W 2018 roku powstała w Londynie trupa Drag Syndrom, która skupia Drag Queen i Drag King z zespołem Downa. Artyści występowali m. in. w Tate Modern, gdzie zostali docenieni przez samą Królową Elżbietę. Niestety, mimo ogromnej pasji, zaangażowaniu i talentowi, wciąż dotyka ich problem dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność. Co dla niektórych jest "dobrym" powodem, aby odwoływać ich występy.
Drag Syndrome to wyjątkowa grupa/kolektyw, która gromadzi drag queen i drag king z zespołem Downa, powstała w 2018 roku z inicjatywy choreografa Daniela Vaisa. Swoje korzenie ma w Londynie, jednak obecnie występują także w USA. Artyści sami o sobie mówią: "jesteśmy pierwszą na świecie trupą drag, która w swoich szeregach ma wysoce uzależniające drag queens i drag kings z zespołem Downa!".
Performerzy w swoim dorobku mają występy m. in. w Tate Modern w Londynie, gdzie zostali uznani przez samą Królową Elżbietę.
Jednak pomimo ogromnego sukcesu, który odniosła grupa - dużym problemem jest wciąż dyskryminacja ze względu na niepełnosprawność członków i członkiń.
Ostatnio brytyjska trupa przygotowywała się do pierwszego występu w USA, gdzie mieli dać występ w ramach
ArtPrize Project 1,
publicznego festiwalu sztuki w Grand Rapids, w stanie Michigan. Grupa została zaproszona, aby zaprezentować swój program w Tanglefoot Studios, amfiteatrze znajdującym się na świeżym powietrzu i wyjątkowo przystosowanym do osób z niepełnosprawnościami.
Jednak właściciel miejsca,
Peter Meijer, republikański kandydat do Kongres, nie wyraził na niego zgody, twierdząc w liście do organizatorów festiwalu, że osoby z zespołem Downa muszą być chronione przed "wyzyskiem". "Osoby niepełnosprawne są wśród najbardziej wyjątkowych dusz wśród naszej społeczności" pisał, porównując osoby z zespołem Downa do dzieci. Według niego, grupa mogła zostać zmuszona lub wykorzystana, do robienia tego typu występów, ponieważ "nie są w stanie udzielić pełnej i świadomej zgody".
Wyrazy oburzenia złożył natychmiast
Chris Smit, współzałożyciel DisArt, grupy adwokackiej, która patronuje wydarzeniu. "Niektórzy ludzie, niestety, nie rozumieją, że osoby z niepełnosprawnościami potrafią wypowiadać się i myśleć za siebie" mówił dla magazynu Out. "To wszystko powstrzymuje jakąkolwiek możliwość rozwoju kulturalnego i rozkwitu kultury osób niepełnosprawnych" dodaje. Mężczyzna sam cierpi na rdzeniowy zanik mięśni, dlatego sprawę odebrał personalnie.
W oficjalnym oświadczeniu
DisArt możemy przeczytać, że "n
ie miało znaczenia, że ci Artyści mają wieloletnie, odnoszące sukcesy kariery o międzynarodowej renomie. Nie miało znaczenia, że po założeniu Drag Syndrome, jeden z pierwotnych członków otrzymał MBE od królowej Elżbiety II. Nie miało znaczenia, że inny wykonawca zdobył nagrodę dla najlepszego aktora na festiwalu filmowym w Cannes. Nie miało znaczenia, że artyści to także wybitni aktorzy i filmowcy, malarze, tancerze, piosenkarze i, co najważniejsze, ludzie. Nic z tego nie miało znaczenia w decyzji o wykluczeniu ich działania. Liczyła się tylko ich niepełnosprawność."Dodają: "
Jesteśmy głęboko zasmuceni, rozgniewani i przerażeni decyzją wykluczenia Drag Drag Syndrome z miejsca, które im przydzielono".
Na Instagramie grupy, jeden z członków, King Justin Bond, opublikował oficjalne oświadczenie, w którym mówi, że taki przejaw dyskryminacji to kolejne przypomnienie, że wciąż zbyt wiele osób uważa, iż zespół Downa jest "koszmarny", a artyści nie mają wystarczających umiejętności, aby występować na scenie. "Ale ja myślę, że mamy to wszystko, ponieważ zasługujemy i posiadamy prawo, żeby być w dragu i żeby występować" dodał.
Ostatecznie występ Drag Syndrome się odbędzie, udało się znaleźć nowe miejsce. Wydarzenie będzie miało miejsce w Wealthy Theatre, już 7-ego września.
(kb)