Homomałżeństwa jeszcze w tym roku
Kto by pomyślał... już wkrótce obok Holandii, Hiszpanii, Kanady oraz Belgii do państw, które zniosły definicję małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety, może dołączyć Republika Południowej Afryki. Ministerstwo Sprawiedliwości RPA zobowiązało się do opracowania odpowiedniej nowelizacji w ciągu najbliższych miesięcy.
Opozycja chrześcijańsko-demokratyczna nie kryje swojego niezadowolenia. Jedynym rozwiązaniem, które widzi, jest zmiana konstytucji. Na taką zmianę brak jednak konieczniej większości.
Skąd to zainteresowanie sprawami mniejszości seksualnych? Rząd RPA uchwali... bo musi. Prawie dwa lata temu Trybunał Konstytucyjny zdecydował, że małżeństwo nie może być z definicji wyłącznie związkiem między kobietą a mężczyzną, gdyż koliduje to z zasadą równości wszystkich obywateli wobec prawa. Sędziowie trybunału dali rządowi RPA dwa lata na opracowanie i wprowadzenie w życie nowelizacji przepisów prawnych.
Konstytucja RP mówi również o równości: "Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne" (Art. 32). Zapobiegliwi posłowie zadbali jednak o to, aby Konstytucja RP dzieliła ludzi na równych i równiejszych, definiując w Art. 18 małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny.
(mz)
Rozumiem, że masz już pięcioro dzieci, a szóste w drodze i wszystko to ku chwale ojczyzny? Państwo ma wiele sposobów, by zachęcić/zmotywować ludzi do rodzenia dzieci (choćby tak kalekie jak osławione "becikowe"). Samo małzeństwo do robienia dzieci nijak nie zachęca i państwo nie wnika, czy pobierający się ludzie kiedykolwiek dzieci mieć zamierzają. Powtarzam - porozmawiaj sobie z parami, które dzieci nie mają i mieć nie zamierzają (bo któreś z nich jest bezpłodne , bo nie chcą, bo.... bo... bo...). Poza tym, czy skoro państwo wyjątkowo traktuje obywateli tylko za "potencjał" stworzenia nowego życia, to czy Twoim zdaniem powinno też prewencyjnie karać za "potencjał" jego unicestwienia?
"A na serio: podane przez ciebie przykłady mają znacznie mniejszy ciężar gatunkowy od małżeństwa, więc na przykłady się nie nadają."
Rozmawialiśmy przecież o tak ulubionej przez Ciebie ZASADZIE - że słowa zyskują nowe znaczenia. Przecież to właśnie TO było pierwotnie źródłem Twojego niezadowolenia. Teraz zaś czepiasz się WAGI mojego porównania. Muszę Cię zasmucić - nie przychodzi mi do głowy nic równie istotnego jak związek dwojga ludzi.
"Widać nie rozumiesz znaczenia słowa "oskymoron", lingwisto. Oklsymoron to pojęcie wewnętrznie sprzeczne, a więc w naszym przypadku: skoro małżeństwo to związek heteroseksualny, pojęcie "małżeństwo homoseksualne" jest bełkotem.
Problemem jest właśnie Twój anachroniczny sposób patrzenia na to słowo. Jednak przeczytaj jeszcze raz całą dyskusję. Wcześniej mowa była o zasadności zyskania przez słowo "małżeństwo" nowego znaczenia (tak jak w niektórych krajach miało to miejsce). W tym kontekście nic się tu z niczym językowo nie kłóci. Pomijąc wszystko inne, kruszę tu tak naprawdę kopie o samą zasadę (tak, teraz ja) - bo tak naprawdę, ani mnie ziębi, ani grzeje, jak nasze związki mają się nazywać. Nie mam potrzeby szufladkowania w tym względzie.
"Sam podałeś główny, najważniejszy powód: inny układ płci. W związku hetero występuje kobieta i mężczyzna, zaś w ziazku homo - dwóch gejów lub dwie lesbijki."
To niezwykłe spostrzeżenie. No i? Co z niego wynika?
"Warto by też wspomnieć o wątpliwościach co do istnienia tzw. miłości homoseksualnej, skoro wasze związki trwają tyle, ile trwają...
Po pierwsze, powtarzasz oklepane stereotypy - to raz. Małżeństwa nie rozpadają się z wielu powodów (bo formalności, bo wspólny majątek, bo dzieci, bo ślub kościelny.) Po drugie, weź pod uwagę, że nawet jeżeli pewne badania wykazują nietrwałość związków homoseksualnych, to warto by się zastanowić, DLACZEGO tak jest. W opresyjnym, nietolerancyjnym społeczeństwie wiele związków rozpada się choćby dlatgego, że rodzice jednego z partnerów nagle dowiadują się o jego homoseksualizmie i wyrzucają z domu, zaczynają trzymać pod kloszem itp.; dlatego że sąsiedzi reagują alergicznie na mieszkających razem panów (na panie jakoś mniej) na różne sposoby "umilając" im życie; bo homofobiczni szefowie zwalniają takie osoby, gdy tylko dowiedzą się, że żyją w homoseksualnym związku? Mało? Poczytaj sobie choćby raporty Lambdy na ten temat.
"A może mylicie miłość z przyjaźnią, czy też zwykłą sympatią?"
Co do miłości i przyjaźni - niektórzy pewnie je mylą. Na krótką metę. I geje, i hetero. Jeśli uważasz, że jest inaczej, to chyba jesteś pustelnikiem. Jeżeli jednak uważasz, że można mieszkać z kimś 10 lat, wspólnie gotować, chodzić na spacery, uprawiać z nim (nią :-)) seks, chodzić razem do znajomych, wspierać się, kupować razem meble i jednocześnie pomylić to ze zwykłą sympatią albo przyjaźnią, no to powoli zbliżamy się do absurdu.
No dobra, oddaję pole komuś innemu. Nie chce mi się już z Tobą dyskutować, pa. :-)
Co tu dla Ciebie jest niby błahe? Związek dwojga ludzi?
"Odsyłam do moich słów: "Chodzi mi w tym przypadku o tradycję rozumianą (...)" A więc wcale nie utożsamiłem tradycji z zasadą."
No jak to nie? "Rozumianą jako" - co to jest jak nie utożsamienie?
"Już mówię: geje uprawiają seks oralno-genitalny, w trakcie którego trzeba dosć szeroko otwierać usta."
Tak, w przeciwieństwie do związków heteroseksualnych, w których "seks oralno-genitalny" w ogóle się nie zdarza, a pary spółkują tylko w celu poczęcia (a może nawet nie uprawiają seksu w ogóle, a dzieci rodzą się w sposób niepokalany.) Gdzieś Ty się uchował z taką wiedzą o seksie?
Formalizowanie związków heteroseksualnych istnieje dlatego, ponieważ w związkach tego typu rodzą się dzieci (czytaj: jest potencjał do rodzenia się dzieci) - coś, co jest bardzo ważne, gdybyście nie wiedzieli, a zwłaszcza w dobie kryzysu demograficznego.
" (...) Pomyśl tu o "myszce" (czy żywa myszka jest przez tę komputerową mniej żywa?) czy "wężu" (czy wąż gumowy do polewania ogródka ujmuje jakichś cech wężowi z pustyni Namib?)."
Wężowi z pustymi Namib - nie, ale wężowi ze stepu w mongolii - jak najbardziej ;-)
A na serio: podane przez ciebie przykłady mają znacznie mniejszy ciężar gatunkowy od małżeństwa, więc na przykłady się nie nadają.
"Nie wiem też, czemu aż tak odmienny wydaje Ci się związek dwóch osób tej samej płci, że aż uciekasz się do nazwania "małżeństwa homoseksualnego" oksymoronem."
Widać nie rozumiesz znaczenia słowa "oskymoron", lingwisto. Oklsymoron to pojęcie wewnętrznie sprzeczne, a więc w naszym przypadku: skoro małżeństwo to związek heteroseksualny, pojęcie "małżeństwo homoseksualne" jest bełkotem.
"Cóż takiego poza innym układem płci jest w tym związku odmiennego?"
Sam podałeś główny, najważniejszy powód: inny układ płci. W związku hetero występuje kobieta i mężczyzna, zaś w ziazku homo - dwóch gejów lub dwie lesbijki. Warto by też wspomnieć o wątpliwościach co do istnienia tzw. miłości homoseksualnej, skoro wasze związki trwają tyle, ile trwają... A może mylicie miłość z przyjaźnią, czy też zwykłą sympatią?
Przecież wyraziłem się jasno: tradycją - no dobra: swego rodzaju tradycją - jest to, że pojęć raz zdefiniowanych nie redefiniuje się z błahych powodów.
"Nie wiem też, skąd też taka kuriozalna definicja tradycji - "zasada"???"
Odsyłam do moich słów: "Chodzi mi w tym przypadku o tradycję rozumianą (...)" A więc wcale nie utożsamiłem tradycji z zasadą.
"Żałosne. Może powiesz nam wszystkim jakich to powodów się domyślasz? "
Już mówię: geje uprawiają seks oralno-genitalny, w trakcie którego trzeba dosć szeroko otwierać usta.
Ogółem decyzja rządu naprawdę zatem praktycznie nic dla gejów nie oznacza. Ustawa bedzie po prostu potwierdzeniem status quo. Jak w Kanadzie.
http://lysakowski.blox.pl/html/
To, że czarne jest czarne, to nie kwestia tradycji, więc oszczędź sobie tych pseudofilozoficznych wywodów. Nie wiem też, skąd też taka kuriozalna definicja tradycji - "zasada"??? Tradycję tworzy społeczność ludzi na swoje potrzeby, ale jeżeli Ty żyjesz zgodnie z jakąś tajemniczą "tradycją", na którą nikt nie ma wpływu, to może kup sobie wehikuł czasu i zobacz, jak to "tradycyjne" według Ciebie małżeństwo wyglądało na przestrzeni wieków.
"Domyślam się, że ty jako gej masz powody szeroko otwierać usta, ale ja nie..."
Żałosne. Może powiesz nam wszystkim jakich to powodów się domyślasz? No najwyrażniej masz jakiś problem ze swoją wybujałą wyobraźnią i domysłami.
Co do nazwy, mnie osobiście wszystko jedno, jak się to będzie nazywało, ale jako lingwista mogę powiedzieć, że wiele słów zyskuje nowe znaczenie wraz z upływem czasu, z rozwojem technologii. Pomyśl tu o "myszce" (czy żywa myszka jest przez tę komputerową mniej żywa?) czy "wężu" (czy wąż gumowy do polewania ogródka ujmuje jakichś cech wężowi z pustyni Namib?). Nie wiem też, czemu aż tak odmienny wydaje Ci się związek dwóch osób tej samej płci, że aż uciekasz się do nazwania "małżeństwa homoseksualnego" oksymoronem. Cóż takiego poza innym układem płci jest w tym związku odmiennego? Tylko bez tych głodnych kawałków o dzieciach (spójrz na swoich bezdzietnych hetereseksualnych znajomych po ślubie).
Jeśli chcecie formalizować swoje związki, wymyślcie na to odmienną nazwę, np. "slundublungu", wraz z odmiennym od heteroseksualnego ceremoniałem, i nie używajcie poczwarka językowego "małżeństwo homoseksualne", ponieważ jest to nic innego jak oksymoron, słony cukier.
Chodzi mi w tym przypadku o tradycję rozumianą nie jako obyczajowość, a jako zasadę, zgodnie z którą nie zmienia się w sposób diametralny już ustalonych definicji pojęć. Aby na czarne nie mówić białe, i na odwrót. Proste a genialne.
"Mylisz się także kompletnie w ostatnim zdaniu. Dziś mówimy masło nawet na najgorszą zlewkę tłuszców roślinnych z dodatkiem tłuszczu uzyskanego z krowiego mleka."
I według ciebie to dobrze? Swoją drogą trochę kiepskie wybrałeś porównanie, bo "małżeństwo" homoseksualne jest w nim "najgorszą zlewką tłuszców"...
"Wystarczy szerzej otworzyć oczy (zamiast ust)"
Domyślam się, że ty jako gej masz powody szeroko otwierać usta, ale ja nie...