Tak jak jeszcze kilka lat temu styl lat 80. był najlepszym przykładem modowej tandety, tak męskie wąsy, również w dużej mierze związane z tamtą epoką, traktowano jako element skrajnie niemodny, stojący w sprzeczności z estetyką promowaną przez media i modowy półświatek. Wszystko jednak potrafi się zmienić w mgnieniu oka. Styl lat 80. powrócił triumfalnie w ostatnim czasie; zaskakująco łatwo odczarowano jego „obciachowość”. Moda idzie do przodu, owszem, ale często lubi też zrobić krok wstecz. Berlińskie kluby gejowskie pełne są dzisiaj młodych mężczyzn, którzy nie wstydzą się nosić wąsów. Zachodnia Europa na nowo odkrywa ich urok, zupełnie jak jeszcze kilka sezonów temu na nowo zachwyciła się latami 80.
Tak jak jeszcze kilka lat temu styl lat 80. był najlepszym przykładem modowej tandety, tak męskie wąsy, również w dużej mierze związane z tamtą epoką, traktowano jako element skrajnie niemodny, stojący w sprzeczności z estetyką promowaną przez media i modowy półświatek. Wszystko jednak potrafi się zmienić w mgnieniu oka. Styl lat 80. powrócił triumfalnie w ostatnim czasie; zaskakująco łatwo odczarowano jego „obciachowość”. Moda idzie do przodu, owszem, ale często lubi też zrobić krok wstecz. Berlińskie kluby gejowskie pełne są dzisiaj młodych mężczyzn, którzy nie wstydzą się nosić wąsów. Zachodnia Europa na nowo odkrywa ich urok, zupełnie jak jeszcze kilka sezonów temu na nowo zachwyciła się latami 80.
A więc wąsy reaktywacja! Nie gładkie policzki, nie trzydniowy zarost, w najbliższych sezonach ekstremalnie trendy będą wąsy, które w czasach młodości nosili ludzie z pokolenia naszych ojców i dziadków.
Celebryci z Zachodu już podchwycili nowe trendy. Brad Pitt i jego bliski przyjaciel, George Clooney, bożyszcze kobiet w rodzaju Orlando Blooma czy Colina Farrella, gwiazdy muzyki jak nasz „branżowy” Ricky Martin już kilka sezonów temu zapuścili wąsy, czując pismo nosem i dobrze wiedząc, co już niebawem będzie krzykiem męskiej mody. Kiedy wąsy pojawiły się też na twarzy Davida Beckhama wiadomo było, że sprawa jest poważna. Tak drobna zmiana wizerunku piłkarza wywołała falę komentarzy w sieci. Nic dziwnego, Beckham nobilitował przecież tym samym wąsy, na nowo je uszlachetnił, dał sygnał, że aprobuje ich powrót. Któż bowiem może być bardziej stylish niż Beckham?! Kto, jeśli nie on, decyduje o tym, co jest w męskiej modzie wartościowe?!
U nas nadejście owej mody wyprzedzają Mateusz Damięcki, Nergal i Marcin Dorociński, którzy pokazują się na stołecznych bankietach z dyskretnym, jeszcze nieśmiałym wąsikiem. Możemy być pewni, że wkrótce dołączą inni. A co o tym sądzimy? Czy jesteśmy gotowi, by wąsy znów uznać za współczesny atrybut męskiej urody? Zastanówmy się.
Słysząc hasło wąsy, kogo widzimy? Czyż nie ubranego w kraciasta marynarkę sołtysa? Wójta, może myśliwego (bez urazy dla miłościwie panującej głowy państwa!). Wąsy jak i broda były elementem prowincjonalnego pejzażu. W PRL-u były także ozdobą twarzy drobnego cwaniaczka, cinkciarza, wydrwigrosza. Z całą pewnością wąsy nie kojarzą się u nas z wielkomiejskim stylem, nie mają dziś w sobie nic z blichtru, nie są glamour. Ale idą zmiany. Widmo wąsów krąży po Europie.
Nietrudno określić, kiedy w Polsce wąsy stały się synonimem obciachu. Początek lat 90. otworzył nam granicę, pozwolił wywietrzyć zatęchłą atmosferę socjalistycznego baraku (niezależnie od tego, że „najweselszego”, jak mówili i pisali o nas sąsiedzi). Dawne kanony kultury popularnej zostały prędko przewartościowane. Błyskawicznym przemianom ulegała moda. Gładkie, wygolone i wydepilowane gwiazdy z Zachodu przejęły rząd dusz. Kanon męskiej urody uległ odmłodzeniu, liftingowi, męska uroda nabrała „chłopięcości”, nieco zdziecinniała na fali narastającego kultu młodości. Gwiazdami zostawali nastolatkowie jak chłopcy z Backstreet Boys, i aktorzy o gładkiej urodzie Loenarda DiCaprio, którym w żadnym zaroście nie mogło być do twarzy. Brody i wąsy musiały odejść.
Wąsy przywodzą nam obecnie na myśl także dawne porno-filmy z lat 70. i 80, w których urosły do rangi symbolu samczej dominacji. Czarne, grube wąsy były nieodzownym elementem wizerunku męskiej porno-gwiazdy. Stanowiły dopełnienie nieco przerysowanej, ale sprawdzającej się w kinie erotycznym, szorstkiej, brutalnej, a dzięki temu „prawdziwie męskiej” natury. Były jednocześnie poważne, budzące respekt (kto na serio nie potraktowałby wąsatego dominatora?), a przy tym kampowo wyuzdane. Były zapowiedzią masochistycznej rozkoszy.
Tak więc wąsy skojarzyć można było z seksualną swobodą, z pragnieniem wolności, głodem doznań oficjalnie zakazanych, ale nieskończenie pociągających. Tak wielka indywidualność jak Freddie Mercury wyniósł je do rangi symbolu homospołeczności lat 80. W jego wyzywającym zachowaniu, przesadnie eksponowanym seksapilu, nieskrępowaniu, z jakim otwierał się przed światem jako gej, i właśnie wąsach, które stały się jego znakiem rozpoznawczym, tkwiła recepta na nowego, współczesnego rewolucjonistę. Rewolucjonistę, który zrywa z konwenansami, nie akceptuje zakazów i nakazów drobnomieszczańskiej poprawności, drwi sobie ze społecznych przyzwyczajeń.
Ale w latach 80. i u nas wąsy zyskały status wolnościowego symbolu. Walcząca o suwerenność dla polskiego narodu Solidarność miała przecież za przywódcę postać, której bez wąsów wyobrazić sobie nie można. Twarz Solidarności, jedynego ruchu z bloku wschodniego, który odniósł realny sukces i rozmontował rozkładający się system socjalistyczny bez rozlewu krwi, była wąsata! Dokładnie jak Mercury Lech Wałęsa sprzeciwiał się zaistniałemu status quo. Nie miał talentu do publicznych wypowiedzi (choć niektórzy mogą powiedzieć, że ten antytalent w ostatecznym rozrachunku przysłużył się jego popularności), ale miał charyzmę i zdecydowanie. W tej mierze Mercury i Wałęsa mogliby podać sobie ręce. Są duchowymi braćmi z dwóch różnych stron żelaznej kurtyny. Walczyli o swobodę innymi metodami, inne stawiali sobie cele, posiadali innych wrogów, ale obaj zmienili i obyczajowość, i politykę. Obaj wąsy uczynili swoim znakiem rozpoznawczym.
Dzisiaj za nieśmiałymi, przyprószonymi siwizną wąsikami George’a Clooneya kryje się więc kawał historii, również gejowskiej. Kanony męskiej urody znów zataczają krąg i modne przed kilkoma dekadami wąsy powróciły triumfalnie na salony. U nas jeszcze nie widać rewolucji; w klubach nocnych, dyskotekach sobotni bywalcy gładzizną swojej twarzy odbijają promienie stroboskopowych świateł. Zachodnie trendy docierają do nas z opóźnieniem co najmniej jednego sezonu, czasem dwóch. Niektóre jednak wcale nie dają się zaszczepić i trudno zawyrokować, które rzeczywiście trafią u nas na podatny grunt. Przeczuwam jednak, że polska tradycja wąsów jest zbyt bogata, by nasza polska natura mogła zignorować trend, który nadpływa do nas zza Odry. Odżyje nam niebawem stary, dobry samczy wizerunek i nad Wisłą w branżowych klubach znów odkryjemy urok jedynego prawdziwie męskiego rodzaju zarostu. A więc, chłopcy, zapuszczacie?
(pp)
Podobnie śmieszą mnie tytuły "Panowie, owłosienie klatki piersiowej wraca do łask!".
Szanowne "opiniotwórcze" media! Wiele lat próbowałyście lobbować (rączka w rączkę z lobby kosmetycznym i różnymi "salonami upiększającymi") za depilacją, ale jak widać, nie udało wam się! Na szczęście większość ludzi nie musi czytać kolorowych szmatławców, aby dowiedzieć się, co ich ma kręcić w tym sezonie.
Ja tam obserwuję coś innego - dopiero teraz na masową skalę rozkręca się propaganda "piękna gładkich ciał". Powyrastało pełno gabinetów kosmetycznych i się teraz chcą obłowić kasą facetów prowadząc depilację, epilację i inne tego typu zabiegi. Już nie wspomnę o reklamach, w których promuje się ogolone nogi piłkarzy. I jak widać jest cała masa głuptasków, która się temu poddaje... Obawiam się że za kilka lat zobaczenie na ulicy faceta z owłosionym torsem będzie graniczyło z cudem.
A Clark Gable :-) ?
Co innego zadbana niedługa broda albo bródka i odpowiednio przystrzyżone bokobrody.
Ja jakoś nigdy na lansowaną modę nie zwracałem uwagi. Olewam to, że wybijam się najczęściej wyglądem. Wąsy i brodę noszę od końca liceum i przez ostatnie 20 lat może parę dni ich w sumie nie miałem. Po prostu czuję się w nich dobrze, a pozostali niech się gonią.
Podobnie śmieszą mnie tytuły "Panowie, owłosienie klatki piersiowej wraca do łask!".
Szanowne "opiniotwórcze" media! Wiele lat próbowałyście lobbować (rączka w rączkę z lobby kosmetycznym i różnymi "salonami upiększającymi") za depilacją, ale jak widać, nie udało wam się! Na szczęście większość ludzi nie musi czytać kolorowych szmatławców, aby dowiedzieć się, co ich ma kręcić w tym sezonie.
Ale on nie ma tylko wąsów. Ma zarost na całej twarzy ... i to jest sexy :)
Ale same wąsy ... hmmm, mnie jakoś nie przekonują.