31 marca na ekrany polskich kin wchodzi historia życia Dalidy, artystki niebanalnej, jednej z ikon popkultury oraz środowiska LGBT. Miałam ogromną przyjemność obejrzeć pokaz przedpremierowy filmu (dziękuję best FILM za zaproszenie), który daje szansę przypomnienia, a dla młodszego pokolenia poznania tej wspaniałej, uwielbianej swego czasu przez miliony fanów, a obecnie coraz bardziej zapomnianej postaci.
W tym roku mija 30-ta rocznica tragicznej śmierci Dalidy, dlatego zwłaszcza młodsze osoby mają prawo słabo ją kojarzyć (na pokazie filmowym dominowały osoby 40 i 50+). Artystka – bo to nie tylko gwiazda popu/disco, ale także miss Egiptu o urodzie często porównywanej do Kleopatry, a przede wszystkim Królowa Serc – uwielbiana była przez tłumy na całym świecie. Jej oszałamiająca kariera sceniczna nie szła jednak w parze ze szczęściem w życiu prywatnym - i na tym głównie koncentruje się jej filmowa biografia. Od razu trzeba zaznaczyć – bardzo dobra.
Świetnie zrobiony film nie tylko pokazuje wszystkie ważniejsze momenty z życia gwiazdy (rozpoczyna się od pierwszej próby samobójczej bohaterki, ale dzięki retrospekcjom sięgamy po całe życie Dalidy), ale także znakomicie ukazuje jej postać – świetnie dobrana aktorka (Sveva Alviti) o podobnych do Dalidy rysach i sylwetce doskonale odgrywa również charakter, gesty, zmienność i „divowskość” Dalidy. Jako drag queen mogę się jedynie przyczepić do włosów – Dalida miała bardziej bujne, dużo częściej też nimi „grała” na scenie – bawiąc się nimi, podkreślając nimi swą kobiecość. Również sceniczne stroje prawdziwej Dalidy były dużo bardziej efektowne, w filmie są dość skromne i pastelowe.
Śledząc losy Dalidy (od dzieciństwa, aresztowania ojca, trudnych relacji z rówieśniczkami w młodości, po pierwsze sukcesy aż do triumfów w paryskiej Olympii i na innych scenach) poznajemy bohaterkę oczami różnych postaci (lekarzy, brata, eks męża), na głównym planie oglądając przede wszystkim życie osobiste divy, jej kolejne miłości, relacje, namiętności, oraz rzadkie chwile szczęścia, a bardziej w tle sceniczne sukcesy. Ogromnymi plusami filmu są znakomicie oddane realia epoki oraz oczywiście muzyka – piosenki Dalidy, ale mniej hity w stylu "Paroles, paroles" czy "Lezz moi danser", częściej mniej znane, poetyczne utwory, wykonywane na scenie lub lecące w tle, zawsze świetnie dobrane do scen filmu i w kluczowych momentach uderzające w emocje oglądających.
Znakomity portret Dalidy – olśniewającej, doprowadzającej kochanków do obłędu czy śmierci, niezwykłej, kochanej przez miliony, lecz niezrozumianej, a przede wszystkim – autentycznej. Jak mówi Dalida w jednej z kwestii – nieważna jaka muzyka jest aktualnie modna, ludzie przychodzą na nią bo jest autentyczna. To także wzruszający, ale i smutny film o poszukiwaniu miłości (stąd podtytuł filmu "Skazana na miłość), o tym jak mało daje ona chwil szczęścia, a jak często rani, niekiedy doprowadzając do śmierci.
Polecam gorąco.
Piątek, 25.01.2019 Troye Sivan w Polsce, trzeci sezon "Queer Eye" i Darren Criss jako Mariah Carey
Piątek, 19.10.2018 Queerowym okiem o popkulturze
Piątek, 18.05.2018 Qlturalne podsumowanie tygodnia
Środa, 08.06.2016 Swobody bardzo dzisiaj brakuje
Poniedziałek, 30.06.2014 "My, Słowianie" w wersji drag