Zmiany w dokumentach od 14 roku życia
Stało się! Konserwatywny prezydent Chile, Sebastián Piñera, podpisał ustawę o uzgodnieniu płci, na podstawie której osoby transpłciowe powyżej 14 roku życia będą mogły dokonać zmiany zapisu dotyczącego płci w swoich oficjalnych dokumentach. Ale to nie wszystko: dodano też zapisek do zakazu dyskryminacji, dotyczący osób transpłciowych. "To nie tak, że konserwatywny prezydent powiedział "no trudno, zmusili mnie by to podpisać". Powiedział, że wie i rozumie, iż takie prawo może pomóc tysiącom osób w kraju i że gwarantuje, iż prawo antydyskryminacyjne będzie działać. To ważne, bo w Ameryce Południowej bywają i martwe prawa, szczególnie tego typu, gdzie sądy mogą coś uznać za dyskryminację lub nie" - tłumaczy mieszkający w Chile Mateusz Morawiec.
We
wrześniu donosiliśmy, że Kongres w Chile przegłosował 95 do 46 ustawę,
dotyczącą możliwości zmiany zapisu płci w oficjalnych dokumentach przez osoby transpłciowe - powyżej 14 roku życia. Wcześniej ustawa została zaakceptowana w Senacie. Najbardziej kontrowersyjną częścią projektu było umożliwienie korzystania z tego prawa nieletnim. Początkowo projekt zawierał zapis o osobach młodszych niż 14 lat, jednak nie udało się uzyskać wystarczającej ilości głosów za.
Warto dodać, że debata wokół ustawy, którą przedstawiła poprzednia prezydentka, Michelle Bachelet, trwała 5 lat.
Ustawę podpisał w środę konserwatywny prezydent, Sebastián Piñera.
Jak tłumaczy w rozmowie z nami mieszkający w Chile Mateusz Morawiec: "
Zapisek mówi, że każdy ma prawo do uznania prawnego zgodnie z własną tożsamością płciową, a tą uznaje się za 'osobiste, wewnętrzne przekonanie o byciu kobietą lub mężczyzną'". Dotyczy to także osób między 14 a 18 rokiem życia, które jednak - po wejściu w dorosłość, będą musiały potwierdzić, że swoją decyzję podtrzymują.
"Do zakazu dyskryminacji, który istniał już wcześniej, dopisano, że dyskryminacją jest również uznawanie, a w szczególności traktowanie osób transpłciowych jako chorych, nawet jakby to miało być robione w dobrych intencjach" - mówi Mateusz, dodając: "To nie tak, że konserwatywny prezydent powiedział "no trudno, zmusili mnie by to podpisać". Powiedział, że wie i rozumie, iż takie prawo może pomóc tysiącom osób w kraju i że gwarantuje, iż prawo antydyskryminacyjne będzie działać. To ważne, bo w Ameryce Południowej bywają i martwe prawa, szczególnie tego typu, gdzie sądy mogą coś uznać za dyskryminację lub nie".
(md)