Amerykański "harcmistrz" wyrzucony za homoseksualizm
W kraju nieograniczonych możliwości – czyli w USA – tylko pozornie wszystko jest możliwe. Przekonał się o tym James Dale, od dzieciństwa zapalony harcerz, czyli Boy Scout. James przez lata był aktywny społecznie, jeździł na obozy, otrzymał mnóstwo odznaczeń i wyróżnień. W końcu, gdy osiągnął odpowiedni wiek, został odpowiednikiem polskiego harcmistrza. Nie na długo jednak. Kiedy w roku 1990 wyszło na jaw że jest gejem – został z trzaskiem wyrzucony i pozbawiony wszelkich honorów. Od tej pory trwa proces, który ma wykazać, czy w Stanach Zjednoczonych przepisy antydyskryminacyjne mają jakąkolwiek wartość. Jak na razie – James Dale odniósł pierwszy, poważny sukces. Sąd Najwyższy New Jersey zadecydował, że wyrzucenie zasłużonego społecznika tylko dlatego że jego przełożonym nie podobała się jego orientacja seksualna było bezprawne. Jak można się było spodziewać, władze Boy Scouts założyły rewizję od wyroku w Sądzie Najwyższym USA. W uzasadnieniu, adwokacji podkreślają, że w przysiędze harcerskiej napisano, że członek Boy Scouts musi prowadzić się "moralnie i czysto a praktyki gejowskie tym zasadom przeczą". Powołana na ekspertkę niejaka James Parshall z Family Research Council sformułowała to tak: "Moralność postawiona byłaby na głowie, gdyby wpajająca cnotę organizacja zmuszona byłaby przejąć wartości homoseksualnych działaczy". Na szczęście sąd w New Jersey widział to zupełnie inaczej. Uzasadnienie wyroku, przyjętego stosunkiem głosów 7:0 wywodzi, że wartości, o których mowa w przysiędze harcerskiej to "odwaga i uczciwość" nie zaś orientacja seksualna. Na dodatek, harcerstwo jest instytucją publiczną a zatem podporządkować się musi obowiązującym przepisom antydyskryminacyjnym. Jak zadecyduje Supreme Court w Waszyngtonie – nie wiadomo. Ale już zwycięstwo Jamesa Dale przed Sądem Najwyższym w New Jersey jest wydarzeniem niezwykłym. Congratulations!
(JS)