Człowiek, który powiedział: "To jest wrodzone"
Amerykański dziennik Los Angeles Times donosi o śmierci Alana Bella, psychologa i współpracownika Institute for Sex Research legendarnego Alfreda C. Kinsey'a. Bell zmarł 13 maja na zawał serca w wieku 70 lat w szpitalu w Bloomington w stanie Indiana.
Dwadzieścia lat temu, Alan Bell opublikował wyniki badań, z których wynikało, że homoseksualizm nie jest nabyty lecz wrodzony. Jego teza w zasadniczy sposób różniła się od wcześniejszych teorii, według których orientacja homoseksualna miała być wynikiem traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Bell pisał: "Odkryliśmy, że homoseksualizm jest zakorzeniony niezwykle głęboko. Nie jest on czymś co można wybrać lub odrzucić."
Bell jest autorem wielu książek, wśród nich "Human Sexuality: Studies From the Kinsey Institute" i "The Mind and Heart in Human Sexual Behavior".
(TJ)
Ale, nie masz racji, że oczywiste jest, że tak nie jest. Twój argument jest zupełnie absurdalny. Nawet w przypadku prostych cech, jak kolor włosów, dziecko nie musi być podobne do rodziców. Może po nich odziedziczyć geny recesywne, które u rodziców nie są aktywne. W przypadku cech kierowanych wieloma genami jest to bardziej skomplikowane - może być potrzebna szczególna kombinacja kilku genów, żeby uaktywnić skomplikowaną cechę. Jeszcze delikatniej jest, jeśli mowimy o "predyspozycji" do czegoś [np. geny powodujace jasną karnację, przy okazji zwiększą prawdopodobieństwo raka skóry, ale same bezpośrednio go nie powodują].
Jakie znaczenie ma to, czy wolno używać słów o negatywnym zabarwieniu ["zaburzenie", zboczenie ...]? Pytanie jest ważne. Czy celem badań ma być zrozumienie zjawiska, czy zapobieganie mu? Czy należy szukać terapii genowej i próbować leczyć płód z homoseksualizmu [jak np. w przypadku zespołu Turnera], czy traktować jako przejaw normalnej różnorodności [która może, jak w przypadku jasnej karnacji, wiązać się z jakimiś niedogodnościami, ale nie ma powodu, żeby ją "leczyć"]? Czy, jeśli okaże się, że wpływ na przyszły homoseksualizm dziecka miało jakieś zachowanie matki w trakcie ciąży, to można powiedzieć, że "matka zaszkodziła dziecku"? Na pewno nie jest wszystko jedno, jakiego słowa użyjemy.
A "urażona duma" też jest ważna. Jeśli pozwolisz, dla własnego zdrowia psychicznego, nie będę o sobie myślał, że mam jakieś "zaburzenie". I, jeśli mi jest dobrze ze sobą, nie rozumiem, jak [dlaczego? po co?] ktoś inny może mój homoseksualizm tak kwalifikować...
Marek