Do sprzedaży trafiło nowe - poprawione i poszerzone - wydanie książki Krzysztofa Tomasika "Gejerel. Mniejszości seksualny w PRL-u". Autor miał do swojej dyspozycji reportaże, zapomnianą literaturę, akta spraw sądowych, wypowiedzi autorytetów i polityków, a także pamiętniki i listy. Dzięki temu powstał wyczerpujący reportaż o życiu osób nieheteroseksualnych w PRL-u. Zachęcamy do przeczytania fragmentu wznowionego wydania.
Warszawski Ruch Homoseksualny był pierwszą polską organizacją, która w schyłkowym PRL-u chciała na szeroką skalę działać na rzecz mniejszości seksualnych. Pozostali nieformalną grupą, ponieważ próby rejestracji zostały utrącone przez ówczesną władzę. Historię starań WRH o legalizację prześledził Krzysztof Tomasik w poszerzonym wydaniu „Gejerelu”, które właśnie ukazało się na rynku.
Mimo realnych osiągnięć Warszawski Ruch Homoseksualny był krytykowany przez część własnej społeczności. Maciej, bohater reportażu z tygodnika „Wprost” z 1988 roku, mówił autorowi tekstu: „Ogarnia mnie pusty śmiech, gdy słyszę o próbach zarejestrowania w Polsce towarzystwa gejów. To niemożliwe, a poza tym jak oni się do tego zabierają! Tyłem do kamery? Czy to nie absurdalne, że faceci, którzy chcą, żeby społeczeństwo ich zaakceptowało, kryją swoje twarze i swoje nazwiska? To wszystko, co oni robią, jest niewiarygodne. Hucpa, i tyle!”. Maciej nawiązuje do programu telewizyjnego Halszki Wasilewskiej Rozmowy intymne, w którym na przełomie 1987 i 1988 roku jako reprezentanci Warszawskiego Ruchu Homoseksualnego udział wzięli Waldemar Zboralski i Jarosław Taran, siedząc tyłem do kamery. Sam Maciej jednak również występuje w reportażu „Wprost” anonimowo, dodatkowo zamieszczono pod nim adnotację, że „imiona i wszystkie szczegóły, które pozwoliłyby zidentyfikować bohaterów tekstu, zostały zmienione”.
Walka z AIDS zamiast homoseksualizmu
Próba rejestracji działającego od 1987 roku Warszawskiego Ruchu Homoseksualnego to właściwie cała epopeja, którą można prześledzić dzięki dokumentom zachowanym w Instytucie Pamięci Narodowej. „Wniosek o rejestrację nowego stowarzyszenia”, wystosowany przez Sławomira Starostę, Jarosława Tarana i Waldemara Zboralskiego wpłynął do Wydziału Społeczno-Administracyjnego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy w marcu 1988 roku. W uzasadnieniu pisano: „W obliczu zagrożenia śmiertelną chorobą AIDS, a co za tym idzie: konieczności zintegrowania społecznych działań w walce z zagrożeniem dla milionów ludzi, mając na celu zachęcanie mniejszości seksualnej, zaliczanej do tzw. «grup zwiększonego ryzyka» choroby AIDS – homoseksualistów, do aktywnego udziału we wszystkich działaniach profilaktycznych, oraz aby dać poczucie minimum bezpieczeństwa tejże grupie – możliwego tylko w przypadku istnienia oficjalnej reprezentacji, pragniemy zaistnieć jako taka reprezentacja”.
Wniosek zawierał projekt statutu stowarzyszenia, listę członków założycieli, protokół z zebrania założycielskiego (odbyło się 27 lutego 1988 roku) i Oświadczenie Zarządu Klubu Młodego PRON-owca, który udostępniał ruchowi lokal na ul. Piaseczyńskiej 57 w Warszawie. Założycieli było w sumie dziewiętnaścioro, wszyscy młodzi, urodzeni w latach 1954–1969, w tym tylko dwie kobiety: pielęgniarka z Mińska Mazowieckiego (ur. 1965) i studentka z Pszczyny, czasowo w Warszawie (ur. 1963). Wśród celów działania stowarzyszenia kwestia HIV/AIDS odgrywała ważną rolę; punkt trzeci zakładał: „Uczestniczenie w opiece nad osobami chorymi i zakażonymi chorobą AIDS”.
Chociaż zgodnie z prawem wniosek został wystosowany do warszawskiego ratusza, sprawa szybko poszła wyżej – debatowali na jej temat przedstawiciele najwyższych władz, z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych na czele. W odręcznej notatce z czerwca 1988 roku zastępca dyrektora w Departamencie Społeczno-Administracyjnym MSW pisał: „Jeśli wolno mi wyrazić mój pogląd – to jestem za rejestracją. Środowisko i tak funkcjonuje i funkcjonować będzie, niech to się dzieje w określonej organizacji i przy przestrzeganiu przyjętych w statucie rygorów. Będzie łatwiejsza kontrola”. Podobne podejście okazało się jednak rzadkością. Negatywną opinię wystawiło Biuro Kryminalne Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej, powątpiewając, że stowarzyszenie będzie w stanie wypracować nowe formy walki z AIDS: „Powołanie się we wniosku o rejestracji na fakt, iż głównym celem stowarzyszenia jest «aktywny udział we wszystkich działaniach profilaktycznych», jest jedynie zręcznym wybiegiem inspiratorów, dla ukrycia innych celów, zwłaszcza uzyskania większej swobody i możliwości uprawiania praktyk homoseksualnych, a także rozwoju ich form”. Uznano nawet, że w przypadku rejestracji „możliwość zarażenia się chorobą AIDS zwiększy się, gdyż w ramach stowarzyszenia i klubów, które na tej bazie niewątpliwie powstaną w sposób legalny i niemal jawny («w ramach określonych statutem») można będzie uprawiać i rozwijać praktyki homoseksualne, wzbogacając je o tzw. nowe techniki, przejmowane w ramach swoistej wymiany doświadczeń z podobnych organizacji zagranicznych, głównie zachodnich”.
Sprawa rejestracji ciągnęła się już trzy miesiące, kiedy głos postanowił zabrać prof. Mikołaj Kozakiewicz, poseł na Sejm. Do Czesława Kiszczaka, wówczas ministra spraw wewnętrznych, oraz Janusza Komendera, ministra zdrowia, wystosował apel o umożliwienie rejestracji WRH: „Jestem głęboko przekonany, że przyjęcie zgłoszonej tutaj propozycji – od dawna wcielonej w czyn w rozwiniętych krajach zachodnioeuropejskich – leży w dobrze pojmowanym interesie całego społeczeństwa, w tym jego heteroseksualnej większości, które jest także narażone na AIDS i będzie narażone w stopniu tym większym, im szybciej AIDS będzie szerzyć się w środowiskach homoseksualnych. W ramach demokratyzacji systemu społeczno-politycznego w Polsce nie bez znaczenia jest również fakt, iż jednym z wyznaczników poziomu demokracji w danym kraju jest jego stosunek do wszelkich mniejszości. W tym seksualnych”. Choć list był własną inicjatywą Kozakiewicza, udało mu się zdobyć poparcie czterech profesorów „ze świata medycyny”, czterech „ze świata nauk społecznych” oraz ludzi kultury: reżysera Jerzego Kawalerowicza, rysownika Szymona Kobylińskiego i Daniela Passenta z „Polityki”. Odmówili nieliczni: historyk Aleksander Gieysztor, reżyser Andrzej Wajda i socjolożka Magdalena Sokołowska.
List Kozakiewicza nie spotkał się z reakcją, MSW wciąż pytało kolejne podmioty, jak ustosunkowują się do pomysłu legalizacji Warszawskiego Ruchu Homoseksualnego. Wraz z końcem sierpnia 1988 roku negatywnie odniósł się do pomysłu doc. dr hab. med. Andrzej Piotrowski reprezentujący oddział psychiatryczny Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Warszawie. W rejestracji stowarzyszenia widział głównie niebezpieczeństwa: „Szerokie popularyzowanie problematyki homoseksualizmu mogłoby przyciągnąć osoby o nie w pełni ukształtowanej identyfikacji psychoseksualnej do zinstytucjonalizowanych agend Ruchu, a przez to przyczynić się do wzrostu osób czynnie homoseksualnych. Każda forma instytucjonalizacji pomocy dla osób dewiacyjnych może stać się swoistym ośrodkiem kontaktowym i dotyczyć mogłoby to łatwo osób homoseksualnych, a także «niedookreślonych» seksualnie. Jeżeli nadrzędnym celem ma być obecnie prewencja AIDS, to stworzenie płaszczyzny kontaktów społecznych może łatwo skutkować (w tym zwłaszcza środowisku) narastaniem liczby kontaktów seksualnych”.
Był już wrzesień ’88, kiedy kolejną opinię wydał socjolog Jacek Kurczewski, który uznał, że w Polsce „istnieje ograniczona swoboda stowarzyszania się i każdy przypadek należy brać pod uwagę z osobna”. Po rozważeniu „za i przeciw” napisał: „O ile nie wprowadza się, tak jak powinno być, pełnej swobody stowarzyszeń, decyzja w tej mierze musi być określona i ograniczona do zagadnień ochrony zdrowia w związku z plagą AIDS”. Pomysł podchwyciło MSW i 27 grudnia 1988 roku zwrócono urzędnikom w Warszawie dokumenty związane z WRH z informacją, że zgoda uzależniona jest od wyeliminowania ze statutu wyrazu „homoseksualizm” i zmiany nazwy na Towarzystwo Walki z AIDS.
Członkowie Warszawskiego Ruchu Homoseksualnego, nie mając innego wyjścia, zgodzili się na wymuszone przez władze zmiany, decyzji o rejestracji wciąż jednak nie było. Rok po złożeniu wniosku, w marcu ’89, Sławomir Starosta jako reprezentant założycieli wystosował do MSW pismo, w którym przypomniał, że obiecywany termin załatwienia sprawy upłynął 30 października 1988 roku. W związku z niedotrzymaniem terminów Starosta wnosił zażalenie: „Działalność taką administracji państwowej uważamy za szkodliwą społecznie, bo marnującą wysiłek ludzi chcących zaangażować się w działalność społeczną. Pozostaje ona także w sprzeczności z deklarowaną przez Rząd polityką pluralizmu, podważając jej wiarygodność”. W odpowiedzi z 21 kwietnia 1989 roku informowano, że wraz ze zmianą prawa „rejestracja stowarzyszeń należy do kompetencji sądów wojewódzkich”. To kończyło tę sprawę. Ostatecznie pierwszą polską organizację gejowsko-lesbijską zarejestrowano 23 lutego 1990 roku, było to już jednak Stowarzyszenie Grup Lambda.
Fragment rozdziału „AIDS, którego nie było” z drugiego, poprawionego i poszerzonego wydania „Gejerelu” Krzysztofa Tomasika (Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2018). W wybranym fragmencie pominięto bibliografię.
Piątek, 20.07.2012 Pierwiastek obcości
Poniedziałek, 25.06.2012 Gejerel
Czwartek, 19.11.2015 Oczywiście, że powtórka akcji Hiacynt jest możliwa
Poniedziałek, 31.08.2015 Byliśmy niewidzialni. Selerowicz w "Newsweeku" o Hiacyncie
Wtorek, 26.05.2015 "Kryptonim Hiacynt" przedpremierowo w Prideshop.pl