Rozmowa z Sylwią i Kachą
Poznały się na kursie języka angielskiego, pierwszy raz za ręce złapały się w zoo w... pomieszczeniu z rekinami. Marzą o tym, by Dorota Wellman zadała im pytanie o... No właśnie o co? Poznajcie Sylwię i Kachę, które na Instagramie prowadzą wspólny profil, les.be.together. Są podróże, piękne miejsca i buldożek francuski. Dużo buldożka! A jeśli i Wy prowadzicie wspólne profile w mediach społecznościowych, albo chcecie opowiedzieć nam o tym, jak się poznałyście i poznaliście, piszcie!
Chcecie podzielić się własną historią?
PISZCIE DO NAS! JAK SIĘ POZNAŁYŚCIE?Poznałyśmy się na kursie języka angielskiego. Kacha była uczestniczką, a Sylwia koordynatorką 6-dniowego wyjazdu z native speakerami. Bardzo szybko zaiskrzyło, choć żadna z nas nie zdawała sobie wtedy sprawy z tego, jak daleko to zajdzie. Obie byłyśmy w poważnych związkach, Kacha dzieliła psa i mieszkanie z ówczesną dziewczyną, a Sylwii zaledwie tydzień po naszym poznaniu oświadczył się jej chłopak. Żadna z nas nie planowała zmieniać swojego życia, ale coś nas ciągnęło do siebie, chciałyśmy ze sobą rozmawiać, pisać, spotkać się ponownie. Kiedy po miesiącu od kursu zdecydowałyśmy się zobaczyć, poszłyśmy razem do ZOO, a nasze ręce spotkały się w ciemnym pomieszczeniu z rekinami. Wtedy dotarło, że to się nie „rozejdzie po kościach”. I tak też było, dalsza historia to dążenie do tego, aby móc być razem. Wiązało się to z niesamowitą ilością sprzecznych emocji, bolesnymi rozstaniami, poczuciem winy i zagubieniem, a jednocześnie radością z każdej spędzonej razem chwili i tego, że się poznałyśmy. Kiedy ostatecznie udało nam się zamieszkać razem, poleciałyśmy na Mauritius, aby przypieczętować sukces!
ŻYCIE W POLSCEObie wychodzimy z założenia, że jeśli my nie będziemy traktować naszego związku jako czegoś normalnego, to nikt nie będzie. Dlatego nie szczędzimy sobie czułości na ulicy, nie ukrywamy tego, że jesteśmy razem, ani nie unikamy rozmów na ten temat. A mimo to nie zawsze czujemy się bezpiecznie, co sprawia, że np. puszczamy swoje ręce, gdy widzimy kogoś, kto wygląda, jakby mógł stanowić dla nas zagrożenie.W zeszłym roku byłyśmy na Pride w Amsterdamie. Obie miałyśmy łzy radości w oczach obserwując co dzieje się tam w trakcie tego wydarzenia. W Holandii nie jest to święto tylko dla społeczności LGBT. Na ulicach można spotkać mnóstwo par hetero z tęczowymi flagami, prowadzących ubrane na kolorowo dzieci, z tęczami wymalowanymi na buziach.
Z podziwem obserwowałyśmy cały przekrój wiekowy ludzi, nikomu nie przyszło do głowy organizowanie kontrparady. Będąc tam mogłyśmy w pełni wyluzować. Gdy coś takiego przeżywasz, dochodzi do ciebie, że w takim razie na co dzień, u siebie w kraju, nie do końca jesteś sobą.Deprymujące jest to, że tak często jesteśmy zmuszone nazywać się swoimi siostrami (szpital), albo przyjaciółkami (praca). Że zawsze z tyłu głowy zastanawiamy się nad tym co i w jakim gronie mówimy, czy nasz rozmówca „jest ok”, czy powiedzenie w pracy o swojej orientacji nie wpłynie na naszą karierę. Że mówiąc o małżeństwie, nie mamy na myśli zawiązywania go w naszym kraju.COMING OUTYSylwia: w moim przypadku chyba wiązało się to z dużym zaskoczeniem otoczenia. Przez 25 lat swojego życia nie przejawiałam żadnych „oznak” bycia lesbijką. Miałam na koncie kilka związków z mężczyznami, wspólne życie z jednym z nich, w końcu oświadczyny. Kiedy będąc w takiej sytuacji mówisz, że zakochałaś się w kobiecie, ludzie zwyczajnie nie traktują cię poważnie. Najbardziej zdumiewające reakcje z jakimi się dotychczas spotkałam:
„Każda kobieta przechodzi przez taką fazę. Ja mam ten okres już za sobą” – powiedziała dziewczyna, która pocałowała kiedyś koleżankę na imprezie.„Nikt nie musi wiedzieć co robisz na boku, ale nie warto rezygnować z normalnego życia” – powiedziała kobieta nie znająca żadnej homoseksualnej pary.„Ale wiesz, że są takie ośrodki, które TO leczą?” – powiedział mój ojciec – zatwardziały homofob i rasista.„Wydaje mi się, że to przez Twoją trudną relację z ojcem” – po powyższym brzmi jak niezły argument, co?„Sylwia zrobi wszystko dla pieniędzy” – to akurat elegancko padło za moimi plecami. Minęło ponad 1,5 roku a ja wciąż się zastanawiam, gdzie są moje pieniądze z lesbijstwa!Pierwszy okres był dosyć trudny, zweryfikował kilka znajomości, doprowadził do paru niezręcznych sytuacji, ale udowodnił mi też moją siłę. Parę osób już się przekonało, że nie zamierzam na siłę utrzymywać relacji, w których nie jestem akceptowana.Mam świadomość, że mnóstwo osób przez lata siedzi w szafie i rozumiem ich obawy przed wyjściem z niej, ale ja jestem zwolenniczką szybkiej terapii szokowej.
Nagrodą za takie podejście jest szacunek do samej siebie, ale jeszcze lepszą uśmiech ukochanej, która wie, że jestem dumna z bycia z nią i nie zamierzam jej przed nikim ukrywać.Kacha: u mnie nie było tak dramatycznie. W czasach liceum spotykałam się z chłopakami, ale bez poważnych związków, z resztą co poważnego może być jak się jest małolatem. Ale już wtedy ciągnęło mnie do dziewczyn – zwracały moją uwagę… I tak się zaczęło na przełomie liceum i studiów: poznałam swoją pierwszą dziewczynę i powoli zaczęłam wchodzić w „ten” świat. Oczywiście bywało różnie – było szczęście, były łzy, jak to w życiu. Jeśli chodzi o coming out to miałam dość łatwą sprawę, moi znajomi sami zapytali, czy przypadkiem nie wolę dziewczyn. Całą ekipą trzymamy się do dzisiaj więc to najlepszy dowód na to, że ludzi z reguły nie interesuje twoja orientacja, tylko to kim jesteś. Moja mama również ułatwiła mi sprawę, bo zapytała sama, ja tylko potwierdziłam jak jest.
INSPIRACJE
Jeśli chodzi o prowadzenie profilu na Instagramie, inspirują nas piękne miejsca na świecie, które odwiedzamy, dobre jedzenie i zwierzęta wszelkiej maści. Raczej słabo nam wychodzi uwiecznianie dnia codziennego, choć może właśnie dlatego po roku prowadzenia konta obserwuje nas 800, a nie 8 tysięcy osób. To nasza galeria pięknych wspomnień, którą tworzymy dla siebie, ale zapraszamy do tego świata każdego zainteresowanego. Naszą misją jest promowanie miłości, dlatego znajdziecie tam wszystko co przyprawiło nas o szybsze bicie serca: całowanie żyrafy na Mauritiusie, fale rozbryzgujące się o kamienisty brzeg w Tel Awiwie, omlet-chmurkę serwowany na śniadanie w Pałacu w Pacółtowie, buldożka francuskiego w każdej możliwej pozycji i mnóstwo zdjęć naszych uśmiechniętych twarzy.WSPÓLNY PROFILTo nasz pierwszy krok do celu jakim jest wizyta w Dzień Dobry TVN! Marzymy o tym, aby któregoś dnia Dorota Wellman zapytała nas o najpoważniejszą kłótnię w naszym związku, abyśmy mogły opowiedzieć jej historię skarpet w pralce. Mamy naprawdę blisko do siedziby stacji, możemy przyjść nawet jutro!Sylwia i Kacha na Instagramie.
A ja to widzę trochę inaczej. Sylwia nigdy wcześniej nie poczuła nic do kobiety, nie wiedziała, że to jest możliwe. Obie dziewczyny, kiedy zorientowały się, co się stało, zerwały wcześniejsze związki. Jasne, szkoda ludzi, ale miały dusić uczucie w sobie i okłamywać świat i siebie do końca życia? Czasami nie jesteśmy do końca zadowoleni z uczuć, które czujemy, ale nadal nie mamy na nie większego wpływu. Skoro dziewczyny poczuły miłość, która przyćmiła wszystko inne... Cóż, tak też się zdarza.
A było tak: Sylwii kiedyś ktoś powiedział, że jeśli odnajduje się w heteroseksualych związkach to niech nie pakuje się w relacje z dziewczynami bo będzie jej trudniej w życiu. Dostosowała się do rady. Pierwotnym założeniem tej znajomości nie miał być związek, tylko zwyczajna przyjacielska relacja. Życie wiąże się z wieloma nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Miliony osób trwają w związkach, które są ok, choć gdzieś w środeczku tęsknią za czymś innym, często sami nie wiedzą za czym. Kiedy to spotykają na swojej drodze, stają przed wyborem: iść w to i zmienić swój świat, albo pozostać w swoim ok związku i inwestować w niego swoje uczucia. Nasza droga potoczyła się tak a nie inaczej, ale życie pisze różne scenariusze. To, co się wydarzyło, było dobre nie tylko dla nas, w ogólnym rozrachunku nasi byli partnerzy również zyskali. A co przyniesie przyszłość? Kto to wie... :)
Otóż to!
Czytałam mając ciarki.
Wiele, jeszcze, szczęścia dla Was Dziewczyny. :)
(A, na przykład, ojca homofoba i rasisty współczuję, ale jak to mówią - rodziny się nie wybiera.)