Podczas najdroższej inauguracji w historii, z rekordowym poparciem społecznym - tak, w obecności około 2 milionów Amerykanów, ster rządów przejmie dzisiaj 44. prezydent USA Barack Obama.
Żadna ceremonia zaprzysiężenia nowego prezydenta nie budziła w Stanach takiego zainteresowania i tylu emocji. Chętnych, by na żywo obejrzeć ślubowanie pierwszego czarnoskórego prezydenta Ameryki jest tyle, że w mieście ogłoszono stan wyjątkowy. Nad bezpieczeństwem gości czuwają policjanci, żołnierze Gwardii Narodowej oraz agenci Secret Service. Od wtorku Waszyngton zostanie niemal odcięty od świata - nieczynne będą wszystkie mosty, a ruch autostradą będzie odbywał się tylko w jednym, wyjazdowym kierunku.
Święto Obamy od ponad trzech tygodni "psują" kontrowersje wokół wystąpienia podczas inauguracji znanego z homofobicznych wypowiedzi pastora Ricka Warrena. Nastroje podczas rozpoczynających kilkudniowy "festyn" uroczystości przed pomnikiem Lincolna studził w niedzielę anglikański biskup Gene Robinson.
-Módlmy się, by zrozumieć, że Obama jest tylko człowiekiem, a nie mesjaszem.
Obama, nie bez kozery, jest nazywany najbardziej przyjaznym gejom i lesbijkom prezydentem. W trakcie kampanii wielokrotnie podkreślał, jak ważna dla niego jest równość i poszanowanie odmienności. Jest też pierwszym prezydentem, który w zwycięskiej przemowie wymienił jako swoich wyborców również osoby homoseksualne.
Już po ślubowaniu, na Baracka Obamę czekać będzie setki "palących" obietnic wyborczych. Geje i lesbijki liczą przede wszystkim na na wejście w życie zablokowanej przez administrację George'a Busha tzw. ustawy Matthew Sheparda (Matthew Shepard Act), poszerzającej zakres przestępstw z nienawiści o motyw orientacji seksualnej, tożsamości płciowej i niepełnosprawności. Prezydent-elekt zadeklarował też wsparcie legalizacji homoseksualnych związków partnerskich w poszczególnych stanach, zapewnienie możliwości adopcji dzieci osobom bez względu na orientację seksualną, czy przygotowanie ustawy o zakazie dyskryminacji w miejscu pracy. Ponadto, jeszcze w trakcie kampanii wyborczej Demokraci obiecali zniesienie stosowanej w amerykańskiej armii klauzuli
"Don't Ask, Don't Tell".
Pytanie brzmi, czy w obliczu nowych wyzwań sztabowi Obamy wystarczy czasu i zapału na rozwiązanie problemów mniejszości seksualnych. W kolejce czeka przede wszystkim największy od lat 30. kryzys gospodarczy, konflikt w Strefie Gazy oraz ciągnąca się od kilku lat wojna z terroryzmem.
(mk)
Założenia sztabu Obamy w kwestii praw obywatelskich są już dostępne na stronach Białego Domu http://www.whitehouse.gov/agenda/civil_rights/
Idąc tokiem rozumowania zastosowanym w ostatnim zdaniu, dajmy na to, że Nowa Polityka Ekonomiczna Lenina nie była przedsięwzięciem społeczno-ideologicznym, bo w końcu znacznie wpływała na gospodarkę.
Z mojego punktu widzenia, popełniasz błąd zakładając, że sprawy gospodarki nie są ideologią, a wszystko poza tym nią jest. Dajmy na to, stwierdzenie, że rząd nie powinien dawać (czy też odwrotnie) pieniędzy upadającym firmom, w tym ujęciu miałoby być rzekomo stwierdzeniem absolutnie wolnym od ideologii, co się broni dość słabo jeśli odnieść to do znaczenia słowa ideologia i tego, co pisali o nim sami jego ojcowie, jak Mannheim, czy Marks.
Dzieje się tak dlatego, że "ideologiczność" nie jest własnością pojęcia, a jedynie odbiciem stosunków społecznych. Głosząc coś o stosunkach społecznych w ogólności (np. "Własność prywatna jest święta" albo "Kobiety powinny zostać w domu"), jestem przedstawicielem interesu mojej klasy. Oznacza to, że nie ma poglądów wolnych od ideologii, bo wszyscy znajdujemy się w określonej pozycji społecznej. I to się tyczy również poglądów na gospodarkę.
Ergo, jeśli ktoś pisze, że należy się zajmować tylko gospodarką, bo jest mniej ideologiczna niż równouprawnienie gejów, to zjawia się ktoś taki jak ja i pisze mu, że właśnie sam wygłosił ideologiczny pogląd. ;)
Przez sprawy społeczno-ideologiczne rozumiem takie, które w niedługim czasie od rozstrzygnięć nieznacznie wpływają na gospodarkę (bo zależnie od skali to chyba wszystko może wpływać).
Po tym, że zajmuje się skutecznie równolegle
i sprawami społecznymi jak np. równouprawnieniem gejów jak i sprawami gospodarczymi.
Niech mi ktoś wutłumaczy w czym kryzys gospodarczy
miałby przeszkadzać aby zając się między innymi sprawami gejów i lesbijek? Nie ma tak, że gospodarka jest ważna a wszystko inne nie - tego nie wiedzą i nie chca wiedzieć polscy politycy i rządzący.