Koniec lat osiemdziesiątych, finisz szarego PRL-u. Wszyscy stoją w kolejce do demokracji, każdy z kartką na cukier i wolność. Nowe społeczeństwo, otwarte. Będzie jak na zachodzie - dla niektórych, bo geje i lesbijki przecież za komuny nie istnieli. W wolnej Polsce też nikt ich więc nie potrzebuje. Dawniej tego nie było i dobrze. A jednak ktoś walczył o inną, wykluczoną wolność. Raz głośniej, raz ciszej, w małych mieszkaniach i niskonakładowych gazetach powoli odbijał się echem głos Warszawskiego Ruchu Homoseksualnego. Bo jak wolność, to idźmy na całość. W tym tygodniu mija 27. rocznica powstania WRH.
"Jeżeli czujesz się homoseksualistą, jeżeli jeszcze nie jesteś tego pewien, wreszcie jeśli znasz kogoś, kogo ta problematyka może zainteresować chcemy Cię zaprosić do wspólnego działania w Ruchu Homoseksualistów" - tak do włączenia się w działania zachęcała ulotka pierwszego polskiego ruchu zrzeszającego osoby homoseksualne.
Warszawski Ruch Homoseksualny był głosem na rzecz praw środowisk lesbijsko-gejowskich w Polsce, a warto pamiętać, że lata osiemdziesiąte do prostych nie należały. Milicja inwigilowała każdego podejrzanego, archiwa zapełniały się różowymi teczkami "posądzanych" o homoseksualizm.
Waldemar Zboralski i Sławomir Starosta skontrowali brutalne działania organów władzy. Integrując środowisko wokół czasopisma "Efebos", podjęli decyzję o rejestracji pierwszego stowarzyszenia skupionego wokół spraw gejowsko-lesbijskich w Polsce. Zadanie to było nowatorskie i niezwykle trudne. Potrzeba było wiele motywacji, a jak
wspomina konsultant i doradca WRH, Andrzej Selerowicz "czasami wiązała im (działaczom) ręce niewiara w sukces, brak przebojowości". Opowiada, że obok ogólnego chaosu, który towarzyszy każdej rewolucji, zastanawiano się, czy "Próbować rejestracji ogólnopolskiego stowarzyszenia, czy ograniczyć się do regionu Warszawy? Kogo przyjmować na członków organizacji, prowadzić regionalną rekrutację, czy od razu ogólnopolską? Kto ma zredagować statut? Czy zbierać składki i po ile? Jak wybierać zarząd i ustalić jego zakres działania?". A najważniejsze pytanie dotyczyło tego, kto weźmie na siebie odpowiedzialność walki o formalności?
By założyć stowarzyszenie potrzeba było 15 osób – otwartych i odważnych na tyle, by podać swoje dane osobowe.Waldemar Zboralski i Sławomir Starosta podjęli wyzwanie.
W marcu 1988 w okienku Wydziału Społeczno-Administracyjnego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy złożono dokumenty założycielskie. Wspominając tamte czasy Zboralski zaznacza, że "dzięki WRH geje i lesbijki otrzymali własną i prawdziwą twarz, mówili swoim głosem". Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że żeby rejestracja doszła do skutku, musi najpierw upaść cały system. Rejestrację WRH poparli w oficjalnym liście do władz komunistycznych kluczowi intelektualiści tamtego okresu, tacy jak
Jerzy Kawalerowicz, Tadeusz Kielanowski, Szymon Kobyliński czy Daniel Passent. W sprawę zaangażował się także profesor Mikołaj Kozakiewicz, prezes Towarzystwa Rozwoju Rodziny, który w marcu 88. w liście do generała Kiszczaka wnioskował "o umożliwienie homoseksualistom w PRL w uzgodnionych z władzami formach zorganizowania się i zrzeszania". Od tamtego momentu wszystko działo się coraz szybciej. WRH przyjęto do międzynarodowej organizacji ILGA (International Lesbian and Gay Association). Grupa otrzymała przy ulicy Piaseczyńskiej w Warszawie lokal, który w krótkim czasie stał się siedzibą WRH i miejscem wielu spotkań i gorących debat. Mnożyły się lokalne inicjatywy wspierające. Tematem zainteresowały się media. Intensywnie działano na rzecz popularyzacji wiedzy o AIDS. Chęci nie opadły nawet, gdy mimo wszystkich starań, władze nie przyzwoliły na rejestrację stowarzyszenia. Politycy bali się Kościoła, tłumacząc się mgliście "obrazą moralności publicznej".
O całym zdarzeniu dla amerykańskiej prasy w wywiadzie z Kay Withers z "Bultimore Sun" mówił Jerzy Urban: "O ile wiem stowarzyszenie nie zostało zarejestrowane dlatego, że władze które rejestrują uznały, że obyczajowość społeczna i zakres społecznej tolerancji nie dojrzały do funkcjonowania tego rodzaju organizacji".Wszystkie te polityczno-medialne potyczki okazały się nic nieznaczące w obliczu 89. roku i pierwszych kilku miesięcy wolnej RP. W 1990 działania WRH dały grunt pod budowę pierwszej legalnej w Polsce organizacji LGB - Stowarzyszenia Grup Lambda.
Ale o tym następnym razem.(ng)
Zobacz też: Kto był kim w prasie gej-les i Wywiad z Andrzejem Selerowiczem.Nina Gabryś
Z tego co pamiętam to Starosta jest właścicielem najgorszej ruchalni w polskich internetach, czyli gay.pl