Holenderski "De Volkskrant" o polskim środowisku gej&les
W sali haskiego ratusza poczytny polski pisarz Michał Witkowski zaprezentował fragment swojej książki "Lubiewo". Stanowił on dobrą ilustrację do debaty toczącej się wśród polskich homoseksualistów, prezentujących z jednej strony nurt młodych, pragnących w pełni korzystać ze swojej subkultury oraz starszych, chcących wieść mieszczański żywot i domagających się praw do małżeństw. Tak widzi to przynajmniej Witkowski, samemu zaliczając się do nurtu świadomie niezaangażowanego.
W Hadze obecni byli również przedstawiciele dwóch organizacji walczących o prawa mniejszości seksualnych, Monika Świątek z Lambdy oraz Lech Uliasz z KPH. Nie podzielali oni beztroski i nonszalancji autora "Lubiewa". Lech Uljasz zauważył, że pozycja homoseksualistów w dzisiejszej Polsce nie jest łatwa, zwłaszcza po dojściu do władzy konserwatywnego rządu, głoszącego przestrzeganie tradycyjnych katolickich wartości. Tym niemniej polska Ambasada w Hadze była współorganizatorem tej debaty, a jej I sekretarz odczytał list podsekretarz stanu Joanny Kluzik-Rostkowskiej. W liście podkreśliła ona wagę, jaką nowy rząd przywiązuje do spraw tolerancji. Nie bez przyczyny jej departament nosi nazwę ds. Kobiet, Rodziny i Przeciwdziałania Dyskryminacji. Nie dodała, że jednym z pierwszych posunięć nowego gabinetu było rozwiązanie urzędu Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. W swoim liście Kluzik-Rostkowska zaapelowała o nie czynienie z problemu homoseksualizmu politycznej kwestii. Jest to szkodliwe i powoduje niepotrzebną polaryzację. Według obecnych aktywistów, spraw emancypacji i polityki nie da się jednak rozdzielić. Od ostatnich wyborów klimat dla mniejszości seksualnych w Polsce pogorszył się i zwiększyła się liczba słownych napaści na te grupy. Według aktywistów rząd uchyla się od dyskusji z nimi. Jacek Biegała zapewnił obecnych, iż rząd chce z nimi rozmawiać. Prawodawstwo polskie spełnia kryteria unijne w zakresie równouprawnienia.
Osobnym problemem jest stosunek społeczeństwa. Zwłaszcza w małych miasteczkach i na wsiach istnieje duży dystans wobec homoseksualizmu. Michał Witkowski osobiście nie czuje się dyskryminowany. Po wydaniu książki nie spotkał się on z żadnymi agresywnymi reakcjami. Przyznaje jednak, że po książkę sięgnąć trzeba świadomie, podczas gdy na przykład kampania plakatowa, mająca oswoić z homoseksualizmem (i o wiele mniej kontrowersyjna niż jego teksty), spotkała się z potępieniem.
Wg Witkowskiego najlepszy efekt przynosi publiczne ujawnianie swojego homoseksualizmu przez znane osoby. Młodzi aktywiści - Świątek i Uljasz - zauważają przede wszystkim konieczność rozmawiania z młodzieżą. Dostęp z tą problematyką do szkół jest jednak trudny. Pozytywnym aspektem obecnej sytuacji jest tocząca się żywa dyskusja na temat homoseksualizmu. Swoje poparcie dla ruchów gejowskich wyrażają coraz częściej osoby spoza tego środowiska. Na nieszczęście dla pani podsekretarz stanu, ale między innymi dzięki jej rządowi, dyskusja o prawach mniejszości seksualnych staje się sprawą polityczną
"De Volkskrant", Wim Bossema, Jan Hunin
Przekład "Zieloni 2004"
To prawda ze znani ludzie (medialni) powinni sie ujawniać ale to wiadomo juz od dawna i nie jest to zadne odkrycie Ameryki przez Michała. Kilku z nich to zrobiło i co? NIC. Z sytuacji jaka w Polsce sie powoli ksztaltuje, przewiduję ciężkie czasy dla nas wraz z przyjeciem do rządu LPRu ... dla ktorego priorytetem będzie gnoejenie nas na kazdym kroku. Mają w planie ulgi dla rodzin ale kosztem NASZYM! Bedziemy płacili większe podatki w porownaniu z rodzianami wielodzietnymi ale także i rodzianmi patologicznymi ktre bedą noejako na "utrzymaniu" m.in. naszym - poprzez wydawnia ustaw i rozporzadzen przez LPR.
Niefrasobliwosc Witkowskiego wydaje mi się pozą! To niemozliwe aby facet jakby nie bylo inteligentny nie zdawal sobie z tgo sprawę. Wiadomo ze zadne ksiazki nie zmianią tej sytuacji ale tylko czynna postaawa nie tylko nas ale i innych postępowych i światłych krajów zachodnich a nawet nam bliskich jak Czechy i Węgry.
Nie mozemy sie dac zastraszac i trzeba bedzie głosno krzyczeć by nas usłyszano. Siedenie cicho jest tylko na rękę partiom konserwatywnym ktore bedą krzyczały o "zwyciestwie" no bo skoro nas nie slychac .. to problemu juz nie ma ... Prawo unijne jest po naszej stronie i kazdy kto jest gnębiony (także z innych powodow) ma prawo zlozyc skargę w trybunale praw czlowieka .. i im wiecej takich skarg tym wiecej mają podstaw do zadziałania. Ale niestety - TO MY musimy zrobic pierwszy krok w tej sprawie jesli zajdą takie okolicznosci ktore bedą jawnym pogwalceniem praw czlowieka. Nikt za nas tego nie zrobi.
Tak mozna w skrócie podsumować to spotkanie.
Nie, nie chcę być uszczypliwy, ale pewnie autor "Lubiewa" jeździ z niezaangażowanym kagankiem wolności obyczajowych ... do małych parafii ... w opancerzonym aucie z niebieskimi kogutami i obstawą kordonu ochorniarzy?
Nie jeździ?
Nie jest zaangażowany?
No to szkoda!
Oznacza to tyle, że jedną książką Polski nie zmieni, nawet dwoma książkami.
"...w swoim liście Kluzik-Rostkowska zaapelowała ... jest to szkodliwe i powoduje niepotrzebną hipokrytyzację ..." Ciekawe czy ten przemądry, arcyprawdziwy "papierus" napisała gęsim piórem przeepiekną, katolicką arcypolszczyzną?
No ja nie mogę zrozumiec po co te polskie urzędasy jeżdżą do tej niedobrej EU i plotą takie głupoty?
Diety sa takie atrakcyjne i wysokie?
Nie lepiej pójśc do kościoła w Polsce?
/Jeśli ktoś wie to proszę niech mnie oświeci/
Autor Lubiewa przynajmniej spłodził coś ciekawego
i to jest pewnie jego zasługą, choć niezaangażowaną.
Taka od niechcenia, tak artystycznie, przy okazji :)