"Ktoś chce mi potwornie zaszkodzić"
To dopiero historia! Na InstaStories Jacka Poniedziałka pojawiły się zdjęcia i wideo, które wiele osób mogły wprowadzić w zakłopotanie. Nie ma co owijać w bawełnę: obserwujący aktora mogli zobaczyć jego... penisa! Co na to sam Poniedziałek? "Moje konto zostało zhakowane. Padłem ofiarą przestępstwa. Ktoś mi robi straszną robotę, chce mi potwornie zaszkodzić. To ja jestem na zdjęciu, takich zdjęć wysłałem kiedyś komuś sporo. Nie wiem, kto chce mi zaszkodzić" - mówi w rozmowie z NaTemat.
O tym, że czasem celebryci pokazują w swoich mediach społecznościowych "za dużo" słyszeliśmy już wielokrotnie na zachodzie. W Polsce takie rzeczy dzieją się jednak trochę rzadziej... Czy Jacek Poniedziałek jest jednym z pierwszych? Z pewnością akurat nim szeroko zainteresowały się media, nie tylko plotkarskie.
Zaczęło się od tego, że na InstaStories Jacka Poniedziałka pojawiły się "roznegliżowane" zdjęcia oraz filmik, na którym aktor dość sugestywnie rusza ręką. Zdjęcia i film szybko zniknęły, ale w Internecie nic nie ginie...
Co na to sam Jacek Poniedziałek? "Moje konto zostało zhakowane. Padłem ofiarą przestępstwa. Ktoś mi robi straszną robotę, chce mi potwornie zaszkodzić. To ja jestem na zdjęciu, takich zdjęć wysłałem kiedyś komuś sporo. Nie wiem, kto chce mi zaszkodzić" - mówi w rozmowie z NaTemat.
Opublikował też oświadczenie na Facebooku.
Mamy nadzieję, że sprawa szybko się wyjaśni.
A czy Wam zdarzyło się przesyłać komuś takie zdjęcia i filmiki? Z pewnością trzeba uważać komu się je wysyła. Dbajcie o swoje bezpieczeństwo!
A może z drugiej strony już właśnie czas na dyskusję, że... nie ma się czego wstydzić?
(red)
Tam się zgadzamy, tu się różnimy. To, co sam robię, to moja sprawa i jeśli nawet coś zapisuję, w analogowej czy cyfrowej formie, wciąż mam prawo do prywatności. Nie ma znaczenia, czy będzie to papierowy pamiętnik, klisza fotograficzny czy chmura. Jak niesiemy zdjęcia do wywołania fotografowi, to wcale nie jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na dysponowanie nimi przez niego, i nie ma znaczenia, czy będzie to fotografia legitymacyjna czy z plaży naturystycznej. Nie rozstrzygnę tej sprawy, i nawet nie zamierzam, ale wersja podana przez Jacka Poniedziałka do mnie przemawia. "Afera" wybuchła 24.04 (nie śledzę instagrama, więc tyle wygooglowałem) , zakładam więc, że zdjęcia trafiły do sieci dzień wcześniej, czyli w dniu, w którym grali przedstawienie w Rumunii. To profesjonalny aktor i wątpię, by w ważnym dla niego dniu rozładowywał napięcie i stres bawiąc się w zamieszczanie czegoś w sieci akurat w tym momencie. http://esfn.eu/wp-content/uploads/2018/04/program-cr(...)2018.pdf
No i tutaj się różnimy. Dla mnie sposób w jaki te zdjęcia/filmiki dostały się do sieci nie ma znaczenia. Jasne, mamy prawo do prywatności, ale nie możemy być aż tak naiwni, żeby myślec, że wysyłanie gdziekolwiek takich zdjęć, publikowanie, nagrywanie jest w 100% prywatne. Nawet wspomniane przez Ciebie zaniesienie kliszy do fotografa. Ja bym nigdy się nie odważył takiej kliszy do niego zanieść z obawy przed tym, co on moze z nimi zrobić i do czego wykorzystać. Pan Poniedziałek, jako aktor, osoba publiczna powinien wg mnie się 10 razy zastanowić zanim coś takiego wrzuci w internety.
Dodam tylko, że nie uważam żeby jego przyrodzenie w sieci wpłynęło na jego kariere, bo już machał nim w teatrze i świat nadal stoi. Nie rozumiem tylko tych oficjalnych przeproszenń, tlumaczeń itd.
Skopał sprawę, zdarza się. Lesson learned. :)
Słaby argument. Ja tam znam sporo ludzi, którzy są profesjonalni w pracy, a poza pracą już niekoniecznie.
Gdyby ktoś chciał go ośmieszyć, to by umieścił na jego koncie dowolnego penisa. Bo czy zwykły zjadacz chleba by poznał, że to nie jest poniedziałkowy penis? Jak chcesz chronić swoją prywatność, to nie rozsyłasz na lewo i prawo zdjęć swojego siusiaka.
Tam się zgadzamy, tu się różnimy. To, co sam robię, to moja sprawa i jeśli nawet coś zapisuję, w analogowej czy cyfrowej formie, wciąż mam prawo do prywatności. Nie ma znaczenia, czy będzie to papierowy pamiętnik, klisza fotograficzny czy chmura. Jak niesiemy zdjęcia do wywołania fotografowi, to wcale nie jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na dysponowanie nimi przez niego, i nie ma znaczenia, czy będzie to fotografia legitymacyjna czy z plaży naturystycznej. Nie rozstrzygnę tej sprawy, i nawet nie zamierzam, ale wersja podana przez Jacka Poniedziałka do mnie przemawia. "Afera" wybuchła 24.04 (nie śledzę instagrama, więc tyle wygooglowałem) , zakładam więc, że zdjęcia trafiły do sieci dzień wcześniej, czyli w dniu, w którym grali przedstawienie w Rumunii. To profesjonalny aktor i wątpię, by w ważnym dla niego dniu rozładowywał napięcie i stres bawiąc się w zamieszczanie czegoś w sieci akurat w tym momencie. http://esfn.eu/wp-content/uploads/2018/04/program-cr(...)2018.pdf
Swoją drogą - każdy się masturbuje, żadne wielkie halo, ale po cholerę to nagrywać?
Nie ma znaczenia, czy to co robimy jest powszechne, czy nie. Ważne jest to, czy kwalifikuje się według nas do sfery prywatności, którą chcemy zachować dla siebie. Każdy się wypróżnia, ale raczej mało kto chciałby się dzielić tą częścią swego życia z innymi, tym bardziej publicznie, podobnie możne być z autoerotyzmem.
Zgadzam się. Dlatego też pytałem po co to nagrywać? Jak chcemy zachować dla siebie, to nie zapisujemy na dyskach, smartfonach, chmurkach, instagramowych serwerach itd itd...
Czy tylko ja nie boję się dać komuś do obejrzenie galerii w telefonie?
Swoją drogą - każdy się masturbuje, żadne wielkie halo, ale po cholerę to nagrywać?
Nie ma znaczenia, czy to co robimy jest powszechne, czy nie. Ważne jest to, czy kwalifikuje się według nas do sfery prywatności, którą chcemy zachować dla siebie. Każdy się wypróżnia, ale raczej mało kto chciałby się dzielić tą częścią swego życia z innymi, tym bardziej publicznie, podobnie możne być z autoerotyzmem.