Hollywood do dziś jest określane jako Fabryka Snów. Przez dekady jednak owe sny produkowali biali mężczyźni dla uprzywilejowanych klas społecznych. W rezultacie wszelkie mniejszości spychane były na margines i pozbawiane godnej reprezentacji. Wyprodukowany przez Ryan’a Murphy mini serial ‘Hollywood’ jest w pewnym sensie odwetem na niechlubnej przeszłości tego owianego legendami miejsca. Jednak czy ten odwet w pełni usatysfakcjonuje widza?
Pierwszego maja na platformie Netflix premierę miał mini-serial Ryan’a Murphy'ego "Hollywood". Ten twórca ma już na koncie mnóstwo seriali, a w dodatku podpisał z Netflisem rekordowy kontrakt opiewający na 300 mln dolarów. Przyznam szczerze, że trailer, jak i pierwszy odcinek, absolutnie mnie oczarowały. Bo jak osoba zakochana w Złotym Wieku Hollywood mogłaby nie poczuć dreszczyku emocji, patrząc na produkcję nakręconą z rozmachem, przesyconą barwami, pięknymi strojami i ukazującą aktorów tamtej epoki? Możemy nacieszyć wzrok legendarnymi wrotami do wytwórni Paramount Pictures Studio (na potrzeby serialu zmienione na ACE Studio), dumnym napisem górującym nad miastem Holywoodland, czy wnętrzami legendarnej apteko-kawiarni Schwab’s, która była istotnym punktem na mapie miasta dla wielu mieszkańców. W końcu legenda głosiła (nieprawdziwa zresztą), że to właśnie tam została odkryta Lana Turner, a Billy Wilder zdecydował się oddać hołd temu miejscu, nagrywając tam jedną ze scen "Bulwaru Zachodzącego Słońca". Magia jest, ale czy poza sentymentem i pięknymi obrazami produkcja ta oferuje nam coś więcej?
Serial opowiada historię ludzi, którzy chcą nie tylko zaistnieć w showbiznesie za wszelką cenę, ale również mają ambicję na to, aby zmienić oblicze tego miejsca. I tak oto twórca przenosi nas do powojennego Hollywood, zniewolonego przez cenzurę, które potulnie dostosowuje się do kodeksu Haysa. Kodeks ten zabraniał między innymi ukazywania na ekranie związków pozamałżeńskich, wszelkich związków mieszanych lub zachowań nieheteronormatywnych. W rezultacie filmy przeznaczone były głównie dla białej widowni, wszelkie mniejszości pozbawiane były wzorców i reprezentacji, a garstka aktorów wpisująca się pod inne kategorie grup etnicznych lub rasowych, zepchnięte zostały do odgrywania małych rólek, przesyconych stereotypami. W takiej rzeczywistości nie łatwo było przeprowadzić rewolucje nie tylko filmową, ale również obyczajową. I serial wyraźnie to podkreśla. Zdaje się jednak, że twórcy wyśnili piękny sen: ‘A co jeżeli w tamtym czasie pojawiłaby się zdeterminowana grupa ludzi którzy wierząc w amerykański sen chcieliby go ziścić?’
Serial opowiada nam historię dwóch młodych aspirujących aktorów: wykreowanego na potrzeby serialu Jack’a Castello, który jako weteran wojenny chce spełnić swój sen o pozostaniu gwiazdorem filmowym. Po kilku nieudanych próbach dostaje zatrudnienie u Ernie’go West, który pod przykrywką właściciela stacji paliw zatrudnia młodych, atrakcyjnych mężczyzn, którzy w rzeczywistości świadczą usługi seksualne. I tak oto Jack Castello przechodząc z łóżka do łóżka, poznaje wpływowe kobiety, które pomagają mu przedrzeć się przez zamknięte przed nim do tej pory wrota wytwórni Ace Studio. Kolejny bohater to nie kto inny a początkujący, nieporadny, ale jakże uroczy Rock Hudson, przyszła gwiazda Hollywood. W rzeczywistości Rock Hudson przez całe swoje życie musiał ukrywać orientację seksualną, był również jedną z pierwszych znanych ofiar epidemii AIDS w latach osiemdziesiątych. W serialu poznajemy go jako młodego, początkującego aktora, zakochanego w czarnoskórym pisarzu. Hudson pada ofiarą molestowania seksualnego przez swojego agenta Henry’ego Wilsona, zagranego zresztą fenomenalnie przez Jima Parsons’a. Widząc obrazy zdegenerowanego Hollywood, okrytego płaszczykiem poprawności trudno nie odnieść wrażenia, jak problem przedstawiony w serialu jest aktualny. Nie tak dawno przecież cały świat żył skandalem z Kevinem Spacey w roli głównej, który posuwał się do przemocy seksualnej względem młodych mężczyzn. Być może dlatego twórcy serialu zdecydowali się na ukazanie tego właśnie problemu, pomijając kobiety? No właśnie, a co z sytuacją kobiet w Hollywood?
Wiele się mówi o roli kobiet we współczesnym przemyśle filmowym. Powstają nowe filmy dokumentalne oraz artykuły zwracające uwagę na fakt, iż Hollywood wciąż dyskryminuje scenarzystki i reżyserki. Wolność artystyczna dla twórczyń pracujących w Fabryce Snów jest ograniczana. Wytwórnie rzadko je zatrudniają. broniąc się argumentem, że większość z nich ma zbyt małe kwalifikacje, by powierzyć im wysoko budżetowe produkcje. Paradoksalnie jednak, kobiety cieszyły się o wiele większą swobodą i wolnością artystyczną w pierwszych latach Hollywood niż obecnie. Większość ówczesnych aktorek często stawało za kamerą, były producentkami własnych projektów oraz otwierały własne wytwórnie. Kobiety w czasach kina niemego pisywały scenariusze, były odpowiedzialne za montaż oraz scenografię. Ponadto, D. W. Griffith uważał iż kobiety powinny pracować nad tworzeniem filmów, gdyż w rzeczywistości one stanowią większość publiczności gromadzonych w kinie. Wszystko uległo zmianie po wprowadzeniu kodeksu Haysa, natomiast niezależne wytwórnie plajtowały z dnia na dzień, nie mogąc konkurować z wielkimi studiami, dla których liczyły się ponad wszystko zyski. I tak oto w latach trzydziestych i czterdziestych Hollywood mogło pochwalić się jedyną cieszącą się uznaniem reżyserką, Dorothy Arzner. Nic dziwnego więc, że Murphy nie mógł pominąć tego problemu w serialu. Na potrzeby produkcji stworzono postać Avis Amberg, byłej gwiazdy kina niemego, a obecnie żony właściciela wytwórni Ace Studio, która z powodu niedyspozycji męża przejmuje stery nad wytwórnią. I tak oto zaczynamy oglądać piękną bajkę, gdzie kobieta u władzy staje się uważną słuchaczką, która nie boi się ryzyka, jest asertywna i jednocześnie empatyczna. Staje na czele zespołu który lojalnie ze sobą współpracuje i zmienia oblicze kina. Ale to nie koniec utopijnej historii. Hollywood Murphy’go otwiera się bowiem również na równość rasową.
Przyznajmy szczerze - Fabryka Snów nigdy nie uchodziła za tolerancyjną rasowo. Nie trudno szukać przykładów. Wspomniany powyżej reżyser D.W. Griffith był odpowiedzialny za powstanie słynnego filmu pt. Narodziny Narodu z 1915 roku, który przeszedł do historii kina i któremu zarzucano gloryfikowanie Ku Klux Klanu. Wytwórnia Disney’a natomiast stworzyła w 1946 roku film Pieśń Południa, w którym główny bohater, były niewolnik opowiada dzieciom historyjki, brzmiące niczym nostalgia za czasami niewolnictwa. Tak naprawdę Hollywood nigdy nie rozpieszczało artystów, reprezentujących inną rasę niż biała. Czarnoskórzy aktorzy odgrywali niewielkie role nierozgarniętej służby, którzy świata nie widzą poza swoim białym państwem. Aktorki o azjatyckich korzeniach, jak na przykład Anna May Wong, której postać pojawia się w serialu, grywały najczęściej kurtyzany, upadłe kobiety odurzone opium. I znów twórcy postanawiają rozliczyć się po swojemu z niechlubną przeszłością Hollywood, tworząc fikcyjne postaci dwóch artystów: czarnoskórego pisarza Archie’go Coleman’a, który sprzedaje swój scenariusz wytwórni Ace Studio, i młodej aspirującej aktorki Camille Washington, która dzięki swojemu mężowi i Avis Amberg otrzymuje szansę zagrania głównej roli w filmie Meg. W obu tych przypadkach nie trudno zauważyć problemu intersekcjonalności. Problem intersekcjonalności został w głównej mierze rozwinięty przez ruch feministek. Jest to zjawisko krzyżowania się różnych kategorii społecznych, które wzmacniają dyskryminacje grup i jednostek. W przypadku Archiego jest to rasa i orientacja seksualna, u Camille jest to natomiast rasa i płeć. Mimo iż twórcy serialu wyraźnie podkreślają problematykę rasizmu i dyskryminacji - w tym przypadku piszą nam piękny happy end. Przyznam szczerze, że zamiast happy endu i fikcyjnych bohaterów, wolałabym obejrzeć produkcję poświęconą rzeczywistym osobom z tych czasów, takich jak Anna May Wong czy Hatty McDaniel. One właśnie mierzyły się z tymi problemami przez całe swoje życie zawodowe i mimo sukcesów na koncie ich historia miała raczej gorzki posmak. ale jakże byłby on pouczający dla dzisiejszych widzów.
Rozumiem co chcieli przedstawić widzom twórcy ’Hollywood’. W końcu pięknie byłoby trafić do Fabryki Snów która spełnia marzenia wszystkich artystów nie kierując się żadnymi uprzedzeniami. Wspaniale byłoby zobaczyć w powojennych produkcjach czarnoskórych aktorów w rolach głównych czy parę zakochanych w sobie mężczyzn dumnie kroczących po czerwonym dywanie. Pięknie by było gdyby Anna May Wong faktycznie zdobyła Nagrodę Akademi za rolę drugoplanową. Bezsprzecznie twórcy pokazali nam jak Hollywood jako Dreamland wyglądać powinno. Rzeczywistość była jednak brutalna. W Złotej Erze Hollywood nie było miejsca na rewolucje. Końcowe odcinki serialu są ckliwe i naiwne niczym komedie romantyczne z tamtej epoki. Antagoniści serialu przechodzą przemianę a producenci dają artystyczną wolność swoim pracownikom przekonując się że filmy mogą zmieniać świat. ‘Hollywood’ wpadło w pewnien sposób w pułapkę Fabryki Snów, woli marzyć i kreować bajkowy świat zamiast przedstawiać obraz brutalnego przemysłu filmowego, w którym wiele marzeń zostało zniszczonych a ci którzy je spełnili płacili często wysokie ceny. Ich tragiczne losy maskowane były bajecznym życiem w pięknych rezydecjach z basenami. Wielu z nich jest dziś zapomnianych lub po latach odkrywanych na nowo. Oglądając serial cały czas zastanawiałam się ile osób takich jak Camille Washington, Jack Castello czy Archie Coleman istniało naprawdę i próbowało bezskutecznie swoich sił w showbiznesie. Nie zaprzeczę, że serial porusza wiele ciekawych problemów które są widoczne po dzień dzisiejszy w Holllywood. Udowadnia bowiem jak w pewnych kwestiach niewiele się zmieniło. W showbiznesie sam talent często nie wystarcza, potrzebne jest szczęście a w przypadku Hollywood za czasów kodeksu Haysa artyści musieli ulegać wytwórni kosztem własnego życia osobistego i godności.
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy własnego głosu w Internecie. Daliśmy radę przez 24 lata - z Waszą pomocą przetrwamy także ten ciężki okres. Równocześnie utrzymanie takiego projektu jeszcze nigdy nie było tak trudne.
Zobacz jak wspomóc QUEER.PLSerial nakręcony jest z rozmachem jak wiele filmów z owej epoki. Porusza ważne kwestie o których tak wiele w dzisiejszym czasie się mówi. Na ekranie można dostrzec zróżnicowanie, więc nikt nie posądzi twórców o hipokryzję. Zagrali w nim bowiem artyści. którzy otwarcie mówią o swojej orientacji seksualnej. Przełamano w nim nawet problem ageizmu, bowiem w serialu przedstawiona jest miłość dojrzała, którą Hollywood przez lata niechętnie pokazywało na ekranie. Czy serial godny jest polecenia? Ta produkcja powinna spodobać się marzycielom, którzy uwielbiają szczęśliwe zakończenia, którzy wierzą że świat jest dobry i piękny. Wyrosłam jednak z bajek, a happy end w wersji ‘Hollywood’ nie przynosi mi satysfakcji. Jako osoba, która mimo wszystko kocha Złotą Erę Hollywood wolę znać prawdziwe oblicze tego miejsca i odkrywać prawdziwe losy gwiazd filmowych.
Czwartek, 12.10.2017 Afera z Weinsteinem z wątkami LGBT
Poniedziałek, 19.12.2022 „To było absurdalne”: Lee Pace komentuje przymusowy coming out Kita Connora
Piątek, 23.07.2021 Transpłciowy coming out Tommy Dorfman, aktorki znanej z "13 powodów"
Piątek, 04.09.2020 W "Star Trek: Discovery" pojawi się postać transpłciowa i niebinarna!
Wtorek, 21.04.2020 Queerowy zwiastun nowego serialu Ryana Murphy'ego dla Netflixa