Prokuratura Rejonowa postawiła zarzuty radnej PiS, która blokowała trójmiejski Marsz Równości. Za udział w "zbiegowisku o charakterze chuligańskim" Annie K. grożą trzy lata więzienia.
Tegoroczny Marsz Równości w Trójmieście bardzo szybko próbowali blokowac narodowcy: w ruch poszły petardy, butelki, doszło do starć z policją, a trasa marszu została zmieniona. Policja zatrzymała pięć osób, w tym także córkę radnej Anny K., Marię. Kobieta skarżyła się na brutalność policji, a w sprawie interweniował sam minister MSWiA, Mariusz Błaszczak.
To nie pierwsza sprawa sądowa, dotycząca radnej PiS-u. Przypomnijmy, że marsz został także w 2015 roku na 20 minut zablokowany przez przeciwników - w tym radną Prawa i Sprawiedliwości, Annę K. wraz z mężem, synem i córką. Policja siłą usunęła protestujących, cztery osoby zatrzymano. Na radną nałożono grzywnę za zakłócenie legalnej manifestacji, radna się jednak odwołała, w zeszłym roku miejsce miał szeroko relacjonowany w mediach proces.
Dlaczego zdecydowali się zablokować marsz? "Manifestanci nieśli na banerze hasło "jesteśmy rodziną". Ale oni nie są rodziną. To my jesteśmy rodziną. Rodzina usiadła na ulicy i zablokowała ich marsz. Broniliśmy zapisu konstytucji, który mówi, że rodzina to związek kobiety i mężczyzny" - podkreślała w sądzie radna.
(md)
cóż... jeśli ktoś uważa, że jego poglądy są jako jedyne normalne, a wszyscy inni go atakują-to niech wyprze się rodzinnemu nepotyzmowi i ponosi konsekwencje swoich działań...
prawo prawem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie-jak to twierdziła pewna wyedukowana osoba w pewnej kultowej komedii ;-);-);-)
Siem wie! Przecież nie będzie jakiś tam pedał pluł nam w twarz, conie?