Hitowy serial "Squid Game" sprowokował internautów i internautki do rozmów o queercodingu — czyli szyfrze w filmach i serialach, który nie każdy jest w stanie zrozumieć. Co wspólnego z tym ma "Mała Syrenka"?
Tekst zawiera masę spoilerów, więc jeśli jako jedne z nielicznych osób jeszcze nie oglądaliście/łyście obecnie najpopularniejszego serialu na Netflixie, ostrzegam! Nie ukrywam, spodziewałam się, że jakiś... mikroskopijny... taki naprawdę, tłumacząc idom z angielskiego: "jak mrugniesz, to przeoczysz" wątek LGBTQ+ pojawi się w "Squid Game" Dong-hyuk Hwanga. Nie chcę zabrzmieć, jak co poniektórzy, ale wiecie, teraz trudno o serial, gdzie nie będzie, chociażby małego wink, wink do nieheteronormatywnych osób oglądających. A że nie zawsze udany, to inna sprawa.
Nie spodziewałam się natomiast, że oprócz zachwytów wszystkich moich niehetero znajomych nad Kang Sae-byeok, jakikolwiek inny wątek powiązany z queerowością będzie w kontekście tego serialu jakoś szerzej omawiany... No i tu się pomyliłam.Szybki research wystarczył, żeby zwrócić moją uwagę na trochę już zapomniany problem, który ciężko jakoś ładnie przetłumaczyć na polski, ale spróbuję. Chodzi o kodowanie złoczyńców w filmach tak, żeby widownia wiedziała, że są oni nieheteronormatywni. Być może brzmi jak wymyślony problem, ja wiem, ale pozwólcie, że wyjaśnię.To zjawisko jest widoczne chyba najbardziej w produkcjach skierowanych dla młodszych odbiorców i odbiorczyń. W bajkach — np. tych disneyowskich, często pojawia się zła postać w jakiś sposób korespondująca ze stereotypami dotyczącymi mniejszości.Osoby spoza społeczności LGBTQ+ mogą tego nie dostrzec i wcale się temu nie dziwię — w końcu sama nazwa "queer coding" mówi nam o zakodowanym przekazie.
Dobrym przykładem kodowania złoczyńców jako osoby queerowe jest, tak myślę, Urszula z "Małej Syrenki" Johna Muskera i Rona Clementsa. Pół ośmiornica, pół człowiek z nadnaturalnymi mocami. Dla wielu osób jej postać niezaprzeczalnie była inspirowana prawdziwymi drag queens, a nawet jednej konkretnej — Divine. Zresztą to nie jedyny taki przypadek w Disney'u. Gaston — co potwierdziła tylko wersja live-action filmu, Jaffar, czy Cruella De Mon — tu akurat do tych twierdzeń bardziej skłania wersja animowana.
A pamiętacie "Atomówki"? Była tam taka postać, nazywała się On, czyli po angielsku Him. Był diabłem, zamiast rąk miał szczypce, a ubrany był w różowo-czerwoną sukienkę oraz czarne buty na obcasach. Jak na demona przystało, był negatywną postacią, a jego głos zmieniał się z bardzo stereotypowo kobiecego, na bardzo niski. On był postacią queer-kodowaną. W social mediach pojawiło się zaskakująco dużo wątków dotyczących tego, że "złoczyńcy" - nazwałam ich tak prowizorycznie, czyli VIP's ze "Squid Game", są przykładem queer codingu. Na pewno ich kojarzycie. Grupa mówiących po angielsku osób w maskach przypominających zwierzęta - płacili, żeby zobaczyć finał gry. Jeden z tych złoczyńców nie był nawet zakodowany, jako osoba niehetero - to było jasne, jak słońce. Było, bo osoby oglądające serial widziały sceny, w których wykorzystuje on seksualnie jednego z domniemanych kelnerów. Część internautów i internautek nawet zwróciła uwagę na to, że jedyna queerowa postać w serialu jest przedstawiona jako perwersyjna. Co z resztą? Co z tymi, o których nie powiedziano wprost? Rzeczywiście tu muszę się zgodzić z głosami, że ci naprawdę źli ludzie w "Squid Game" pokazani są jako ekstrawaganccy, kolorowi i bezczelni, a to z kolei wpisuje się w historię kodowania homoseksualnych mężczyzn w kinie i telewizji idealnie. Wiem, że "Squid Game" to nie serial o miłości i większość relacji tam była pokazywana jako coś złego, toksycznego, czy właśnie, perwersyjnego. Wiem też, że Korea Południowa jest konserwatywnym krajem i nic innego nie mogłoby przejść.
Jest to problem na tyle nienamacalny, że dla wielu może być nieistniejący, ale uważam, że o tak popularnym serialu - obecnie najpopularniejszym na świecie, warto mówić również w kontekście takich wątków. Tym bardziej, że media kształtują rzeczywistość i to jest niepodważalne. Warto zauważać, jakie treści i w jaki sposób podaje nam telewizja, żeby nie pozostać obojętnym.
Zainteresowanych tym tematem polecam dwa filmy dokumentalne o przedstawieniach osób nieheteronormatywnych w mediach. Pierwszy, mówiący ogólnie o bohaterach i bohaterkach LGBTQ+ to "Celuloidowy schowek" z 1995 roku. Drugi - "Ujawnienie" skupia się na postaciach transpłciowych i powstał niedawno, bo w 2020 roku.
Przestańcie robić z igły widły.
Dajecie za przykład większość postaci ktore nie wiadomo czy należą do LGBT.
To podchodzi pod teorie spiskowe.
I co wy do tego dziada z "kałamarnica gra" macie? To że kubi chłopców i jest osobą negatywną to odrazu cały serial zły?
Czemu ktoś z LGBT ma być słodki lub miły?
Każdy niezależnie od wszystkiego może być kim chce.
Wątek negatywnego przedstawienia osoby niehetero odebrałam nie jako uderzenie w osobę o określonej orientacji (jako cel sam w sobie) ale jeden z elementów negatywnej narracji wobec zachodniej kultury w tym filmie. Nie piszę o szczegółach żeby nie zdradzić fabuły.
Może niestety jest tak, że jak ma się wystarczająco kasy, to idzie za tym jakaś wolność. Bogaci w tym serialu mogli realizować swoje przedziwne upodobania i być sobą (kolorowi, ekstragawanccy). Reszta aby zarabiać musi się dostosować do formatu korpo-świata, i za bardzo nie odstawać. Co bardziej jest widoczne w krajach dalekiego wschodu, niż liberalnych demokracji zachodu. Smutne to.
Jeśli bez zapasu gotówki chce być się sobą, żyć w zgodzie z orientacją (LGB) czy odczuwaną płcią (T), to jest ryzyko: bezdomności, gdy rodzina wyrzuci Ciebie z domu, i bezrobocia, gdy pracodawca się dowie.
Jeden wielki chaos
"Szybki research wystarczył, żeby zwrócić moją uwagę na trochę już zapomniany problem..."
Bardzo nie podoba się że autorka wtrąca angielskie słowo.... Po polsku to badanie, wywiad...