje. Plus za łatwość przygotowania, minus za szybkość znikania z talerza.
Ingrediencje (na jedną osobę):
– 100 g makaronu spaghetti (stąd nazwa chyba, nie?!)
– 2 żółtka
– boczek, tudzież inne mięsiwo nadające się do smażenia (3-6 plastrów)
– ser żółty
– sól i pieprz do smaku plus ewentualnie coś zielonego do ozdobienia
Boczek, boczek, boczek. Surowy lub podwędzany, ale nie za mocno, bo w ryj! Niech będzie troszkę tłusty, niech będzie poprzerastany, bo i tak się wytopi. W przypadku braku boczku (lub jak u mnie niewystarczającej jego ilości) można dorzucić inne mięso, np. karkówkę. Co do sera, wyjątkowo sugeruję inny niż delikatna mozzarella: gouda czy nawet parmezan doda daniu fajnego aromatu, który będzie ładnie współgrał z usmażonym boczkiem. Ziółka? Sure, że tak: coby nam bliżej słonecznej Italii było, weźmy listek czy sto bazylii, a jeśli akurat coś innego kwitnie nam na parapecie, np. szczypiorek, to też się nada. Jak zwykle w mojej kuchni metawarunkiem doboru składników jest pre-fe-ren-cja.
Preparacja:
1) Makaron gotujemy al dente zgodnie z zaleceniami producenta. Pamiętajcie, że jeśli wpadniecie na absurdalny pomysł posolenia wody, to zróbcie to dopiero po jej zagotowaniu się, w przeciwnym razie będziecie dłużej czekać, aż się zagotuje.
2) Boczek kroimy w kosteczkę i smażymy na niewielkiej ilości masełka, chyba że jest dość tłusty, to wtedy obejdzie się bez dodatkowej porcji tłuszczu. Dodatkowo żeby „zebrać” cały aromat i smak boczku z patelni, można go podlać niewielką chochelką wody z gotującego się makaronu.
3) Do żółtek dodajemy ser, nieco soli i sporo pieprzu (plus ewentualnie zioła), a następnie całość mieszamy w dużym naczyniu. Dlaczego? Zobaczycie poniżej. Z solą jak zwykle uważajcie, ponieważ jeśli boczek będzie słony i jeszcze tu nawalicie pół kilo, to nie gwarantuję, że dożyjecie do sprzątania po obiedzie.
4) Po ugotowaniu makaronu nie hartujemy go, bo to nie szkło, tylko odcedzamy i wrzucamy na minutę czy dwie na patelnię do boczku (jeśli robiliście myk z wodą z gotowania makaronu, to oczywiście zanim wrzucicie makaron do boczku poczekajcie, aż woda wyparuje z patelni).
5) Następnie z gorącej patelni przerzucamy makaron z boczkiem do naczynia z żółtkami i mieszamy; ser się rozpuści i jajka delikatnie zetną pod wpływem ciepła mięsa i makaronu. Można też żółtka wlać na patelnię i wymieszać, ale to wymaga wprawy, bez której łatwo o dosłowną jajecznicę. I której nie je się z makaronem.
Przed podaniem warto sypnąć jeszcze nieco sera i coś zielonego, ale to już zostawiam sumieniu każdego z osobna.
Smacznego!
Podszedłem do okna, odsłoniłem firankę i widzę, że jedyne co kwitnie u mnie w domu to jakiś paprotko-podobny kwiat. Chyba się nie nada.
Nie wiem, ale twoja wypowiedź ocieka zazdrością. :-)
@Marcel: Mam wszystko oprócz sera, a do sklepu się nie wybieram. Myślisz, że jest sens robić takie spaghetti?