"Kwestia związków partnerskich nie zostanie uregulowana, ponieważ
homofobia wręcz kwitnie, także w PO. W ubiegłej kadencji Senatu dwukrotnie zdarzyły się kompromitujące głosowania, które o tym świadczyły" - powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" niezależny senator,
Włodzimierz Cimoszewicz. Cimoszewicz przyznał też, że jest przeciwnikiem stosowania dyscypliny głosowania, albowiem czyni to "z Sejmu i Senatu maszynki do głosowania". "Światopogląd nie powinien jednak podważać wiedzy, bo wrócimy do wiary w płaską Ziemię" - dodał senator.
W 2011 roku, podczas
senackiej debaty nad poprawką Prawa i Sprawiedliwości do ustawy prawo prywatne międzynarodowe, podkreślającą, że małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety, Cimoszewicz mówił: "Po pierwsze, uważam, że kwestie alimentacyjne i dziedziczenia także w przypadku tak zwanych związków partnerskich powinny być regulowane przez prawo. Dla mnie jest to kwestia elementarnej ludzkiej wrażliwości. I jestem przekonany, że prędzej czy później także w naszym społeczeństwie będzie to regulowane".
W 2005 roku Włodzimierz Cimoszewicz, wtedy Marszałek Sejmu, nie skierował do czytania i głosowania w Sejmie przyjętego przez Senat projektu ustawy o związkach partnerskich autorstwa prof. Marii Szyszkowskiej.
(md)
Owszem, nie cieszylibyśmy się ustawą, chociaz za rządów SLD chyba były ku temu największe szanse. Wprawdzie tylko krowa nie zmienia poglądów, ale zauważam u Cimoszewicza nutkę hipokryzji, nagle dojrzała do jego świadomości myśl, że pewne sprawy powinny być uregulowane, jak np. dziedziczenie? Wcześniej nie przyszło mu to do głowy? Powiem tak, dopóki nie zmieni się mentalność samych posłów i posłanek i mówię tu o ugrupowaniach uważających się za lewicowe, dopóty nic z tych ustaw nie wyjdzie. Co z tego, że pan Iwiński zagłosował za projektem (o ile zagłosował za, nie wiem, nie sprawdzałam), jeżeli tuż po wyborach w przypływie złości, że Ruch Palikota mia więcej głosów od SLD wypowiadał się o Annie Grodzkiej bardzo niestosownie.
Jako lesbijka nie mogę się za wiele spodziewać od posłów PiS-u, Solidarnej Polski, czy konserwatywnej części PO (jak sie okazało, to spora część), ale spodziewałam się czegoś więcej od SLD. Od pana Cimoszewicza w 2005 roku takze.
Dokładnie to samo pomyślałam jak przeczytałam tego newsa. Jak sam miał okazję to też się bał, a teraz innym wypomina. Prawda jest taka że SLD tak samo jak teraz PO traktowała temat jako co najmniej "niewygodny". Po paru latach to każdy potrafi być mądry.
Ale niech wspiera, każdy głos "za" się liczy.