Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku Dariusz Matecki - szczeciński radny PiS - wraz kumplami “dezynfekował” ulice miasta po marszu równości. W pamięci mamy zdjęcie lokalnych działaczy wyposażonych w profesjonalne maseczki i kombinezony. Pół roku później dowiadujemy się z mediów, że ten sam radny Matecki zaraził się “koronawirusem”.
W związku z tymi wydarzeniami zastanawiam się, dlaczego pan Matecki tak świetnie sobie radził z dezynfekcją po “tęczowej zarazie” a znacznie słabiej poszło mu z prawdziwym wirusem. Czy to jest tak, że politycy, którzy tak doskonale rozwiązują wymyślone problemy jak “gender” czy „ideologia LGBT“, kompletnie zawodzą, gdy muszą stawić czoła prawdziwym zagrożeniom jak epidemia COVID-19? Jak marnie i żałośnie wygląda dziś grupka ludzi, która urządza sobie nienawistny happening przy użyciu maseczek i kombinezonów, których dziś nam tak bardzo brakuje.
Myślę, że najpóźniej dziś nastał dzień, w którym każdy, kto mówi o “tęczowej zarazie” powinien mocno stuknąć się w głowę. Jeśli te obsesyjne myśli nie ustąpią, to powinien stuknąć się ponownie - aż do skutku. Dziś w obliczu prawdziwych problemów i zapaści ekonomicznej, potrzebujemy mądrych, sprawnych i przedsiębiorczych ludzi, którzy pomogą nam wyjść z tego kryzysu. Panu Mateckiem życzę szybkiego powrotu do zdrowia a sobie życzę, żeby ludzie jak pan Matecki zajmowali się w przyszłości tylko i wyłącznie sobą - nie nami.
A jeśli ktoś nie wierzy w Boga, to można zawsze powiedzieć jedno: karma wraca!
w karme tez nie wierze :P ;-)
Matecki ,,dezynfekował" ulice, a teraz sam potrzebuje dezynfekcji.
To z czego się śmiejemy, drwimy... dostajemy tym samym albo spada na najbliższych...
Ale może to tylko mój niezbywalny pesymizm i mizantropia.
Bo tacy ludzie się niezmieniają, nic ich nie zmienia niestety
Ale może to tylko mój niezbywalny pesymizm i mizantropia.
A jeśli ktoś nie wierzy w Boga, to można zawsze powiedzieć jedno: karma wraca!