Wczoraj
w wieku 100 lat zmarł aktor Witold Sadowy. Przez wiele lat grał w różnych warszawskich teatrach, m.in. w Teatrze Rozmaitości, Polskim czy Komedii. Na aktorskiej emeryturze był felietonistą teatralnym i pisał recenzje spektakli, a także książki na temat teatru.
W styczniu w materiale "Sto lat Witolda Sadowego" dla TVP Kultura
dokonał publicznego coming outu. W środowisku aktorskim jego orientacja nie była tajemnicą, gdyż przez ponad 50 lat był
w związku z inżynierem Janem Ryżowem. Jednak jak sam mówił, nigdy nie obnosił się z tym, więc dla mediów było to zaskoczeniem.Pod koniec wspomnianego filmu Sadowy został zapytany o to, "czy czegokolwiek żałuje?". Odpowiedział, że nigdy się nie ożenił, nie miał dzieci, czego trochę żałuje i dodał: "Ja się urodziłem inny i jestem gejem". "No już teraz wszystko powiedziałem jak na spowiedzi" - przyznał ze śmiechem.
Później udzielił wywiadu Onetowi, w którym mówił też o reakcjach na swój coming out. "Nie obnosiłem się ze swoją prywatnością. Nie było takiego zwyczaju. Wiedzieliśmy o sobie różne rzeczy, ale to nie miało znaczenia. Cóż to, gej czy lesbijka to są "trędowaci"? Liczy się talent i miłość do teatru. Nikt mi nie wytłumaczy, o co tu chodzi.
Człowiek jeden się rodzi heteroseksualny, drugi biseksualny albo homoseksualny. To nie od nas zależy. Tylko od Boga. Człowiek został podobno stworzony na obraz i podobieństwo boże. I kto o tym zapomina? Kler, który dzieli ludzi. I politycy, wśród których jest wielu homoseksualistów, a mimo to napędzają nienawiść do innych".
(jg)
Tak się przyjęło zamiast mówić wyjście z szafy lub ujawnienie się