Nie podczas tej kadencji Parlamentu!
Usunięcie dyskryminacji z życia publicznego jest bardzo trudnym zadaniem. Osoby nie dotknięte dyskryminacją nie potrafią wyobrazić sobie uczucia poniżenia i pogardy, jakie dotyka ofiary. Dyskryminacja ma wiele wspólnego z chorobą. Dopóki chory jest "ktoś inny" - nie interesuje nas czyjaś krzywda. Żyjemy w przeświadczeniu że nas nie może spotkać nic złego.
Jak trudnym zadaniem jest instytucjonalne rugowanie dyskryminacji widać na przykładzie niemieckiej ustawy, która nie może doczekać się uchwalenia. Ustawa przeciwko dyskryminacji planowana była już w porozumieniu koalicyjnym z 1998 roku rządzącej obecnie w Republice Federalnej koalicji socjaldemokratów i Zielonych. Tymczasem, kadencja rządu zbliża się ku końcowi, wynik wyborów jest niepewny, w sąsiedniej Francji panuje panika w związku z wyborczym sukcesem faszysty Le Pena w pierwszej turze wyborów prezydenckich - a ustawy nie ma. I jak zapowiedział rzecznik rządu - nie będzie.
Co się stało? Czyżby rząd Niemiec stracił ochotę do promowania tolerancji? Klimat polityczny nie mógł być lepszy. Unia Europejska w swej dyrektywie z 2000 roku zaleciła państwom członkowskim przyjęcie ustawodawstwa, nakładającego sankcje karne za stosowanie dyskryminacji z powodów etnicznych, rasowych a także w prawie cywilnym i prawie pracy. Kto więc spotkał się z odmową wynajęcia lokalu z powodu swej orientacji seksualnej, miałby prawo do skargi i domagania się odszkodowania. Do kryteriów rasowych i etnicznych dołączyć miała religia, płeć, orientacja seksualna i niepełnosprawność.
Prace nad projektem antydyskryminacyjnym utknęły w trybach państwowej biurokracji. Zaczęły się protesty właścicieli budynków mieszkalnych, ubezpieczeń, stowarzyszeń pracodawców. Obawiali się oni ograniczenia ich praw do wyboru klientów. Sprzeciwiły się także Kościoły, dla których brak równego traktowania przedstawicieli różnych konfesji jest żywotną koniecznością. Kościół katolicki argumentował na przykład, że katolik, który wynajmuje pokoje studentom, nie może być zmuszony do przyjęcia protestanta. Płaszczyzny porozumienia nie widać.
Minister sprawiedliwości, pani Däubler-Gmelin zapowiedziała, że ustawa antydyskryminacyjna zostanie przedłożona Parlamentowi po wyborach. Kto wtedy będzie rządził w Niemczech - nie wiadomo. W każdym razie, opozycyjna i walcząca o władzę koalicja partii konserwatywnych już zapowiedziała, że na prawne uznanie równości małżeństwa i partnerstwa homoseksualnego nie ma co liczyć.
Gabriela Ruszkowska-Meier - Berlin