Projekt ustawy o zalegalizowaniu małżeństw jednopłciowych został przegłosowany stosunkiem głosów 20 do 14. W publicznej debacie poprzedzającej głosowanie w Senacie uczestniczyło prawie tysiąc osób. Przeciwnicy ustawy powiedzieli, że małżeństwa jednopłciowe naruszają wolność religijną, oraz podkreślili brak potrzeby takiego rozwiązania, skoro stan dopuszcza związki partnerskie osób tej samej płci.
Gubernator Jon Curzine ubolewa nad wynikiem głosowania, nazwał ustawę "zdroworozsądkową kwestią, która zapewniłaby wszystkim mieszkańcom stanu New Jersey równe prawa".
Steven Goldstein przewodniczący Garden State Equality, stowarzyszenia walczącego o prawa dla gejów i lesbijek, zapowiada, że to nie koniec walki. Działacz jest jednak zadowolony: "nie osiągnęliśmy dziś zwycięstwa, ale jesteśmy w lepszej pozycji niż parę miesięcy temu" - powiedział.
(md)
generalnie do ludzi trzeba się z takim przekazem przebić
homoseksualiści są ludźmi, więc mają te same prawa, co inni ludzie. czy potrzebne im jakieś dodatkowe prawa?
generalnie do ludzi trzeba się z takim przekazem przebić
no ale to już jest szukanie analogii pomiędzy zjawiskami. przeciętny wyborca tych analogii nie widzi. nie mówiąc już o analogiach między analogiami;)
to nie działa w ten sposób. ten hipotetyczny afroamerykanin wcale nie musi widzieć walki środowiska lgbt analogicznie do walki z rasizmem. inne priorytety, inne postrzeganie świata. rasa i seksualność to w praktyce dwie różne płaszczyzny.
No i właśnie w tym rzecz, by przebić się do nich z przekazem, że prawa homoseksualistów to prawa człowieka. Wdowa po pastorze Kingu do śmierci energicznie wspierała ruchy LGBT, porównując homofobię z rasizmem i antysemityzmem, cytując często jego słynne słowa: "Niesprawiedliwość gdziekolwiek jest zagrożeniem dla sprawiedliwości wszędzie".
to nie działa w ten sposób. ten hipotetyczny afroamerykanin wcale nie musi widzieć walki środowiska lgbt analogicznie do walki z rasizmem. inne priorytety, inne postrzeganie świata. rasa i seksualność to w praktyce dwie różne płaszczyzny.
Chodziło mi o te konkretne jednostki, które zamiast dołączyć do frontu walki o prawa obywatelskie, a którego same są beneficjentami; albo chociaż zachować życzliwe milczenie, stają po stronie swoich oprawców - tych dawnych i obecnych, jak piszesz. To samo tyczy się prawicowców z kręgu LGBT, którzy niewątpliwie istnieją i też są dla mnie wielce intrygującą zagadką.