Pod latarniami także młodzi chłopcy z Polski
Prostytucja w Paryżu ma wielowiekową tradycję. Nie znaczy to jednak, że władze miasta i spora część mieszkańców przyzwyczaiła się do pań i panów wystających pod latarniami. Ocenia się, że w całej Francji najstarszy zawód świata uprawia około 15 tysięcy osób. Ponad połowa z nich szuka zarobku w stolicy. Większość prostytutek i sprzedających się na ulicy chłopaków pochodzi z krajów Europy Wschodniej - także z Polski, ale też z Bałkanów i Afryki Północnej. Policja alarmuje, że wśród prostytutek płci obojga wzrasta liczba nieletnich a nawet dzieci.
Socjalistyczny burmistrz Paryża Bertrand Delanoë - który jest otwartym gejem - zapowiedział zdecydowane kroki przeciwko środowisku sutenerów. Czerpanie zysków z nierządu nie jest we Francji zabronione. Karalne jest jednak pośrednictwo, ekshibicjonizm i naturalnie prostytucja wśród nieletnich. Delanoë pragnie, by Parlament uchwalił odpowiednie ustawy, które zastąpiłyby przepisy lokalne. Zamierza także wspierać organizacje, troszczące się o tzw. dzieci ulicy.
Konserwatywna radna miejska zasugerowała, by zezwolić na prowadzenie legalnych domów publicznych, tzw. "maisons closes" - zamkniętych w 1946 roku. Tego jednak nie chce większość zarządu miasta. Zastępczyni burmistrza, pani Anne Hidalgo argumentuje, że prostytucja jest formą niewolnictwa, handlu żywym towarem. Legalizować taki "biznes" byłoby pozbawione sensu.
Vincent Prestel - Paryż