Lekcja równości dla polityczki PO potrzebna od zaraz (akcja)
"Ludzie żyją w wolnych związkach, również wśród mojej rodziny i przyjaciół. Taki jest ich wolny wybór. I nikt nie powinien się do tego wtrącać. Czym się różnią związki tej samej płci od związków heteroseksualnych, żyjących w związku partnerskich?" - powiedziała w rozmowie z Agatą Szczerbiak z "Polityki" europosłanka Platformy Obywatelskiej, Julia Pitera. Drodzy czytelnicy i czytelniczki, zachęcamy Was do pokazania polityczce "po co te związki".
Rozmowa z Julią Piterą to kolejny komentarz po
głośnym braku poparcia przez PO rezolucji w Parlamencie Europejskim, dotyczącej ochrony przed dyskryminacją kobiet i ludzi LGBTI. Czternastu eurodeputowanych wstrzymało się od głosu, trzech było przeciwko rezolucji - w tym Julia Pitera.
Pytana przez Agatę Szczerbiak o motywy takiej decyzji, polityczka odpowiada: "
Każdy człowiek ma prawo do organizowania sobie życia zgodnie ze swoją wizją. To, czy ludzie żyją w związku homoseksualnym, heteroseksualnym, jest ich wyborem i nie powinno to nikogo interesować". Europosłanka dodaje też, że pary jednopłciowe w Polsce mogą regulować swoje relacje "umowami". "PO zawsze broniła tolerancji i równych praw, niezależnie od płci, poglądów, koloru skóry, pochodzenia czy wyznania. To są osobiste sprawy ludzi, w które nie wolno nikomu wkraczać i co gwarantuje wspomniana już przeze mnie wcześniej Konwencja. A Polska ją ratyfikowała" - podkreśla Pitera.
"Ludzie żyją w wolnych związkach, również wśród mojej rodziny i przyjaciół. Taki jest ich wolny wybór. I nikt nie powinien się do tego wtrącać. Czym się różnią związki tej samej płci od związków heteroseksualnych, żyjących w związku partnerskich?" - pyta polityczka.
Wywiad odbił się echem w tęczowej części Internetu.
"Europosłanko Pitero, która masz czelność powiedzieć, że związki LGBT "regulują swoje związki umowami", a która z taką drobiazgowością śledziłaś zakup dorsza za 8,16 pln - może poświęciłaby Pani choćby część tej pracowitości na zorientowanie się, że umowy o dziedziczeniu niewiele zmieniają, bo partner dziedziczy jak obca osoba, z ogromnym zachowkiem dla biologicznej rodziny i otrzymuje niewielką część majątku (a o pochówku i tak nie może decydować) i że to, co Pani sobie "reguluje z mężem" ma się nijak do tego, co my musimy sobie regulować?" - napisał na Facebooku pisarz Jacek Dehnel.
Przypomnijmy: w 2011 roku Julia Pitera powiedziała na antenie TVN24, że "Biedroń kojarzy się wyłącznie z omawianiem spraw seksualności i ludzkich preferencji", "Nie słyszałam o innych dokonaniach posła Biedronia".
Drodzy czytelnicy i czytelniczki: zachęcamy Was do małej akcji i dania Julii Piterze "lekcji równości". Piszcie (w komentarzach, na Facebooku lub na naszego maila) "Czym się różnią związki tej samej płci od związków heteroseksualnych, żyjących w związku partnerskich?" Dlaczego potrzebne są Wam związki partnerskie lub równość małżeńska? Wasze wypowiedzi wyślemy potem do biura europosłanki. (md)
Tiaaaaa jasne.To po co małżeństwo ? też się jakiś tam pakiet umów by znalazł.
A z pomocą obecnych instrumentów prawa nie da się za wiele wykombinować - w dokładnym znaczeniu tego słowa.Pani posłanka mogłaby sobie przeczytać np.raport ,,rodziny z wyboru '' zwłaszcza ostatni i zobaczyć z jakimi problemami borykają się pary jednopłciowe.Albo po prostu przypomnieć sobie aktualne zapisy w ustawach i kodeksach i przekonać się że pary jednopłciowe mogą korzystać tylko z nielicznych praw a i tak nie ma gwarancji,że to co się da uregulować obecnie - będzie skutecznie egzekwowane.
i oczywiście wszystko jest możliwe, jeśli się prawnik zainkasuje swoją prowizję... ale nie o to chodzi, że jakichś praw nam brakuje... po prostu nikt nie patrzy na nadużycia, które powinny być zwalczane-i u osób hetero jak i u osób LGBT+
Ale my nie jesteśmy łyżeczką syropu na kaszel, żeby nas "przełykać".
Poza tym co to znaczy "dla społeczeństwa"? Czyli dla kogo? Dla przeciwników związków partnerskich?
Dobrze rozumiem, że zwolennicy już społeczeństwem nie są?
Nie obchodzi mnie czy łyżeczką syropku czy tabletką, czy pastylką do ssania. Liczy się to, że albo chce się osiągnąć to co chce się osiągnąć i można sięgnąć po kompromis, albo można jeszcze 10 lat pieklić się o coś czego tak szybko się nie dostanie. Ja nie mówię, żeby zapomnieć o związkach, ale chyba metoda małych kroczków mało komu jest tu znana...
psom na pożarcie:
Co.
Ale tak poważnie: co.
O co chodzi, z czym masz problem. Brzmi Ci to tak idiotycznie? Często przeciwnicy związków czy małżeństw, powołują się właśnie na to, że homo to tacy hedoniści i nic nie dają społeczeństwu w zamian ( to, że to nieprawda pomijam zupełnie) i gada się że wspólne rozliczanie majątku przysługuje tylko małżeństwom, które mają dzieci. W praktyce jednak jest cała masa małżeństw które mogą wspólnie rozliczać podatek i tracą znacznie mniej, podczas gdy dzieci nie mają, więc czym to się różni od par jednopłciowych to ja nie wiem, ale na takie durne argumenty się powołują. Więc skoro ma być sprawiedliwie to niech faktycznie tylko rodzinom z dziećmi przysługuje wspólne rozliczenie, a reszta która nie wypełnia obowiązku wobec społeczeństwa z jakiej racji ma mieć ulgi? Więc skoro pary jednopłciowe nie mogą mieć zalegalizowanych małżeństw, bo nie powinno im przysługiwać wspólne rozliczanie, to tak samo powinno być z bezdzietnymi małżeństwami i to w jakiś sposób by tłumaczyło tę pokrętną logikę przeciwników małżeństw jednopłciowych. Jasne?