Kilka lat temu poznali się w Internecie, postanowili pójść w ślady Marka i Jędrzeja, podpisać umowę u notariusza i wyprawić wesele. Poznajcie Tomka i Pawła.
Chcecie podzielić się własną historią?
PISZCIE DO NAS!Tomka poznaliśmy na Facebooku. Wraz z partnerem, Pawłem, prowadzą bloga, na którym opisali swoją drogę do podpisania umowy u notariusza i wyprawienia wesela. Panowie komentują też na nim bieżące sprawy, przede wszystkim LGBT. Chcą także walczyć ze stereotypami na temat par jednopłciowych, a naszej społeczności dodać otuchy i zachęcić do zawierania umów u notariusza.
Poznali się kilka lat temu w Internecie, sami mówią, że
to była miłość od pierwszego wejrzenia. Tomek ujawnił się przed rodzicami jako 18-latek - ci ciężko to przyjęli, ale z czasem zaakceptowali syna. Paweł ujawnił się dopiero przed 30-tką. Dlaczego zdecydowali się na "sformalizowanie" związku? Przede wszystkim chcieli pokazać, że nie są "gorsi od par różnopłciowych", chodziło też w dużej mierze o kwestie praktyczne, takie jak pełnomocnictwa. Wesele? Prawie wszystko poszło zgodnie z planem, a goście świetnie się bawili.
W rozmowie z nami Tomek i Paweł opowiedzieli nam o przygotowaniach do ceremonii, związkach partnerskich oraz o hejterach.Film z wesela Tomka i Pawła oraz
ich BLOG:Opowiedzcie coś więcej o samej ceremonii: jak się do niej przygotowywaliście, co musieliście załatwić, czy były jakieś trudności - jeżeli tak to jakie?Tomek i Paweł: Przygotowania rozpoczęliśmy kilka miesięcy wcześniej. Myślę, że odbywało się to podobnie, jak przy zwykłym ślubie cywilnym. Najpierw wybraliśmy datę uroczystości - taką, która w jak najmniejszym stopniu nie kolidowała z obowiązkami zawodowymi naszych gości. Potem trzeba było znaleźć salę - odpowiedniej wielkości, w sympatycznym miejscu, z menu, które nam odpowiadało. W zasadzie żaden z właścicieli sal nie miał żadnych uwag, gdy informowaliśmy o charakterze ceremonii i całej imprezy. Nie spotkaliśmy się z żadnymi złośliwościami z ich strony. Wybór padł na salę, która ze względu na zaproponowane menu, wielkość i otoczenie, a także koszty, najbardziej nam odpowiadała.
Gdy mieliśmy już to ustalone, mogliśmy przygotować zaproszenia dla naszych gości. Ponieważ gotowe wzory zaproszeń, dostępne w sklepach czy też w internecie, nam nie odpowiadały, więc Paweł zaprojektował i wydrukował zaproszenia na specjalnych rodzajach papieru. Do tego, z takim samym motywem graficznym, przygotował baner na salę oraz naklejki na butelki "napoju rozmownego".
Następnie musieliśmy zadbać o nas samych, tzn. o garderobę. Trochę się obawialiśmy o reakcję sprzedawców, ale zupełnie niepotrzebnie. Już chyba w trzecim odwiedzonym przez nas sklepie znaleźliśmy odpowiadające nam wzory garniturów. Przesympatyczne panie właścicielki zajęły się nami z niezwykłą pasją, doradzając dobór wszelkich elementów stroju do garniturów (koszule, spinki do mankietów, muszki, chusteczki do butonierki) - po bardzo rozsądnych cenach. Zaoferowały również bezpłatne dopasowanie koszul i garniturów (skracanie, zwężanie itp.). Efekt naszym zdaniem był naprawdę niezły! Trochę zachodu kosztowało nas zdobycie dwóch par takich samych butów - ostatecznie zamówiliśmy je przez internet.
A kwestie formalne?Niezwykle ważną sprawą było załatwienie notariusza. Wielu, do których się zwracaliśmy, miało akurat wolne w zaplanowanym przez nas terminie (2 maja, dłuuuuugi weekend). Znaleźliśmy jednak panią notariusz, która bez żadnych problemów (i bez dodatkowych opłat!) zgodziła się uczestniczyć w podpisaniu naszej umowy partnerskiej poza siedzibą kancelarii, na sali w miejscu uroczystości.
Z drobniejszych spraw doszło nam jeszcze załatwienie tortu, u poleconej przez znajomych pewnej pani. Tu również efekt wizualny był świetny a tort bardzo smaczny. Zabawę zapewnił nam nasz zaprzyjaźniony DJ - w ramach prezentu ślubnego.
Zapomnielibyśmy: rozważaliśmy jeszcze sprawę kamerzysty oraz fotografa. Zdjęcia zaoferował się nam robić jeden z gości (Marcin - dziękujemy!), a na kamerzystę trafiliśmy trochę przez przypadek. Pan Jacek okazał się bardzo sympatycznym i tolerancyjnym człowiekiem, który według nas zrobił bardzo dobry, ponad godzinny, ciekawy film z uroczystości. Do dziś mamy z nim dobry kontakt.
Podsumowując: większych problemów z organizacją uroczystości nie mieliśmy. Jak się okazuje, samemu można wszystko "ogarnąć" poświęcając trochę czasu i przy odrobinie wyobraźni. I to wszystko za rozsądną cenę. Nie spotkały nas przy tym żadne nieprzyjemności. Ceremonia może nie przebiegła super idealnie i tak, jak sobie zaplanowaliśmy - ale wszyscy nasi goście byli bardzo zadowoleni i dobrze się bawili.
Co najbardziej Panowie zapamiętają z ceremonii?Odczytanie i podpisanie aktu umowy partnerskiej i krojenie tortu, a potem zabawa aż do utraty tchu.
Jakie jest Wasze zdanie o związkach partnerskich i równości małżeńskiej?Związki partnerskie powinny być bez żadnych wątpliwości zalegalizowane. Na pewno skorzystałoby z tego również wiele par heteroseksualnych, które nie chcą lub nie mogą zawrzeć zwykłych małżeństw. Jest to potrzebne, aby były jednoznacznie rozstrzygnięte prawa do dziedziczenia po partnerze, prawa do informacji o stanie zdrowia partnera czy wspólnego rozliczania się z podatków.
Uważamy, że nie ma żadnych istotnych różnic między związkami homo- a heteroseksualnymi. Jedynie ze względu na zapóźnienie Polski: na razie nie poruszałbym spraw dotyczących wspólnej adopcji dzieci - czekając na wykonanie pierwszego kroku, legalizacji związków.
Jak społeczność LGBT zareagowała na upublicznienie Waszej historii?Nie mamy wielu kontaktów w tej społeczności, ale raczej pozytywnie.
Czy zgłaszają się do Was jednopłciowe pary z prośbą o pomoc?Tak, kilka razy proszono nas o pomoc. Podsyłaliśmy nasz wzór umowy partnerskiej, jak też doradzaliśmy, w miarę naszej wiedzy, w sprawie organizacji samej imprezy.
Macie hejterów? Jak sobie z nimi radzicie?Tu w zasadzie nie było większych problemów. Może jedna czy dwie osoby napisały coś obraźliwego na naszym blogu. Zawsze można takiej osobie odpisać lub zignorować ją, jeżeli nie trafiają do niej żadne argumenty. Nie można się przejmować takimi ludźmi.
Ps. Sa tak podobni ze do konca filmu ich nie byłem w stanie odróżnić -)