W lesbijskich serwisach nie ustają zachwyty nad nowym nabytkiem Netflixa, serialem "Jessica Jones". Wygląda na to, że serialowa adaptacja przygód znanej być może wielbicielom i wielbicielkom Marvela kobiecej superbohaterki ma szansę zapełnić lukę po "Orange is the New Black". Kim jest Jessica Jones?
Marvel zdobywa ostatnio nie tylko duże ekrany, ale stara się też te mniejsze.
20 listopada na platformie Netflix swoją premierę miało 13 odcinków nowej produkcji Marvel Cinematic Universe, serialu "Jessica Jones". Jones (znana m.in. z "Braking Bad" Krysten Ritter) ma supermoce, ale nie zobaczymy jej w kolorowym kostiumie - chociaż miała taki epizod w swoim życiu. Obecnie ma agencję detektywistyczną i swoje umiejętności wykorzystuje raczej w pracy. Boryka się z mroczną przeszłością i osobistymi problemami - serial też jest więc trudniejszy niż inne produkcje Marvela o superbohaterach. Jej głównym przeciwnikiem jest Killgrave, w którego w serialu wciela się David Tennant.
Skąd zachwyty na lesbijskich portalach? Krytycy i krytyczki zwracają uwagę, że to jedna z pierwszych tak kobiecych produkcji. Nie brakuje też ważnych queerowych postaci kobiecych, jak np. wpływowa pani adwokat, Jeri Hogarth, świetnie zagrana przez Carrie-Anne Moss. Czytelniczki kobieco-kobiecych serwisów zwracają też uwagę, że chociaż sama Jones ma romanse z mężczyznami, jej serialowa przyjaźń z kobietą jest przedstawiona w sposób rozbudzający wyobraźnię. "Serial jest dla tych wielbicieli i wielbicielek superbohaterów, dla których mniej ważne są bohaterskie wyczyny. Jest mądry i seksowny, mroczny, queer-inkluzywny i skupiony na kobietach, które nie chcą być ofiarami" - podkreślają redaktorki Afterellen i zachęcają do obejrzenia.
(red)
QUEEROTEKA - największa w Polsce baza filmów i książek LGBT!