Obywatele Równi i Równiejsi
Nie od dzisiaj wiemy, że z kompetencjami urzędników i kondycją urzędów państwowych (patrz: Rzecznik Praw Dziecka) różnie bywa. Machniemy ręką, gdy minister edukacji pomyli Sienkiewicza z Konopnicką, a premier białe z białym, a czarne z czarnym. Przeżyjemy nawet, gdy polski prezydent okazuje się przemawiać do obywateli Monako, mając czerwono- białą flagą za plecami.
Nie da się jednak przejść do porządku dziennego, gdy osoba, w myśl konstytucji stojąca na straży praw obywatelskich, o swoich obowiązkach zdaje się zapominać.
W rozmowie z tygodnikiem Wprost, rzecznik Janusz Kochanowski, podzielił się z dziennikarzem przemyśleniami dot. zapłodnienia in-vitro. Pytany o propozycję posła PO Jarosława Gowina, który sugerował zamknięcie związkom nieformalnym dostępu do tej metody, odpowiedział:
-Rozumiem szlachetne intencje posła Gowina. Zarówno on, jak i ja jesteśmy zwolennikami tradycyjnej rodziny. Ale jego koncepcja nie da się obronić. Konkubinaty powinny mieć prawo do in vitro na równi z małżeństwami. Inne rozwiązanie będzie dyskryminacją.
Ładne, prawda? Liberalnie nastawiony czytelnik jest zachwycony. Wreszcie rzecznik z prawdziwego zdarzenia! Czyta dalej:
-Gdyby jednak pieniądze na in vitro były, państwo powinno płacić?
- Jeśli będzie nas na to stać, jestem za. (..) W tych sprawach zgadzam się z Jarosławem Gowinem. Wyjątek stanowi kwestia dostępu metody dla par znajdujących się w związkach nieformalnych.
-Jeśli taka para zwróci się do pana ze skargą, że państwo odmawia jej zabiegu, to co pan zrobi?
- Wezmę ją w obronę. Oczywiście, jeśli nie będzie to para homoseksualna.
Czyli równość równością, ale nie będą nam się geje i lesbijki panoszyć. Prywatne przekonania urzędnika państwowego nie pierwszy raz stawiają moralność ponad prawem, dyktując przez katolicki pryzmat świeckiemu społeczeństwu, co się mu należy, a co nie. I tak Janusz Kochanowski, doktor prawa, stał się Rzecznikiem Praw Hetereoseksualistów.
(mk)
A ja wolałbym, żeby p. rzecznik zaapelował o obniżenie podatków. Im mniej funkcji państwo będzie spełniać, tym mniej będziemy dyskryminowani, niezależnie od społecznej homofobii. To chyba proste.
Z tematu zapłodnienia in vitro gładko przeskakujesz do kwestii adopcji. Piszesz, że "nie wiemy, czy dziecko otrzyma to, co powinno" będąc wychowywane przez parę jednopłciową. Może i nie wiemy, ale wiemy coraz więcej - wszak w takich związkach - nawet w Polsce - wychowywanych jest tysiące dzieciaków. Jeszcze większa liczba dzieci wychowana jest w rodzinach, które mocno odbiegają od tego idealnego wzorca zakładającego "mama + tata" - mamy więc samotnych rodziców, mamy sytuacje, gdy jeden z rodziców wyjechał, mamy wychowywanie przez np. mamę i babcię - i jeszcze inne konfiguracje. I jakoś dobrze jest.
Nie można generalizować, bo każdy przypadek jest inny. I prawo adopcyjne to zakłada - każdy przypadek adopcji jest osobno i wnikliwie analizowany. To, że do ośrodka adopcyjnego zgłasza się np. bezdzietne małżeństwo, nie znaczy jeszcze, że oni adoptują dziecko.
Tak jest, było i będzie - bo dobro dziecka jest najważniejsze w takiej sytuacji. A nam chodzi o to, by przestano uważać fakt posiadania takiej a nie innej orientacji psychoseksualnej za argument, który na wejściu dyskwalifikuje.
I nie rozumiem, dlaczego pisząc o rodzinach tworzonych przez jednopłciowych partnerów lub partnerki, bierzesz słowo 'rodzina' w cudzysłów. Czyżbyś - sam będąc gejem, jak sądzę z treści Twojego profilu - uważał nas, ludzi homoseksualnych, za niezdolnych do stworzenia rodziny?
A wracając do in vitro - dostęp do tej metody powinien być równy dla wszystkich, którzy jej potrzebują. Wbrew pozorom bardzo niedaleko od stwierdzenia "in vitro tylko dla małżeństw" jest do "dzieci tylko dla małżeństw". Dzielenie ludzi wg kryterium stanu cywilnego jest kretyństwem - bo co tak naprawdę w tej sytuacji gwarantuje wykonanie czynności administracyjnej, jaką jest wstąpienie w związek małżeński?. Że dziecko będzie miało pozytywne wzorce? Nie żartujmy.
Państwo i jego urzędnicy nie mają prawa tak głęboko ingerować w życie swoich obywateli.