Jarosław Gowin po raz kolejny wypowiedział się w kwestii osób LGBT. Przypomnijmy jego słowa z niedawnego wywiadu dla Onetu:
Z jednej strony jako konserwatysta wierzę w tradycyjne wartości i uważam, że w Europie szerzy się pewna ideologia, która jest z tymi wartościami sprzeczna. Z drugiej strony wiem, że każdy człowiek zasługuje na taki sam szacunek, bez względu na kolor skóry, płeć czy orientację seksualną. My, ludzie prawicy, musimy używać precyzyjnego języka, żeby w naszych wypowiedziach obrona wartości nie mieszała się z atakiem na ludzi o odmiennych poglądach czy orientacji.
Wczoraj z kolei polityk Porozumienia był gościem programu "Fakty po Faktach" w TVN24. Wypowiedział się w podobnym tonie co wcześniej:
Jestem konserwatystą, wierzę w takie wartości jak rodzina, małżeństwo definiowane jako związek kobiety i mężczyzny. (...) Czym innym jest obrona wartości, a czym innym używanie języka, który może uderzać w poczucie godności osób o odmiennych poglądach, czy odmiennej orientacji seksualnej. Tego ostatniego w imię obrony tradycyjnych wartości powinniśmy za wszelką cenę unikać.
Gowin był pytany także o Przemysława Czarnka i jego nagonkę na osoby LGBT. Wicepremier bronił ministra edukacji i nauki, mówiąc:
"z całą pewnością nie miał na myśli osób, które mają odmienną orientację seksualną, homoseksualistów", tylko "miał na myśli pewne zachowania". Dodał:
Nie pochwalam takiego języka, ale proszę nie odmawiać nam, ludziom o wrażliwości konserwatywnej, przywiązanym do tradycyjnego etosu chrześcijańskiego, prawa do definiowania małżeństwa w taki sposób, jaki definiujemy.
Komentarz:
Słowa Gowina z całą pewnością są hipokryzją. Z jednej strony mówi o tym, jak ważny jest język, którego się używa, a z drugiej broni Czarnka, znanego z używania obrzydliwych słów. Jeśli nie miał według Gowina na myśli "homoseksualistów", to o kogo mu w takim razie chodziło? Jest to pytanie retoryczne, bo wszyscy dobrze wiemy, jak również sam Czarnek doskonale o tym wie.
(jg)