„Piękno”, zasłużony laureat Queerowej Palmy na festiwalu w Cannes i południowoafrykański kandydat do Oscara, to nie jest film dla przyjemniaczków, którzy chcą się w kinie tylko rozerwać. Kto pozna Françoisa, długo go nie zapomni, ale wspominać nie będzie z rozrzewnieniem. Raczej z grozą.
Czarnym i gejom wstęp wzbronionyFrançois powoli zbliża się do pięćdziesiątki. Kawał chłopa. Trochę grubo ciosany, ale przystojny – może się podobać (typ: macho-daddy?). Małomówny, mało gestykulujący. Prawdziwy facet. Ma nieźle prosperującą firmę na prowincji, niedaleko Kapsztadu. Jest żonaty i dzieciaty, ale obie córki są już dorosłe.
I jest homoseksualny, o czym wie tylko starannie wyselekcjonowana grupa takich, jak on – żonatych homoseksualnych facetów w średnim wieku. Spotykają się raz na jakiś czas. Zaczynają od piwka, potem jest seks. Reżyser Oliver Hermanus bez woalek pokazuje nam to smutne samcze grupowe zaspokajanie pożądania. Na dodatek z mocnym rasistowskim i homofobicznym posmakiem – czarnym i gejom (!) na te spotkania wstęp wzbroniony.
Zniewalający ChristianW tak poukładane życie Françoisa wkracza Christian. A właściwie nie wkracza, po prostu pojawia się. Zniewalającej urody dwudziestoparolatek, któremu zawdzięczamy tytuł filmu, jest synem przyjaciela Françoisa. François kilka lat go nie widział i oto dostrzega chłopaka na rodzinnym weselu – ten wyrósł na młodego boga, François z trudem odciąga wzrok. A młody bóg, nie dość, że nieludzko piękny, to jeszcze ujmujący, grzeczny, sympatyczny, ułożony. Kończy prawo, dorabia jako model.
Świat Françoisa chwieje się i on sam o tym wie – nawet idzie do lekarza po poradę. Czuje się psychicznie gorzej, jest jakby wciąż czymś zaniepokojony, podenerwowany. Dlaczego? To erotyczna fascynacja, która całe lata tłumiona, nagle znalazła obiekt – i rośnie, rośnie, aż staje się obsesją. François na początku „tylko” celowo aranżuje różne sytuacje tak, by znaleźć się blisko Christiana – by wymienić z nim kilka zbędnych słów, by popatrzeć na niego. Potem okazuje się, że to nie wystarcza. François zaczyna śledzić chłopaka. Jest wściekły, gdy Christian spotyka się z jego córką. Ona może leżeć koło półnagiego Christiana na plaży, a François może ich tylko obserwować zza krzaków! Wizyta w gejowskim klubie nie daje wytchnienia; jest porażką – nie dość, że za głośno, to jeszcze oprócz białych są tam też czarni! Jeden nawet próbuje wyrwać Françoisa.
Na równi pochyłejJak to wszystko potoczy się dalej? Owszem, na coming out nigdy nie jest za późno, udawane życie przy pewnym wysiłku można odmienić w życie w zgodzie z samym sobą. Wiemy to, prawda? Tyle tylko, ze to nie jest przypadek Françoisa. François nie zapłacze żonie, że jest gejem, że się zakochał i że musi zacząć od nowa. Ta opcja takiemu typowi jak on jest po prostu niedostępna.
I dlatego towarzyszymy Françoisowi w jego jedynej możliwej drodze, jedziemy z nim równią pochyłą aż do sceny, która zmrozi krew w waszych żyłach i której nie zapomnicie. Po której obejrzycie resztę filmu w kompletnej ciszy ani na milimetr nie wiercąc się w kinowym fotelu.
„Piękno” jest męczące i takie ma być. Wizyta w psychice Françoisa do miłych nie należy, bo z jednej strony nie znosimy go z całej siły, a z drugiej strony, gdy widzimy jego udrękę – nieruchomy wzrok, kropelki potu na skroniach, nieustanne pilnowanie się a jednocześnie wyuczoną bezwzględność również wobec samego siebie– gdzieś tam na dnie pojawia się współczucie dla bestii, którą François się stał.
„Piękno” jest jednym z najbardziej sugestywnych obrazów spustoszenia, jakie powoduje ukrywanie i zaprzeczanie swej orientacji seksualnej. Jest też diagnozą modernizującego się społeczeństwa RPA – kraju, w którym w 2006 r. wprowadzono małżeństwa homoseksualne. Gdy François widzi w restauracji całującą się parę młodych chłopaków, z jego twarzy nie znika kamienna maska. Ale co wtedy myśli? Jest od nich o pokolenie starszy, należy do innego świata.
Skoonheid (Piękno), reż. O. Hermanus, wyk. D. Lotz, C. Keegan; dystrybucja; Tongariro; premiera 25 maja 2012 r.
Mariusz Kurc - stały publicysta Innej Strony, redaktor naczelny pisma
„Replika”, członek Kampanii Przeciw Homofobii i Grupy Inicjatywnej ds.
Związków Partnerskich;
z Krzysztofem Tomasikiem prowadzi w radiu TOK FM audycję "Lepiej późno niż
wcale" o tematyce LGBT, z Bartoszem Żurawieckim prowadzi Klub Filmowy LGBT w
Krytyce Politycznej w Warszawie.
czy kiedys byly inne czasy...hmmm.........
mysle ze problem lezy w tzw. propagandzie homo. otoz pod tym pojeciem kryje sie to ze ludziom zaczyna chodzic po glowie aby przespali sie z ta sama plcia....tak sie dzieje z biseksami. homo zawsze bylo homo i potwornie sie meczylo z druga plcia, wiec najczesciej mieli wymowke ze nie spotkali nikogo odpowiedniego. ooooo...w rio robimy sobie zdjecia pod chrystusem a tu odzywa sie polak, taki ok 60 pare lat i tak gada gada i sie do nas doczepil....juz sie uwolnilismy od niego, uplynelo z 10 minut jak schodzilismy i ja do mojego Chłopca - kochanie czy jie sadzisz, ze to byl gej...a tu ten stary sie odzywa cos...hehehee szedl obok nas ale my myslelismy ze go zostawilismy heheh no i w autobuisie zaczyna gadke ze.....jest emerytowanym pilotem wojskowym i jest sam bo tak mu sie zycie ulozylo, ze my tyo mamy lepiej bo nowe czasy, a on to mial trudniej to poszedl do wosjak bo choc tam mogl sie troche zrealizowac...i ze ogolnie to jest max samotny i tak podrozuje po swiecie....
czy nam go bylo zal? troche tak, ale to jego wina, bo byl tchorzem, poszedl do wojska aby udawac wielkiego mena i przy okazji podrywac chlopakow..ale plus jego taki ze nie mial zony, ze stosowal wymowki ze niby nie ma czasu no i plus taki ze najwyrazniej nie wypieral z siebie homo, udawal ale nie wyupieral....
mysle ze stare czy nowe czasy jedno jest wspolne, nikt kiedys nie zmuszal do slubu, mozna bylo sie wywinac kitem w stylu, nikogo nie spotkalem albo nie mam czasu bo pracuyje za duzo...
Vito kiedyś były inne czasy. Teraz koleś który dla przykrywki szuka sobie żonki to tchórz i loser. Nikt* takiego słabiaka nie szanuje. A jak ma jeszcze wygięte blachy to już zupełnie nie ma o czym mówić. Zostaje mu tylko przypadkowy seks.
-------------------------------------
*nikt- (tu w znaczeniu) mało kto.
Niesamowite! Bo to było skrajnie realistyczne, emocje mena i emocje towarka były pokazane tak jakby widział to naprawdę! Ileż ta scena dawała implikacji emocjonalno-intelektualnych mi...wow....to jest wielkie źródło do pogłębionych refleksji o pożądaniu i zaufaniu.
Men nie podrywał bab na pokaz, nie zgrywał heteryka i nie wypierał z siebie homo. On cieszył się, jak widział, że ktoś jest gejem. Jak piękny całował się z facetem - kumplem,, to menowi się to podobało, ale gdy zobaczył pięknego z babą-swoją córką to wpadł we wściekłość.
On nie potępiał homo, absolutnie nie, on nie gardził tymi starymi grubasami od seksu męskiego.....nie było o tym ani scenki.
To że żył z kobietą to dlatego, że nie miał siły i determinacji aby we właściwym czasie żyć z facetem, ale ktoś kto jest tchórzem nie oznacza, że wypiera z siebie homo. Prawda? Ktoś może akceptować się jako homo, ale uważać, że się z tym nie przebije i musi się ukrywać, i taki był ten men.
Gdyby men był homofobem, gdyby gardził homo, to robiłby dużo rfzeczy wskazujących na pogardę dla homo a tylko od czasu do czasu pożądanie wzięłoby górę ale traktowałby tych chłopaków od seksu jak śmieci. A on taki nie był. To był typowy gej ukrywający się pod płaszczykiem żonki ale nie był homofobem i nie zwalczał swojej orientacji w sobiue.
Zresztą on pięknemu powiedział coś takiego, że żył w innyuch czasach, że teraz młodzi to mają łatwiej....i to jest wyjaśnienie jego postawy a nie to, że zwalczał homo, on nie miał siły być otwartym homo, nie udawać heyteryka.
vito212121:
To nie jest niesamowite tylko przerażające!
vito212121:
Jakby Francois pogodził się ze sobą to miałby chłopaka a nie żonę. On się tego wstydził i żeby spuścić sobie z krzyża wmawiał żonie, że jedzie w interesach, a tak na prawdę to bzykał się z inną grupą kłamców.
W oficjalnym opisie filmu na ulotkach też była mowa o "relacji" i tylko dlatego zdecydowałem się na wydanie kasy na bilet. Niech mi ktoś postara sie wyjaśnić gdzie do jasnej cholery jest tam relacja?! To platoniczne pożądanie do osoby, która nawet nie wiadomo czy jest homo i chore marzenie zwyrodnialca. Nie ma wytłumaczenia dla takiej czynności jakiej dopuściła się główna postac (specjalnie nie chciałem użyć słowa "bohater").
Ostatnia scena jest faktycznie świetna. Wyglądał jakby żałował, że jego życie nie potoczyło się inaczej, a w jego wieku to jedna z najgorszych myśly jaka może dojść do głowy. Dobrze mu tak!