Organizatorzy: niech miasto dofinansuje paradę!
Każda impreza masowa to dla miasta dodatkowe dochody i promocja. Jeśli organizatorzy takich imprez zwrócą się do władz miasta o pomoc finansową, to miasto powinno ją spełnić, albo przynajmniej się nad taką możliwością zastanowić. Takie stwierdzenie nie powinno budzić żadnych emocji. W Polsce budzi. Podczas, gdy Kolonia, Londyn czy Paryż wykorzystują parady w celach komercyjnych, warszawscy radni mówią: "nie - zboczeń promować nie będziemy".
Dyskusja rozpoczęła się od publikacji przez darmowy dziennik "Metro" wypowiedzi prezesa Fundacji Równości Tomasza Bączkowskiego oraz członka fundacji Łukasza Pałuckiego. "Każdy z zagranicznych gości przez weekend wydał w Polsce blisko 300-400 euro. Zarobiły na tym nie tylko hotele, ale restauracje i puby" - powiedział dziennikarzom Bączkowski. "Jeśli włodarze stolicy będą kierowali się dobrem miasta, a nie ideologią partii, to myślę, że wspomogą naszą paradę. To przecież oznacza miliony euro zostawione w Polsce przez zagranicznych gejów i lesbijki" - dodał Pałucki.
Co na to władze miasta? "Parada Równości to promowanie organizacji gejowskich, a nie miasta. Kryje się za nią tylko demoralizacja i zagrożenie dla mieszkańców miasta" - tak brzmiała odpowiedź komisarza Warszawy Mirosława Kowalskiego. Według prawicowego polityka miasto straciło na paradzie. Na jakich danych opiera swoje obawy? Tego już nie powiedział.
Tymczasem Marek Borowski zapowiedział, że jeśli SDPL wygra wybory samorządowe, spełni prośbę organizatorów i postara się o środki finansowe na organizację parady.
(ro)