Sangaile (Julija Steponaitytė) to dziewczyna, której imię oznacza „z siłą”. Wakacje spędza w imponującym domku letnim rodziców (jej matka jest baletnicą na emeryturze), otoczona dźwiękami muzyki klasycznej, wazonami pełnymi róż i świeżymi owocami morza. Brzmi jak opowieść o kimś, z kim chcielibyście się zamienić? Nie dajcie się zwieść – każdy medal ma swoją drugą stronę.
- Bibi Żbikowska -W przypadku Sangaile jest to jej brak pewności siebie i swoich możliwości, które ujście dla frustracji znajdują w ostrzu cyrkla. Dziewczyna zadaje sobie ból z niemal mechaniczną regularnością, prawdopodobnie karząc się za to, że nie potrafi spełnić swojego marzenia o byciu pilotką-akrobatką. W wyjściu ze stanu melancholii pomaga jej Auste (Aistė Diržiūtė) – dziewczyna z klasy robotniczej, pracująca w miejscowej kawiarni, która zafascynowana tajemniczą koleżanką, próbuje się do niej zbliżyć. Auste uwielbia szyć i fotografować, jej pokój jest istną jaskinią cudów, pełną materiałów, świecidełek, futerek, cekinów i retro-gadżetów.
Zaprasza Sangaile do swojego wyjątkowego świata, pełnego ciepła, uśmiechu i miłości. Napięcie między dziewczynami przeradza się w uczucie i związek, który pozwala im na tyle się do siebie zbliżyć, że Sangaile odważa się wyjawić swoje najskrytsze sekrety. Gdy Auste je poznaje, jest zdeterminowana, żeby popchnąć ją na drogę samorealizacji.
„Lato Sangaile” Alanté Kavaïté jest poniekąd opowieścią o dojrzewaniu i stawaniu się sobą - po tym, jak rozpoczniemy proces separacji z rodzicami. O tym, że nienawiść, którą czujemy do siebie samych za niespełnianie ich standardów, powinna zostać przekuta w poczucie samoświadomości, pewności siebie, siły i dumy z tego, kim jesteśmy.
Zakończenie filmu nie jest jednak triumfalnym happy-endem. Kavaïté nie interesują czarno-białe rozwiązania.
Jej film opiera się na niedopowiedzeniach, a zamiast rozbudowanych dialogów wybiera symbolikę obrazu. Scenografia i zdjęcia w filmie są dopracowane do perfekcji. Kadrowanie, gra barwami i dobór rekwizytów sprawiają, że „Lato Sangaile” wizualnie plasuje się gdzieś pomiędzy kolorystyką i przejrzystością kadru Wesa Andersona, a symboliką i smutną zadumą filmów Sophii Coppoli. Taka estetyzacja rzeczywistości bywa dosyć niebezpiecznym zabiegiem, ale Kavaïté stara się zachować dystans i nie popaść w skrajny róż. Używa do tego niuansów: pokazuje rozwarstwienie społeczne na Litwie, powagę problemów okresu dojrzewania i odcina się od stereotypów oraz wzorców kulturowych dotyczących płci (w obu filmach reżyserki, które do tej pory nakręciła, kobiety wybierają sobie zawody do niedawna zarezerwowane tylko dla mężczyzn). Robi to także pokazując, że czasem nasze drogi się rozchodzą, mimo tego, jak wiele sobie nawzajem zawdzięczamy.
Mimo to, Kavaïté zarzuca się, że popada w przesadną estetyzację. Że pot, krew i sól są ciężkie do wyczucia w malinowej, miejscami impresjonistycznej, a miejscami retro otoczce. Ten zarzut nie jest zupełnie bezpodstawny, ale „Lato Sangaile” jest tak efemeryczne, jak efemeryczne są wszystkie „wspomnienia z lata”. Nigdy nie były i nie będą obiektywne.
LATO SANGAILE od 27 maja w kinach, a w czerwcu na outfilm.pl
Film grają jeszcze kino KC i Iluzjon w Warszawie