Grał, śpiewał, tańczył. Był jednym z najważniejszych aktorów kabaretowych międzywojnia. Nie tylko występował z największymi – Ordonką, Zimińską, Bodo, ale też sam lansował przeboje. Nazywano go „królem tanga”. Zmarł tragicznie, podobnie jak wielu homoseksualistów w PRL-u
Grał, śpiewał, tańczył. Był jednym z najważniejszych aktorów kabaretowych międzywojnia. Nie tylko występował z największymi – Ordonką, Zimińską, Bodo, ale też sam lansował przeboje. Nazywano go „królem tanga”. Zmarł tragicznie, podobnie jak wielu homoseksualistów w PRL-u.
Chociaż nie można opisać historii przedwojennego kabaretu bez jego nazwiska, pozostaje postacią zupełnie nieznaną, pojawia się najwyżej epizodycznie przy okazji omawiania osób, które lepiej wytrzymały próbę czasu. Tak jest też z wydaną niedawno biografią Eugeniusza Bodo autorstwa Ryszarda Wolańskiego. Książka okazała się nieudana, ale ze strzępków wspomnień i cytatów z prasy, wyłania się tam też fascynująca i niejednoznaczna postać Karola Hanusza.
Od Warszawy do Warszawy
Urodził się 30 maja 1894 w Warszawie, ale wychowywał się w Krakowie. Ukończył gimnazjum klasyczne, w latach 1909-11 uczył się w szkole dramatycznej, pobierał też lekcje śpiewu. Zadebiutował bardzo wcześnie, już jako 17-latek wystąpił w Tatrze Polskim w Sosnowcu. Nie zagrzał tam miejsca, zaczął podróżować po kraju, przez kolejne kilka lat zaczepiając się w kolejnych teatrach, m.in. w Częstochowie i Łodzi. Zahaczył też o Warszawę, gdzie po raz pierwszy wystąpił 22 listopada 1913 w operetce „Milionowa spadkobierczyni” w teatrzyku Małe Miniatury na ulicy Nowy Świat. Reklamowano go jako „baryton z Krakowa”. Wówczas nie osiadł jeszcze w stolicy na stałe, na dobre osiedli się tu dopiero w 1916 roku.
Z dzisiejszej perspektywy czasem trudno zrozumieć specyfikę warszawskich kabaretów i teatrzyków rewiowych, które przed wojną powstawały jak grzyby po deszczu, lansowały przeboje i gwiazdy, a za chwilę bankrutowały, by po chwili odrodzić się na nowo, pod inną nazwą i w nieco innym składzie. Hanusz w latach 1916-39 zaliczył większość z nich, część z nich było efemerydami jak np. Chochoł mieszczący się przy ul. Bagateli, który istniał tylko trzy miesiące i w tym czasie zdążył wystawić 5 programów. Hanusz występował w nim w połowie 1916 r., a pod koniec roku pojawił się w kolejnym teatrzyku – Miraż, jednym z najważniejszych w pejzażu międzywojennej Warszawy. Musiał się podobać, skoro już 8 marca (Dzień kobiet!) roku następnego urządzono tam jego benefis, w którym towarzyszyły mu dwie gwiazdki: Anna Szczęsna i Mia Mara. Szybko zyskał pozycję jednego z pierwszych gwiazdorów kabaretu, był podporą takich miejsc jak Czarny Kot, Qui pro Quo, Perskie Oko, Morskie Oko, Cyrulik Warszawski.
Promotor Ordonki
Jak głosi jedna z legend, to właśnie Hanusz wymyślił pseudonim Hance Ordonównie, której prawdziwie nazwisko brzmiało Maria Pietruszyńska. Gdy debiutowała w 1918 roku jako piosenkarka, Hanusz jako dużo bardziej doświadczony kolega miał jej powiedzieć: „Z takim nazwiskiem jak twoje: Pietruszyńska, to daleko nie zajedziesz”. Przypomniało mu się wówczas niedawne przedstawienie „Reduta Ordona”, które połączył z drugim imieniem kandydatki na gwiazdę i tak pojawiła się „Anna Ordon”, przemianowana potem na Hankę Ordonównę.
Mimo świetnego scenicznego pseudonimu, pierwszy występ nie udał się i debiutantka wyjechała do Lublina, gdzie zdobyła angaż w kabarecie Wesoły Ul. Nie było to jednak ich ostatnie spotkanie, na scenie występowali potem wielokrotnie, już w 1919 roku w Mirażu tworzyli duet taneczno-śpiewny „Two-step” w programie „Wiwat pokój, czyli precz z pokojem”. Z czasem piosenkarka zdobyła pozycję jednej z największych gwiazd międzywojnia, wyśpiewując takie przeboje jak „Miłość ci wszystko wybaczy” czy „Na pierwszy znak”.
Razem w wojsku i na scenie
Dużo więcej niejasności niż znajomość z Ordonką, kryje jednak przyjaźń z Eugeniuszem Bodo. Przyszły gwiazdor pojawił się w stolicy z 1919 roku. Był młodszy od Hanusza o pięć lat, nie wiadomo w jaki sposób się poznali, ani nawet dokładnie kiedy. Wolański pisze, że przyjaźnili się już w 1920 r., gdy wstąpili razem do wojska, by walczyć w wojnie polsko-bolszewickiej, czego nie dane im było zaznać, bo wkrótce weszło w życie zawieszenie broni.
Pojawić się musi podejrzenie, że dwaj aktorzy nie tylko przyjaźnili się, ale w pewnym okresie byli też parą. Biograf Bodo na podobne pytania nie tylko nie odpowiada, ale nawet ich nie stawia. Chociaż cytuję Magdalenę Żakowską, która pisała o ich „zażyłości”, temat nie zostaje w żaden sposób podjęty. Nie zmienia to faktu, że gołym okiem widać jak na początku kariery Bodo w stolicy znajomość z Hanuszem rozwija się, spotykają się nie tylko prywatnie, ale też zawodowo, czasem występują razem, np. w tercecie z Lucyną Bracką. W pewnym momencie ich drogi rozchodzą się. Bodo stawia na film, staje się jednym z największych gwiazdorów polskiego kina, nie tylko gra, ale też pisze scenariusze, reżyseruje i produkuje kolejne tytuły. Hanusz wystąpił jedynie w czterech filmach, grając epizody w latach 1922-28, jeszcze w kinie niemym. Najwyraźniej nie połknął jednak bakcyla X Muzy, po roku 1928 nie stanął już przed kamerą.
Jawny i zmanierowany
We wspomnieniach o Karolu Hanuszu pojawia się informacja, że nigdy nie ukrywał swojego homoseksualizmu. Odnosi się to przede wszystkim do życia prywatnego, raczej nie było mowy, żeby publicznie ktoś funkcjonował jako gej, heteroseksualna maska była absolutną normą. Dość powiedzieć, że największe przeboje Hanusza: „Ja lubię grube”, „Dymek z papierosa” czy „Zuzanna” bardzo konsekwentnie kreowały wizerunek podrywacza kobiet.
Jednocześnie cytowane przez Wolańskiego recenzje programów kabaretowych sugerują, że często w występach Hanusza zdarzały się sugestie homoseksualne, co nie zawsze przypadało do gustu purytańskim recenzentom. Bo cóż może odznaczać taki opis: „Karol Hanusz elastycznie się wyginał u boku pani Jadwigi Zielińskiej”? Albo charakterystyka „Przeglądu Teatralnego i Filmowego”, który chwaląc rewię „Black and White” zganił jedynie Hanusza nazywając go „zmanierowanym piosenkarzem”? Analogiczna sytuacja pojawiła się przy okazji programu „Precz z nagością” po premierze którego „Scena i Ekran” uznała, że tytułowa postać Titina pokazana została przez Hanusza „niesmacznie”. Te wszystkie wykorzystywane przez krytyków eufemizmy odnoszą się prawdopodobnie właśnie do homoseksualizmu aktora, który najwyraźniej nie stronił od przeginania się na scenie.
Zawsze w kabarecie
Hanusz grał nie tylko w kabarecie, pojawiał się też w teatrze dramatycznym. W 1935 roku wystąpił na scenie Ateneum w komedii „Mądra mama”, którą wystawił Wiktor Biegański z całą rzeszą ówczesnych gwiazd, m.in. Lodą Niemirzanką, Antonim Fertnerem i Jerzym Marrem. Wybuch wojny nie zastopował aktywności scenicznej, występował w tzw. teatrach jawnych i śpiewał w kawiarniach.
Świat, który go stworzył i wylansował, po wojnie już nie istniał. Nie było warszawskich kabaretów i teatrzyków rewiowych, ale Hanusz wciąż występował na estradzie. Wygłaszał monologi, śpiewał, nagrywał piosenki. Był już trochę człowiekiem z innej epoki, którą starał się jeszcze wskrzesić takimi utworami jak „Szumiały mu echa kawiarni” z 1958 roku. Sześć lat później obchodził jubileusz 55-lecia pracy artystycznej.
Miał 71 lat, gdy 20 grudnia 1965 roku został zamordowany przez chłopaka, którego poderwał na dworcu. Takie historie nie należały wtedy to rzadkości, prawie dziesięć lat wcześniej w swoim mieszkaniu inny znany homoseksualista - Benedykt Tyszkiewicz został w swoim mieszkaniu tak dotkliwie pobity przez „nieznanego sprawcę”, że kilka miesięcy później zmarł. Ówcześni geje nie mając miejsc, gdzie mogliby się oficjalnie spotykać, zmuszeniu do ukrywania się, byli skazani na pikiety, a tam bywali także złodzieje i mordercy. Hanusz padł ofiarą jednego z nich. Zapewne okoliczności śmierci miały wpływ na to, że jego nazwisko szybko stało się niemal kompletnie zapomniane.
Pisząc tekst korzystałem m.in. z książek: „Wielcy artyści małych scen” Ludwika Sempolińskiego (Warszawa 1977), „Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań” Ryszarda Wolańskiego (Poznań 2012), tekstu Karola Martela z „Inaczej” (nr 4/1995) i biogramu Hanusza na portalach filmpolski.pl i bibliotekapiosenki.pl.
No to pytanie, kto cytuje? Ja (czyli autor tekstu)? To faktycznie "cytujĘ". Ale jeżeli biograf Bodo, to on "cytujE".
I pytanie, czy znaczenie słowa "zmanierowany" odnosi się tylko i wyłącznie do "homoseksualnego przeginania"? Nie. Oczywiście, być może autor recenzji mógł mieć to na myśli, ale nie możemy tego udowodnić.