Dzięki odważnemu aktorowi Polska okazała się bardziej otwarta, tak, to w polskim kinie po raz pierwszy pojawił się facet przebrany za kobietę – amerykańskie media queerowe wieszczą: „To pierwszy drag queen w historii kinematografii”! Wyprzedziliśmy o trzy dekady przebieranki z amerykańskiego "Pół żartem, pół serio". Dziś staje się przewodnikiem po ówczesnym kinie.
Eugeniusz Bodo, międzywojenna gwiazda, aktor, śpiewak, reżyser, scenarzysta. Urodził się w Genewie w 1899 roku. Od dziecka miał słabość do sceny. Nic dziwnego, jego ojciec prowadzi kino-teatr w Łodzi. Jego przygoda zaczęła się od teatru i kabaretu, ale prawdziwego tempa nabrała dopiero, kiedy zaczął grywać w filmach. Prócz aktorstwa, pisał scenariusze, reżyserował, produkował.
Tak naprawdę nazywał się Eugene Bogdan Junod, jego ojciec był protestanckim Szwajcarem, matka – Dorota z Dylewskich, polską szlachcianką. Wokół gwiazdy „Piętro wyżej” i „Czy Lucyna to dziewczyna” narosło morze przeinaczonych prawd, niedomówień i przekręceń. Nie można natomiast odebrać mu talentu, klasy i przedsiębiorczości – był jednym z najbardziej kasowych i najzamożniejszych polskich aktorów. Występował z najlepszymi – Adolfem Dymszą, Zulą Pogorzelską, Mirą Zimińską, Adamem Brodziszem, Hanką Ordonówną… Obdarzony niezwykłym głosem i temperamentem scenicznym, nie mógł nie odnieść sukcesu.
Lubił prowokować i kokietować. Dużo mówiło się o jego parodii Hitlera z 1933 roku. Miał doga niemieckiego, Sambo, który zginął przypadkowo podczas powstania warszawskiego, którego obawiały się kobiety. Boda uspakajał: "Drogie Panie, już dziś zjadł jednego człowieka!". O jego poczuciu humoru i dystansie krążyły legendy. Prócz tego – jako pierwszy mężczyzna w polskim kinie, rozebrał się do naga!
Przed wojną uciekł do Lwowa, gdzie jego los się poplątał. Z Astonem, Foggiem i innymi stworzyli nową jakość w Sali kina Stylowy.
Z Lwowa chciał pojechać do Ameryki, miał drugie obywatelstwo - szwajcarskie, więc liczył, że obecni tam Niemcy mu to ułatwią. Dwa ostatnie lata jego życia owiane są jednak tajemnicą. Po aresztowaniu w 1941 przez NKWD jako cudzoziemiec został zatrzymany i podejrzany o szpiegostwo. Trzymano go w moskiewskim więzieniu na Butyrkach. Te doświadczenia zniszczyły aktora: popadł w depresji, nostalgię, schudł…
Popularne już zdjęcia, przesłane w latach 90. przez Rosyjski Czerwony Krzyż, nie oddają już uroku Eugeniusza Bodo. Jego śmierć przez lata owiana była tajemnicą. Po ośmiu miesiącach w celi, jedyne co mu pozostało ze starego świata to jasny płaszcz z podszewką. Alfred Mirek, który siedział z Bodo w jeden celi przez parę miesięcy, mówi, że był on zapomniany, nikt go nie przesłuchiwał. Dziś już wiemy:
7 października 1943 roku zmarł z powodu „gruźlicy płuc przy towarzyszącej pelagrze” w drodze do radzieckiego łagru, jego ciało rzucono do masowej mogiły w Kotłasie.
Bodo nigdy się nie ożenił, miewał liczne romanse (np. z Reri, tahitańską artystką, czy Norą Ney), a swoim zachowaniem prowokował plotki na temat swojej orientacji seksualnej. Był gejem czy nie – jest bohaterem międzywojennego polskiego queeru. Uwielbiał robótki ręczne, przyjaźnił się z gejami (Karol Hanusz, który zginął z rąk zazdrosnego amanta, czy Michał Waszyński), nie miał problemu z przebierankami. Po roli Mai West, przedwojenne „Kino” pisze:
„Mae West mogłaby pozazdrościć Eugeniuszowi Bodo bajecznej linii i wytwornych ruchów…” Jedno wiemy na pewno: „Jestem wierny miłości, ale nie w miłości” – mówił.
Jak komentuje tę rolę
Krzysztof Tomasik: „Trzeba docenić Eugeniusza Bodo, który odniósł w tej roli wielki sukces. Jest znakomity nie tylko, gdy śpiewa i tańczy na scenie, ale także drocząc się z zafascynowanym nim mężczyzną.”
(ar)