Bardzo się cieszę, że Inna Strona postanowiła rozpocząć dyskusję na temat stosunku do starości wśród społeczności gej-les. Wbrew temu co napisał rozpoczynający debatę Jacek Kochanowski, nie mam wrażenia, że „Problem podwójnego wykluczenia starszych osób homoseksualnych w społeczeństwie jest świetnie opisany w literaturze badań LGBTQ”. Być może autor miał na myśli opracowania zachodnie, w Polsce świadomość czym jest dyskryminacja ze względu na wiek w ogóle funkcjonuje w niewielkim stopniu. Ta debata jest ciągle przed nami, także jeśli chodzi o gejów i lesbijki.
Dotychczas zabierający głos, skupili się na konkretnych kwestiach.
Ewa Tomaszewicz pisała o nieobecności starych lesbijek,
Jacek Kochanowski wyrokował, że na portalach randkowych można się poczuć starym dzień po 35. urodzinach. Świetnie potrafię sobie wyobrazić, że tak właśnie jest, chociaż wyczuwam w tym trochę publicystycznej przesady, a sposoby przedłużania młodości w wirtualu są te same co w realu i zależą od zasobności portfela, genów i... gotowości kłamania. Sam mam znajomych, którzy w sieci (i nie tylko w sieci) bardzo skutecznie się odmładzają, świadomi, że skończenie 35., 40., czy 45 lat oznacza po prostu bycie kimś gorszym.
Mnie jednak bardziej interesowałby moment, gdy starość się kończy, a nie zaczyna. A więc pytanie, gdzie są geje i lesbijki 80+? Wiadomo, że czysto teoretycznie gdzieś powinni/powinny być, ale nie mamy o tym żadnego pojęcia. Zresztą co tu mówić o osiemdziesiątkach, skoro w społeczności LGBT w ogóle nie ma żadnej ciągłości pokoleniowej, wśród działaczy i działaczek jest zwyczajnie kilkunastoletnia wyrwa. Kiedy przegląda się zestawienia z kolejnych wyborów władz Grup Lambda z początku lat 90., w 95% widnieją tam nazwiska kompletnie już dziś anonimowe. To samo dotyczy osób współpracujących z pierwszymi pismami dla mniejszości seksualnych, problem zdecydowanie wykracza zresztą poza krąg gejowsko-lesbijski. Postacią kompletnie już dziś zapomnianą jest także Ada Strzelec, pierwsza osoba transpłciowa, która opowiedziała o swoim życiu w książce „Byłam mężczyzną” wydanej w 1992 roku.
Zdaję sobie oczywiście sprawę, że całą tę kwestię bardzo łatwo zbanalizować; stwierdzić, że do aktywności nie można nikogo przymusić, każdy ma różne etapy w życiu i w pewnym momencie bardziej skupia się np. na życiu zawodowym albo rodzinnym. Nie zmienia to faktu, że pozwoliliśmy odejść całej grupie ludzi działających na rzecz mniejszości seksualnych piętnaście, dwadzieścia i dwadzieścia pięć lat temu. Nie została stworzona dla nich żadna oferta, pozwoliliśmy by mogli przestać czuć się częścią większej społeczności.
Piszę „my”, bo mam poczucie, że także podlegam ograniczającym wyobrażeniom o „ludziach z przeszłości”. Przede wszystkim błędem jest myślenie o nich jako jednej grupie, która ma pewne typowe dla siebie cechy. W każdym przedziale wiekowym występuje ogromne zróżnicowanie, a najlepiej widać to na przykładzie dwóch najstarszych polskich gejów o których publicznie wiadomo: Michała Głowińskiego (rocznik '34) i Jerzego Nasierowskiego (rocznik '33). Poza zbliżonym wiekiem, płcią i ujawnioną orientacją seksualną nie łączy ich chyba nic więcej.
Profesor Głowiński po traumie holokaustowej bardzo długo ukrywał homoseksualizm przed wszystkimi, w tym niejako także samym sobą. O wiążącej się z tym samotnością, której nie rekompensowało pokonywanie kolejnych stopni kariery naukowej napisał dwa lata temu w autobiografii. „Kręgi obcości” i dokonany tam coming out spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem zarówno w mainstreamie, jak mediach LGBT. Mamy więc w tym wypadku do czynienia z narracją związaną ze starością, która może zostać zaakceptowana.
Przeciwieństwem życiorysu Głowińskiego jest biografia Nasierowskiego. Urodzony w zamożnej rodzinie ziemiańskiej, w względnym bezpieczeństwie przeżył wojnę. Pod koniec lat 50. zadebiutował jako aktor. Grał w filmie, teatrze i telewizji, a jego związki z mężczyznami były w środowisku artystycznym tajemnicą poliszynela. Od 1969 roku wraz ze swoim młodym kochankiem okradał znajomych, a jego partner w czasie pewnego włamania dodatkowo uśmiercił jedną z ofiar. W głośnym procesie obaj zostali skazani na 25 lat więzienia. W areszcie Nasierowski zaczął pisać, w jego książkach od początku wątek homoseksualny był obecny i niezwykle istotny. Coming outu dokonał jak tylko było to możliwe, w latach 90. zdobył pewną popularność jako skandalista i „pierwszy pedał III RP”.
Od dwudziestu trzech lat Nasierowski jest więc najstarszym polskim gejem, a jednocześnie osobą niejako wykluczoną poza społeczność LGBT. Pierwsze pisma sekowały go jako kalającego pozytywny wizerunek asymilującego się homoseksualisty. Na ile ta zasada ciągle działa przekonałem się na własnej skórze organizując z Nasierowskim spotkanie w Nowym Wspaniałym Świecie (niezawodny „Fakt” napisał: „Polski aktor-morderca w modnym, lewicowym klubie”), a także przeprowadzając z nim wywiad o gejowskim kręgu artystycznym lat 50. i 60. (który w efekcie nie został opublikowany). Wielokrotnie przekonywałem się, że negatywne emocje wywołuje samo wymienienie nazwiska pisarza. A wszystko to w sytuacji, gdy coraz większą popularność zdobywa teoria queer, sporo mówi się o otwieraniu na Innych i Obcych i właściwie nie wiedzieć czemu niemal nigdy nie przekłada się to na polskie konkrety.
Kiedy uświadomimy sobie, że Nasierowski jako gej jest podwójnie nienormatywny, po pierwsze jako osoba, która łamała prawo i znalazła się w więzieniu (do którego nie chcielibyśmy trafić), pod drugie jako ucieleśnienie starości (której się boimy), w dodatku połączonej z nieskrępowanym mówieniem o seksualności (kolejne tabu, stary gej mówiący o seksie staje się po prostu obrzydliwy), będzie jasne, dlaczego z Nasierowskim wciąż mamy tak wielki problem, że właściwie od lat udajemy, że go nie ma.
Na koniec dobrze byłoby sformułować jakiś plan pozytywnego działania na przyszłość. Zdaję sobie sprawę, że pomysł stworzenia domu spokojnej starości dla osób LGBT jest na razie nierealny, może więc na początek warto w ogóle sobie uświadomić istnienie starszych gejów i lesbijek. Policzyć znane już nam osoby po sześćdziesiątce i myśleć o nich jako części społeczności, kiedy robimy ankiety albo podsumowania, zapraszać na spotkania. Wprowadzić swego rodzaju parytet, nie tylko płciowy, ale także ze względu na wiek.
O Nasierowskim przypomniałem sobie dopiero w 2006 roku, kiedy wydawnictwo Ha Art wznowiło jego więzienną epopeję "Zbrodnia i...". No i... byłem zaskoczony, że on jest aż tak stary! Udzielił w owym czasie szereg bardzo ciekawych wywiadów, głównie do niszowych pism kulturalnych.
Nie skazujmy starych homo na zapomnienie! Dla wielu może Nasierowski jest obleśną, starą ciotą. Ale ja mam dla niego wielki szacunek. I żeby takich bezkompromisowych gejów jak on było w młodym pokoleniu więcej!
Szkoda, że tak mało jest literatury na temat życia polskich homo na temat tego, jak to bywało w "dawnych latach".
A serio, pod katem atrakcyjnosci licza sie dwie grupy facetow - efeby, czyli liceum oraz meny. Szczegolnie zachod ceni menow. Jak ktos jest menem I a, to nawet po 40stce ma wziecie.
były niegdyś ...
Natomiast od tej chwili już wiadomo, że geje po 40-tce
będą musieli przeznaczyć całą energię życiową (vis vitalis się
to nazywa dla niewtajemniczonych :) na dotrwanie w pracy
na etacie do 67 roku życia. Niegdyś dotrwanie do wieku emerytalnego
w naszej szarej rzeczywistości było nie lada osiągnięciem,
no a od teraz to już będzie tytaniczna praca, po której już nic nie zostanie,
nawet za dużo życia :))))))))))